piątek, 9 grudnia 2016 r.

Magazyn

Małżeństwa bez granic


Irena Sztuń-Kwarciana (na zdjęciu z mężem Jackiem i ośmiomiesięcznym synkiem Oskarem) bez problemu <br />
Irena Sztuń-Kwarciana (na zdjęciu z mężem Jackiem i ośmiomiesięcznym synkiem Oskarem) bez problemu

Danucie Rinn, dopytującej się w swoim szlagierze o prawdziwych mężczyzn, można bez namysłu odpalić, że orłów, sokołów, herosów należy szukać w słonecznej Italii, nad Sekwaną albo Menem. Wiadomo skądinąd, że najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny, ale Andrzej Rosiewicz powinien dokonać w swoim przeboju pewnej modyfikacji, bo - z tego co pamiętam - nie ma tam mowy o Ukrainkach. W urzędach stanu cywilnego na Lubelszczyźnie usłyszeć można nie tylko akramentalne "tak”, ale często także "da”, "si”,
"oui”, "yes” czy "ja”.

Do 1989 roku Polacy płci obojga nie mieli za dużego wyboru. Za partnerów życiowych spoza kraju brali najczęściej obywateli zaprzyjaźnionych państw demokracji ludowej - ZSSR, Czechosłowacji, Bułgarii, rzadziej Niemieckiej Republiki Demokratycznej czy Węgier. W 1988 roku spotkałem w Dunauj-
varos lublinianina, który ożenił się z Madziarką i na dobre osiadł nad Dunajem.
Dość egzotycznie, przynajmniej na początku, wyglądały mariaże Polek z przedstawicielami państw afrykańskich, Bliskiego Wschodu czy Azji, którzy przyjeżdżali nad Wisłę w celu pogłębiania wiedzy. Wraz z otwarciem Polski na świat, zmieniły się nieco kierunki matrymonialnych poszukiwań.

Panie na Zachód

Jagodzie (imię zmieniliśmy), studentce czwartego roku polonistyki z Podlasia, zawrócił w głowie dwa razy starszy Francuz. Poznali się w Lublinie i od razu przypadli sobie do gustu. Dziewczyna szybko zerwała ze swoim dotychczasowym chłopakiem z roku i początkowo chciała nawet rzucić studia i wyjechać z ukochanym do Paryża. Zwłaszcza że obiecał jej rozwód (nad Sekwaną miał żonę i dwie niewiele młodsze od Polki córki). Jagoda skończyła jednak studia. Od paru miesięcy przebywa we Francji.
Mieszkanki Lubelszczyzny w przeważającej większości decydują się na zawarcie związku małżeńskiego poza granicami kraju. Urzędy stanu cywilnego wydają zaświadczenia o zdolności prawnej do zawarcia związku małżeńskiego za granicą.
- Rocznie wydajemy ich ponad 30 - powiedziała nam Romualda Prus, kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w Zamościu.
W Lublinie wydano ich w tym roku 99, z czego aż 69 dla kobiet. Tylko jeden lublinianin zdecydował się wziąć ślub na Wschodzie - z Rosjanką.
- Panie stawały na ślubnych kobiercach przede wszystkim w Niemczech i słonecznej Italii - mówi Henryk Chwyć, kierownik lubelskiego USC.
W Chełmie takich zaświadczeń wydano 36, w tym tylko jedno dla mężczyzny, który zapragnął poślubić za granicą obywatelkę Szwecji. Panie decydowały się na Włochów (16 zaświadczeń), a dalej Niemców (11), Holendrów (2) i Francuzów (2) oraz obywateli Grecji, Norwegii, Szkocji i Ukrainy.
Z lublinianek, które w tym roku postanowiły zawrzeć związek małżeński w Kozim Grodzie, cztery zdecydowały się na obywateli Wielkiej Brytanii, trzy na Ukraińców, po dwie na Holendrów, Wietnamczyków i Francuzów, Portugalczyka, Włocha, Australijczyka, Syryjczyka oraz Jugosłowianina.
W USC w Hrubieszowie nie odnotowano w tym roku żadnego ślubu z obcokrajowcami. Wydano 9 zaświadczeń dla osób ubiegających się o ślub za granicą. Wszystkie dotyczyły hrubieszowianek, które zapragnęły wyjść za Włocha (4), Niemca (3), Holendra i Austriaka.
Do 15 małżeństw z obcokrajowcami udziela rocznie USC w Tomaszowie Lub. Połowa dotyczy jednak związków polsko-ukraińskich. Panie wybierają na mężów obywateli państw zachodnich - głównie Włochów i Francuzów, choć w tym roku jedna z pań powiedziała sakramentalne "tak” obywatelowi Hiszpanii.

