czwartek, 17 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Leniwe wyciągają kopytka

Dodano: 6 grudnia 2007, 13:45

Co to jest mleko zsiadłe jako takie, a co roztrzepaniec. Dlaczego jesienią 1980 roku klient na talerzu znajdował mniejszą porcję ziemniaków, a

w maju rok później dostawał napój z koncentratu pomarańczowego bez cukru? To ostatni moment, by się tego dowiedzieć

- To będzie 17 grudnia. W poniedziałek minie dokładnie 20 lat, jak tu pracuję. Dzień w dzień. A jak sobie uświadomię, że przychodziłam do tego baru jako uczennica pobliskiej szkoły, to aż nie mogę uwierzyć w ten szmat czasu. Ten bar tu był i był. Najlepiej poznać to po podłodze. Takie biało-czarne szachownice z malutkich płytek układali w latach 60. - mówi pani Kazimiera Ostrowska, właścicielka baru Racławickiego, jednego z ostatnich takich lokali gastronomicznych w Lublinie. 22 grudnia, w sobotę klienci przyjdą tu na ostatnią świąteczną rybę. I barszcz. I koniec.

Ujednolicanie marchewki z groszkiem

W sylwestra pani Kazimiera ma zanieść klucze do Zarządu Nieruchomości Komunalnych. W lokalu wynajmowanym od miasta ma być pusto i czysto, żeby nowy najemca wyłoniony na drodze przetargu mógł się wprowadzić. Z muru kamienicy na rogu Głowackiego i Al. Racławickich zniknie szyld.
- Myślałam, że to komuś zostawię, że będzie jakaś kontynuacja, ale nie. Mam zdać lokal, a nie zamknięty bar. No, to wszystko wywalę. To też - mówi i kładzie na stole stos pożółkłych kartek i broszurek.
To historia półwiecza polskiej gastronomii i Polski w ogóle. Receptury, jakie Główny Specjalista ds. Żywienia Zbiorowego Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Przemysłu Gastronomicznego produkował, by ujednolicić wygląd i smak kopytek, marchewki z groszkiem i pierogów z serem i kaszą, jak województwo długie i szerokie.
- Cały czas gotowałyśmy i gotujemy według tych receptur. Jak przychodzi klient i mówi, że smak leniwych taki jak pamięta z dzieciństwa to co? Źle? A jak studenci przychodzą, mówią, że już nie będą przychodzić, bo się właśnie obronili i wyjeżdżają z Lublina, ale jeszcze na koniec proszą o przepis na szpinak i na naleśniki... Uwierzy pani? Zawsze dawałam. Teraz się to już nikomu nie przyda.

Uwaga na ziemniaki

Jedna z żółtych karteluszek: W związku z bardzo trudną sytuacją w zakresie zaopatrzenia zakładów gastronomicznych w ziemniaki zobowiązuje się Obywatela Kierownika do: zmniejszenia gramatury porcji ziemniaków do 150 g, a w celu uzupełnienia zmniejszonej porcji oferowanie konsumentom chleba. Ograniczyć produkcje zup, w skład których wchodzą duże ilości ziemniaków. Wprowadzić w szerszym zakresie produkcję zup bez dodatku ziemniaków jak: zupy owocowe i czyste z makaronem lub grzankami. W maksymalnym stopniu gromadzić rezerwy kasz i makaronów oraz przetworów warzywnych. Główny Specjalista ds. Żywienia Zbiorowego pisał 20 października 1980 roku.
Beżowy dokument w skoroszycie: W związku z oszczędną gospodarką cukrem "Społem” podaje niżej przepracowaną recepturę na napój z koncentratu pomarańczowego bez dodatku cukru. Woda przegotowana 18,4 litra, koncentrat 2 kg. Wydajność 20,4 kg. Ilość porcji 100. Technika wykonania: Do przegotowanej, przestudzonej wody dodać koncentrat. Całość wymieszać. Porcjować w wysokie szklanki. Pismo 24 maja 1981 roku rozesłał Główny Inspektor ds. Żywienia Zbiorowego.

Od zawsze

Gdy cięto w recepturach cukier i oszczędzano na ziemniakach pani Kazimiera już pracowała w gastronomii. Chciała być nauczycielką. Szkołę gastronomiczną wybrali jej rodzice uznając, że jedna nauczycielka (starsza siostra) w domu wystarczy. Uważali, że dzięki takiemu wykształceniu nie zginie. Teraz pani Kazimiera może iść już na emeryturę. Po 1 stycznia to zrobi. Wychowała troje dzieci, córka pracuje z nią w Racławickim. Pytana, czy gotuje w domu, kręci głową. - Mieszkam teraz sama, jem w pracy. Co lubię? Nie lubię być głodna. Jem wszystko - macha ręką. - Ale chyba najbardziej mam słabość do klusek i pierogów.
Czy pamięta, jak wyglądał bar Racławicki, gdy wpadała tu na obiady jako uczennica? Nie rozglądała się po klientach, zjadała i wybiegała. Sam bar się od tamtej pory nie zmienił. Układ pomieszczeń, ich wielkość. Jeden z nielicznych lokali w mieście działających "od zawsze”.

J-28 kalkuluje cebulę

- Pracowałam w stołówce w Ursusie, chciałam stamtąd uciec, tu się zwolniło miejsce. Był rok 1987 - wspomina, układając równiutko nominałami monety w kasie, by klient nie czekał na wydawanie reszty.
Rok 1987 to rok zmiany receptury na zupę pieczarkową i kotleciki z jaj i anulowanie obowiązującej receptury J-II-28. Kierownicy barów musieli sprostać adnotacji Głównego Specjalisty ds. Produkcyjno-Handlowych (podpis nieczytelny): do wywaru kalkulować cebulę zamiast porów, cebulę tą dodawać do duszenia pieczarek - ma to wpływ na smakowitość potrawy oraz wynik suchej masy przy badaniu laboratoryjnym. Nadmienia się, że od takiego sposobu wykonania zostały ustalone wskaźniki fizyko-chemiczne.

Smak PRL

Ważnym dla baru i pani Kazimierzy czasem był przełom polityczny lat 90. Likwidacja PGH i decyzja: spółka pracownicza albo własna działalność. Pytana, czy trudniej było się wówczas decydować na taki krok czy teraz uznać, że to koniec, szefowa się uśmiecha: teraz trudniej. Wtedy byłam młoda! Prywatny Racławicki, jak wszystkie ówczesne bary mleczne, stracił dotację i musiał inaczej skalkulować ceny. Ceny poszły w górę, ubyło klientów. Ubyło personelu. Bar trwał. Pod nowoczesnymi wówczas panelami boazerii zginęła stara, pamiętająca czasy uruchamiania baru glazura. Nie zmieniły się potrawy.
- Eksperymentowałyśmy z większą liczbą dań mięsnych, ale klienci wolą jarzyny. Nie zyskały popularności placki ziemniaczane, więc też dałyśmy sobie z nimi spokój. Zupełnie nikt nie chciał ozorków w sosie chrzanowym czy wątróbki - pani Kazimiera robi przegląd dań zdyskwalifikowanych przez tych, których stołuje.
W stosie starych pism przepisy jak z "Misia” i "Rejsu”: na kaszę manną z sokiem, budyń z sokiem i cukrem, kisiel ze śmietaną, twarożek z cebulą i rzodkiewką. Twarożek z pomidorem i ogórkiem. Wszystkie smaki PRL.

Zakład nieczynny

Jest też odpis zarządzenia Ministerstwa Handlu Wewnętrznego z 8 maja 1954 parafowany przez ministra zdrowia i poświadczony przez Dyrektora Departamentu (podpis nieczytelny). Tam wysocy urzędnicy instruują Obywateli Kierowników że: do napojów typowych zimnych produkowanych przez bary mleczne należy zsiadłe mleko podawane jako takie lub pod postacią tzw. roztrzepańca. Prowadzony we właściwych warunkach proces zsiadania mleka daje produkt o konsystencji jednolitego skrzepu nie podeszłego wodą. (...) Mleko na roztrzepaniec jest zawsze zakwaszane w naczyniach wieloporcjowych.
Ostatnim dokumentem jaki wypada z nikomu już niepotrzebnego archiwum baru mlecznego Racławicki jest nieużywana tekturka "Zakład nieczynny od dnia... do dnia... z powodu dezynsekcji. Uzgodniono z wydziałem handlu. Przepraszamy”.
Czytaj więcej o:
tHEjESTER
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

tHEjESTER
tHEjESTER (11 grudnia 2007 o 21:03) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
...shiiite.... jadam... jadałem tam... uwielbiam te płyteczki czarnobiałe na podłodze ... strasznie lubię klimat jaki tam panuje, ludzi, których można tam spotkać... heh... żadna "Bazylia" z Nowego Humanika czy jakakolwiek jadłodajnia naokoło uniwerków nie może się równać z Barem Racławickim!!! ... We'll miss You ... tJ
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!