sobota, 18 listopada 2017 r.

Magazyn

Lekcja geografii na lodowcu

  Edytuj ten wpis
Dodano: 29 maja 2008, 14:59

Pięciu badaczy z Lublina i Torunia przez trzy miesiące będzie poznawać środowisko najbardziej wysuniętego na północ terytorium europejskiego.

Czterech z nich dziś w nocy dotarło na Spitsbergen. Piąty trafi tam w lipcu.

Gdy trzymasz w ręku ten Magazyn, naukowcy właśnie powinni dojeżdżać do Calypsobyen na wyspie Bellsun, starej opuszczonej osady górniczej u ujścia fiordu Van Keulen. Na początku lat 90. lubelski Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej zaadaptował jeden ze stojących tam budynków na letnią stację badawczą.
To znakomite miejsce do prowadzenia badań, bo dookoła roztacza się spitsbergeńska tundra, a obok sąsiadują uchodzące do morza lodowce Recherge i Renarda.

Jak w Lublinie

- Dokładnie taki krajobraz i taki klimat panował u nas, także na Lubelszczyźnie, 12-15 tys. lat temu - mówi dr Andrzej Gluza, klimatolog z UMCS i kierownik tegorocznej wyprawy. - Możemy zobaczyć, co kiedyś działo się w miejscu, gdzie teraz żyjemy
Na Spitsbergenie właśnie kończy się zima. Leży śnieg (jeszcze przez 2-3 tygodnie), a temperatury są ujemne. - Jak przyjedziemy, pewnie będzie duże zachmurzenie i sporo opadów - prognozuje Gluza. - Ale za to będzie coraz cieplej. W lipcu i sierpniu temperatury będą sięgały już 10 stopni Celsjusza. Oczywiście, nie na lodowcu, bo tam cały czas panuje zima.

• Tak było kiedyś na Lubelszczyźnie?

- Klimat i krajobraz Polski był kształtowany przez lądolód - odpowiada Gluza. - Były u nas więc i przedpola lodowców, i wieczna zmarzlina, i tundra. Teraz dokładnie takie warunki mamy na wyciągnięcie ręki na Spitsbergenie. Taka wielka lekcja geografii w naturze.

Niedźwiedzie za oknem

Lekcja nietypowa, więc i przygotowania do niej są nietypowe. - Kiedyś organizowało się duże wyprawy, brało się mnóstwo rzeczy, nawet samochód - opowiada Gluza, uczestnik m.in. pierwszej wyprawy organizowanej przez UMCS (tegoroczna ekspedycja jest już 20). - Teraz sprzętu jest znacznie mniej. Ale i tak sporo: ciepłe ubrania, wyżywienie, urządzenia badawcze, a nawet... broń. Na niedźwiedzie, które wędrują po lodzie i polują na foki, które się tam opalają - tłumaczy dr Gluza. - Te drugie latem można spotkać głównie we wschodniej części wyspy, a nasza baza jest na zachodzie. Więc i niedźwiedzie teoretycznie powinny być po przeciwległej stronie. Ale nie zawsze tak jest, bo co jakiś czas jakiś niedźwiedź się do nas zabłąka.

Gluza wspomina zwłaszcza spotkanie sprzed trzech lat. - Przyszła do nas niedźwiedzica ze swoim małym. Małym, który waży kilkaset kilogramów - zaznacza. - Takie młode niedźwiedzie są ciekawskie, chcą wszystko zobaczyć i wszędzie wejść. Niestety, niedźwiedzice nie są tak otwarte... Użyliśmy pistoletów hukowych. Z oporami, ale zwierzęta odeszły.

Non stop widno

Niedźwiedzia na Spitsbergenie można spotkać w najbardziej nieoczekiwanych okolicznościach.

Naukowcy ogrzewają się w bazie drewnem. A to jest wyrzucane przez morze. - Chodzimy po nie dwójkami - podkreśla Gluza. - Jeden zbiera drewno, drugi trzyma pistolet. Na wszelki wypadek.

