niedziela, 22 października 2017 r.

Magazyn

Kult majtek i pisuaru

  Edytuj ten wpis
Dodano: 26 kwietnia 2007, 16:44

Cudowny płaszcz, ulubione majtki, zarost na twarzy. "Zaznaczenie” swojego terenu też nie zawadzi.

Niektórzy wierzą, że w pokonaniu przeciwnika pomoże im magiczny przedmiot. Inni skłaniają się ku astrologii, numerologii i wróżkom. Są też tacy, którzy źródła sukcesu szukają w butelce z wysokoprocentową zawartością. Pod każdą długością i szerokością geograficzną, wszyscy kochają wygrywać i dla smaku zwycięstwa zrobiliby niemal wszystko. Choćby nie wiadomo jak dziwne to było
Sportowcy i trenerzy mają swoje rytuały i wierzą, że dzięki nim osiągną sukces. Przed zawodami lub w trakcie wykonują różne czynności, które mają im zapewnić przychylność losu.
- Mój przykład był banalny, ale odnosił dobry skutek. Przed meczem nigdy się nie goliłem. Za pierwszym razem, kiedy ktoś zwrócił na to uwagę, to był przypadek. Ale gdy pewnego razu kierownik drużyny strofował mnie: "Zobacz, wyglądasz jak dziad, ogól się!” - i ja go posłuchałem, to mecz przegraliśmy z kretesem. Oczywiście, należy to uznać za swego rodzaju gusła, ale prawda jest taka, że ja po pierwszych kopnięciach piłki na boisku, już wiedziałem, czy drużyna rozegra dobre spotkanie, czy słabe - przyznawał nieodżałowany Kazimierz Górski.

Cudowne majtki

Wśród trenerów niezwykle popularna jest wiara w nadprzyrodzoną moc ubrań. W eliminacjach do mistrzostw świata w 2002 roku, trener reprezentacji Polski Jerzy Engel paradował w brązowym płaszczu. Jego piłkarze wygrali eliminacje i po szesnastu latach przerwy zagrali na mistrzostwach, ale już na koreańskim mundialu prochowiec okazał się zupełnie bezwartościowy. Cudowny miał być też płaszcz Jose Mourinho, który doprowadził w nim piłkarzy FC Porto do triumfu w Pucharze UEFA, a potem w Lidze Mistrzów. Będąc już trenerem Chelsea Londyn, oddał go na aukcję dobroczynną. Do szczęśliwego okrycia przywiązał się również trener Bolonii, Renzo Ulivieri. Symbioza szkoleniowca i płaszcza była tak silna, że nie potrafiły jej przeciąć nawet 30 stopniowe upały.
Szczęśliwe może być nie tylko wierzchnie okrycie. Najsłynniejszy koszykarz Michael Jordan przed meczami zakładał spodenki, w których występował na uniwersytecie w Północnej Karolinie. Jak twierdził, to przynosiło mu zawsze szczęście. Chyba rzeczywiście, bo zarobił pół miliarda dolarów, sześć razy został mistrzem NBA i dwa razy triumfował na igrzyskach olimpijskich.
Kult majtek wybrał także rumuński snajper Adrian Mutu. Przed wyjściem na boisko zakłada swoje slipki na lewą stronę.

Teren zaznaczony

Piłkarze twierdzą, że prawdziwy bramkarz musi być szalony. Przyjmując to do wiadomości, praktyki Sergio Goycochea nie budzą już takiego zdziwienia. Jak powszechnie wiadomo specjalnością Argentyńczyka była fenomenalna obrona rzutów karnych. Nie każdy jednak wie, że Sergio dla kurażu przed serią strzałów zwykł... sikać pod bramką. Rzecz niedopuszczalna w Europie nie wzbudzała w argentyńskiej lidze protestów.
- Ciekawy pomysł, ale z pewnością z niego nie skorzystam - śmieje się bramkarz Hetmana. Mateusz Karnas. - Widziałem jak Jacek Dymanowski całował przed meczem ziemię. Ja czasami dotykam słupków, tak na wszelki wypadek... Ale tak naprawdę, jeśli wyniki są dobre nie myśli się o dodatkowej przychylności losu. Dopiero gdy przychodzi zła passa szuka się jakiegoś wyjścia.
Metody są różne: zmiana rękawic, czy choćby koszulki zakładanej pod trykot. - To sfera psychiki, bo umiejętności przecież są wciąż te same - mówi Karnas. Jego teorię potwierdza kolega z drużyny, Łukasz Giza: - Nosiłem na palcu srebrną obrączkę. Przepisy się jednak zmieniły i gra w biżuterii została zakazana. Musiałem ją zdjąć. W czasie meczu nie potrafiłem myśleć o niczym innym, niż ta obrączka. Piłka zupełnie nie kleiła mi się do nogi. W końcu zapomniałem jej wziąć na mecz i problem zniknął.

