niedziela, 19 listopada 2017 r.

Magazyn

Kierownik, wielki żółty niedźwiedź przybył z Pomorza. Jechał do Lublina rejsowym autobusem. Kierowca nie dał się przekonać,
że to zwykły pluszak i normalnie sprzedał mu bilet. Siedział przy oknie z biletem w łapce.

Tyle imion, ile misiów. A misiów zatrzęsienie. Leżą, stoją, wiszą, siedzą. Wszędzie ich pełno! Wbrew pozorom to nie sklep z zabawkami. Tylko prawdziwa misiowa wystawa. Misie zamieszkały przy ul. Młodzieżowej 12 w Poniatowej. W siedzibie dziecięcego chóru "Szczygiełki”. Po "sali misiowej” uwijają się Witold i Danuta Danielewiczowie. Trzeba wprowadzić ostatnie poprawki. Temu pluszakowi uszko się odchyliło, tamtemu przekrzywiła się łapka. A misio w kącie czemuś smutny. Szybko, bo zaraz przyjdą dzieci. W końcu każdy maluch chce obejrzeć II Wielką Wystawę Najpiękniejszych Misiów Świata oraz innych zwierząt misiowatych.
A wszystko zaczęło się od Synka
Gospodarze prowadzą chór "Szczygiełki”. Podróżują z nim po świecie i starają się z każdego miejsca sprowadzić pluszowego stworka do kolekcji.
- Mamy na razie 200 misiów. Z najróżniejszych stron świata - wyjaśniają.
Pierwszy był Synek. Otrzymali go jako jedną z nagród na Festiwalu Piosenki Dziecięcej w Kielcach. Przyjechał z nimi do Poniatowej. I tak zaczęła się rodzić pasja.
Ostatnim nabytkiem jest El Negrito Mexicano. Zupełnie czarny psiak. Ale trochę misiowaty. Przybył do Poniatowej prosto z Ameryki Środkowej.
- A to jest miś przedrzeźniacz. Misiu, misiu, misiu - mówi do niego Witold. - Misiu, misiu, misiu - odpowiada mały pluszak. - A ten to prawdziwy gwiazdor. Uwielbia oklaski - pokazuje na jasnobrązowego niedźwiadka w niebieskiej koszulce. - Te dwa francuskie miśki śpiewają w duecie - mówi. I od razu uruchamia mechanizm. W jednej chwili cała sala rozbrzmiewa francuską melodią.
Dorosły facet z misiami...
- Mąż jest czasami jak znudzone dziecko. Najpierw zachwyca się jakimś pluszakiem, a potem odkłada go na półkę i już chce mieć nowego - wyjaśnia Danuta. - Ale połowa misiów jest moja - dodaje. - Nieprawda, właśnie, że są moje - oburza się pan Witold.
Jaki jest mężczyzna, który uwielbia misie? - pytam.
- Z jednej strony dziecinny. - Witold akurat siedzi w fotelu i coś tłumaczy Synkowi. - A z drugiej strony to choleryk. Dla niektórych ludzi wiadomość o dziwnej pasji Witolda to prawdziwy szok. Ale przynajmniej znajomi mają łatwo. Wiedzą, że miś to najlepszy prezent - mówi pani Danuta.
W domu miśki są wszędzie. Cały czas towarzyszą rodzinie.
- Śpię z Lessi w Poniatowej, w Lublinie z Papa Bear i Negri. - A żona? - Oj żona śpi razem z nami - śmieje się Witold.
Misie z historią
Każdy pluszak ma jakąś historię.
Mokry miś pochodzi z Niemiec. Witold zobaczył biedaka na autostradzie. Leżał na środku drogi. Pomiędzy rozpędzonymi samochodami. - Nie mogliśmy go zostawić. Od tamtej pory, już jako Mokry, mieszka w naszym domu - wyjaśnia.
Tajemnicza Znajda to prawdopodobnie Japończyk. - Leżał sobie na lotnisku w Tokyo. Zabrali go. W zasadzie to nawet nie wiadomo, czy pochodzi z Kraju Kwitnącej Wiśni. Może zgubiło go jakieś dziecko z dalekiego lądu? A może mieszkał na przykład na Madagaskarze?
- Papandevalorokomundoronikolakorulowszczątko - mówi jednym tchem Witold Danielewicz. I wbrew pozorom to nie jest słowo z egzotycznego języka, ale imię czerwonego słonia. Przywiozły go dzieci ze szkoły muzycznej w Opolu Śląskim. - Zaprosiliśmy je do nas po tym, jak dosięgła ich powódź. Woda zalała im całą szkolę. Podarowały nam tego zwierzaka w dzień swojego wyjazdu. Imię już mu nadały. Pozostało się go tylko nauczyć, a to nie było proste - mówi ze śmiechem Witold - Ale teraz jak go przedstawiam dzieciom, to zawsze wzbudzam ich podziw.
Kierownik, wielki żółty niedźwiedź, przybył z Pomorza. Jechał do Lublina rejsowym autobusem. Kierowca nie dał się przekonać, że to zwykły pluszak i normalnie sprzedał mu bilet. Siedział przy oknie z biletem w łapce.
- A to jest Likuś, prześliczny prawda? - przedstawia pluszowego szczeniaka Witold. Psiak od razu zwraca na siebie uwagę. Ma takie smutne oczy, że natychmiast chce się go pogłaskać i przytulić. - Zobaczyłem go na wystawie i wiedziałem, że muszę go kupić. Okazało się, że kosztuje połowę mojej pensji. Musiałem go mieć!
Trzeba zrobić wystawę!
- Tak pomyśleliśmy w zeszłym roku - mówi Danuta. Dla jej potrzeb powstał KPW - Komitet Pana Witka. Należą do niego 4 dziewczynki Agnieszka, Agatka, Asia i Iza. Wszystkie pomagały przy organizacji imprezy. A było co robić. Oprócz 200 misiów państwa Danielewiczów dzieci z chóru przyniosły jeszcze 300 własnych. Wszystkim założono misiowe paszporty. Zapisano w nim rok urodzenia, kraj, z którego pochodzi i obowiązkowo imię pluszaka.
Po wystawie dzieciaki oprowadza Witold. - Przygotowałem dla nich prawdziwy monodram - śmieje się. - Opowiadam im o misiach. Mówię jakie są niedobre i jak się źle zachowują. Włażą do lodówki. Muszę je ganiać po całym domu. Wyjadają miodek i zawsze się nim całe uciapią. Dzieci ze zdziwienia otwierają szeroko oczy. Potem widzę roześmiane buzie. Wtedy nawet stale smutny miś zaczyna się uśmiechać.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!