Podobnie z wyjściami do punktów badawczych. Na przykład jedna stacja pomiarowa mieści się na górze wznoszącej się 500 metrów nad bazą UMCS. Dojście tam to wycieczka nawet na ponad 20 godzin. Też z szansą na spotkanie niedźwiedzia.

Jak to możliwe, że idzie się 20 godzin? Odpowiedź jest prosta. Na Spitsbergenie panuje dzień polarny. Słońce zacznie tam zachodzić dopiero w sierpniu. A całkiem ciemno zrobi się w listopadzie. I tak aż do lutego, bo tyle trwa tam noc polarna.

Chleb? Prosto z pieca

Długi dzień jest więc pewny. Niespodzianką może być za to pogoda. - Na jednej z wypraw przyjechali do nas na tydzień goście z Czech. I przez cały tydzień ani razu nie wyszli na lodowiec. Tak lało - opowiada Gluza. Choć dodaje po cichu, że dla niego zła pogoda jest atrakcją. - Wtedy mamy co badać.

Front badań jest bardzo szeroki. Naukowcy obserwują zmiany klimatyczne i hydrologiczne, analizują gleby, przyglądają się topnieniu lodowców. Codziennie inne zagadnienie.

Jeden dzień w tygodniu jest roboczy. Wtedy można narąbać drewna, posprzątać w magazynie. A tam leżą m.in. jajka, mleko i zamrożone mięso. - Co drugi dzień sami pieczemy świeży chleb - podkreśla Gluza. - A nic tak nie smakuje, jak np. kotlety schabowe usmażone pod samym lodowcem.

Ten sam dreszczyk

Zamrożone mięso, surówki, produkty mleczne, mąka, a także sprzęt i ubrania płynęły na Spitsbergen przez kilka ostatnich dni. Promem, w specjalnych beczkach. Powinny dotrzeć razem z naukowcami. A ci wylecieli z Warszawy samolotem wczoraj rano.

Oprócz dr. Andrzeja Gluzy do Norwegii wybrał się jeszcze jeden klimatolog dr Krzysztof Siwek (też z UMCS) i dwóch gleboznawców: prof. Jerzy Melke (z UMCS) i dr Marcin Świtoniak (z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu).

Pozostałe beczki z ekwipunkiem dotrą na Spitsbergen 3 lipca, razem z piątym badaczem dr. Piotrem Zagórskim, geomorfologiem z UMCS. - Właśnie pakuję rzeczy i robię ostatnie zakupy - mówi Zagórski.

• Leci pan tam już ósmy raz. Jeszcze się panu chce?

- Jeszcze tak - mówi pan Piotr. - Co mnie ciągnie? Z jednej strony, nauka i przyroda: to bardzo fajny teren, znakomity do prowadzenia badań. A z drugiej, na dwa i pół miesiąca mam święty spokój, jestem odcięty od świata - dodaje z uśmiechem. - Tam nie ma Internetu. A zasięg telefony komórkowe łapią tylko w niektórych miejscach.

- Ja też wybieram się ósmy raz i za każdym razem czuję podobny dreszczyk emocji - dodaje dr Gluza. - Tego nie da się opowiedzieć. To po prostu trzeba przeżyć.

Spitsbergen

Potoczna i najlepiej znana nazwa archipelagu wysp położonych na terytorium należącym do Norwegii. Oficjalnie archipelag nosi nazwę Svalbard. Bo, zgodnie z obowiązującym w Norwegii nazewnictwem, Spitsbergen to jedynie największa z ponad tysiąca wysp. Nazwę Spitsbergen (po polsku: Ostre Góry) nadał wyspie holenderski żeglarz

W. Barents, który odkrył ją w 1596 roku. Spitsbergen znajduje się w połowie drogi między północnymi krańcami Norwegii a biegunem północnym. Archipelag jest najbardziej wysuniętym na północ europejskim terytorium. Północny kraniec Spitsbergenu jest oddalony od bieguna północnego jedynie o około tysiąca kilometrów.


Dr Piotr Zagórki/Archiwum prywatne
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!