Kierunek ścielenia dymu

Ale co tam piłkarze. Ciekawiej robi się, kiedy za pozyskiwanie przychylności niebios biorą się działacze. W klubowych kuluarach z uśmiechem wspomina się czasy prezesa, który w drugoligowych czasach Hetmana Zamość do typowania przebiegu meczów zatrudnił... wróża.
Wykładnią formy i potencjalnych zdobyczy punktowych był między innymi kierunek ścielenia się dymu po boisku. W razie niepowodzenia najsłabsze ogniwa w drużynie wskazywały karty tarota.

Baba z wozu...

... koniom lżej. Zgodnie z przysłowiem, trener Kazimierz Górski nigdy nie pozwolił wsiąść kobiecie do jadącego w stronę stadionu autokaru. Nawet własnej żonie.
- Pamiętam, jak ja kiedyś odprawił i pani Maria na mecz jechała taksówką - wspomina świetny przed laty zawodnik Motoru i kadrowicz Górskiego, Zygmunt Kalinowski.
Z całą pewnością do pojazdu którym przemieszczają się nowozelandzcy rugbiści również nie wsiądzie żadna niewiasta. No, chyba że po meczu. Spotkania z udziałem kraju z Antypodów niezmiennie cieszą się popularnością nie tylko ze względu na wysoki poziom sportowy, ale także na niezwykle widowiskowy przedmeczowy rytuał. Otóż występ poprzedza wykonanie tradycyjnego tańca maoryskich wojowników - Haka, podczas którego i tak groźnie wyglądający Zelandczycy popisują się dodatkowo niewiarygodnie srogimi minami, wydzierając się przy tym niemiłosiernie.

Voodoo i kurczaki

Orężem Trynidadu i Tobago jest voodoo. Szamani zalecają zakopanie w pobliżu domostw rywali obciętych głów kurczaków. Przekłuwają też gwoździami szmaciane lalki. Przed mundialową konfrontacją z Anglikami, największym wzięciem cieszyła się pacynka przedstawiająca Davida Beckhama.
Plemienne modlitwy pomagają piłkarzom Kamerunu. Czarownicy proszą dobre bóstwa o opiekę nad drużyną i rzucają klątwy na rywali. Rozsypują przy tym tajemnicze proszki i rozbijają na boisku jajka. Dostarczają też potężnych amuletów, bez których nie wchodził na boisko choćby bramkarz Thomas N'Kono. Ze starych sprawdzonych sposobów korzysta chętnie do dziś, choć już nie jako zawodnik, lecz trener.
Argentyński szkoleniowiec Carlos Bilardo podczas mistrzostw zabronił swoim podopiecznym spożywania drobiu. Bo w Argentynie kurczak jest symbolem tchórza.
Nastrój odczyniania uroków i zaklinania szczęścia udziela się też kibicom. Włosi ostentacyjnie łapią się za krocze, kiedy sprawy pod ich bramką przybierają niekorzystny obrót. Gest ma działać na zasadzie słowiańskiego pukania w niemalowane drewno.

Ulubiony pisuar

W Europie w dziwactwach przodują Wyspiarze. Kapitan Chelsea Londyn, John Terry wkładając buty, trzykrotnie okręca kostkę sznurówką. Przed każdym wyjściem na boisko wypija trzy łyki wody i zawsze korzysta z tego samego pisuaru. To nie koniec: w autokarze koniecznie musi siedzieć zawsze na tym samym miejscu i słuchać tej samej płyty Ushera.
A Gary Lineker - "Kat Polaków” - podczas rozgrzewki nie strzelał na bramkę, żeby "nie marnować goli”. W przerwie zmieniał koszulkę tylko wtedy, jeśli nie udało mu się posłać piłki do siatki, w przeciwnym razie grał w niej do końca.
Napastnik Manchesteru United, Wayne Rooney, znalazł natomiast nowatorskie rozwiązanie problemu irytującego buczenia i gwizdów kibiców innych drużyn: w noc przed meczem imitacją złorzeczących fanów jest odkurzacz lub suszarka do włosów, pracująca na pełnych obrotach... aż do rana.
No i nigdy nie zawadzi skropić ławki święconą wodą, jak zwykł czynić włoski trener, Giovanni Trapattoni.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!