Panowie na Wschód

- Do teściów mam z podwórka równo 64 kilometry - mówi 28-letni Jacek Kwarciany z Przewala (gm. Tyszowce), który dwa lata temu ożenił się z młodszą o rok Ukrainką z Włodzimierza Wołyńskiego.
Poznali się w Zubowicach (gm. Komarów), gdzie Irena przebywała u rodziny. Znajomość szybko przerodziła się w uczucie i - jak podkreślają obydwoje - tak jest do dziś. Owocem ich miłości jest 8-miesięczny Oskar. - W niedzielę wrócił właśnie z żoną od babci z Włodzimierza - wyjaśnia Jacek. - Co trzy miesiące muszę przekraczać granicę w Zosinie - mówi poprawną polszczyzną, bez cienia wschodniego akcentu Irena. - Inaczej w każdej chwili mogę być stąd deportowana: od ponad dwóch lat staram się o stały pobyt w Polsce. Bez skutku. O polskim obywatelstwie na razie nie ma mowy. A przecież moja rodzina pochodzi z niedalekiej Perespy. Wyjechali stamtąd w 1944 roku.
Społeczność wiejska szybko zaakceptowała młodą, ładną Ukrainkę. Podczas pobytu u rodziny w Zubowicach Irena skutecznie pomagała jednej z maturzystek przygotować się do egzaminu na filologię słowiańską; dziewczyna studiuje obecnie na Uniwersytecie Jagiellońskim. - To bardzo zaradna dziewczyna - mówi o niej pochodzący z Przewala Józef Bondyra, burmistrz Tyszowiec.

Mniej małżeństw polsko-ukraińskich

Polsko-ukraińskich mariaży na tzw. ścianie wschodniej nie ma znowu, wbrew pozorom, aż tak wiele i nie wszystkie, jak w przypadku małżeństwa z Przewala, kończą się happy endem. Mieszkaniec powiatu tomaszowskiego już trzy razy wiązał się z Ukrainkami. W zeszłym roku ożenił się z Ukrainką rolnik spod Chełma. Teraz chcą się rozchodzić.
- W tym roku nie odnotowaliśmy ani jednego ślubu z obcokrajowcem - powiedział nam Andrzej Sapieha, kierownik USC w Terespolu.
Podobnie jest w innej przygranicznej gminie - Dołhobyczowie na Zamojszczyźnie. Rocznie odnotowywany jest tu jeden, góra dwa śluby miejscowych rolników z obywatelkami Ukrainy.
- W tym roku odnotowaliśmy raptem trzy małżeństwa z obcokrajowcami - mówi Albina Dejer, zastępca kierownika USC we Włodawie. - Wydajemy stosowne zaświadczenia panom, którzy wolą wziąć ślub na Ukrainie.
- Co roku dajemy około 10 ślubów z obckokrajowcami - mówi Mirosław Grzywna, kierownik USC w Chełmie. - W zdecydowanej większości są to małżeństwa polsko-ukraińskie, przy czym to chełmianie biorą za żony Ukrainki.
W Zamościu zawarto w tym roku siedem małżeństw "międzynarodowych”. W pięciu przypadkach żenili się Polacy z Ukrainkami. Na 350 zawartych w tym roku związków małżeńskich w bialskopodlaskim USC, tylko cztery dotyczyły obcokrajowców, głównie Ukrainek. W Lublinie zawarto w tym roku 39 ślubów Polek i Polaków z obywatelami i obywatelkami innych państw. Panowie brali za żony Ukrainki (9), Białorusinki (4), Łotyszkę i Mongołkę.
- Z roku na rok przybywa u nas małżeństw z obcokrajowcami i to nie tylko z obywatelkami Ukrainy, ale też Niemiec, Włoch czy Czech - powiedziała nam Zofia Woszczak, zastępca kierownika USC w Lubyczy Królewskiej. - Mężczyźni, którzy prowadzą gospodarstwa rolne decydują się na małżeństwa z Ukrainkami. Ale był też przypadek, że parę lat temu jeden z mieszkańców naszej gminy wziął sobie za żonę obywatelkę Chin.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO