środa, 18 października 2017 r.

Magazyn

Moje dzienniki gwiazdowe

  Edytuj ten wpis
Dodano: 6 kwietnia 2006, 11:33

Mieszkał z dala od centrum Krakowa, w okazałej willi. Wieczorem paliły się światła w oknach wielkiego gmaszyska. Z ulicy, stojąc przed wysokim parkanem, dostrzec można było postać pisarza na pięterku, w swoim gabinecie. Parter zajmowała wspaniała biblioteka

Lem w Krakowie pojawił się rok po wojnie, kiedy przeniósł się tu z rodzicami w ramach akcji repatriacyjnej.
- Wyszedłem cało z wojny, a wiem, że część moich kolegów została zamordowana, zginęła w Oświęcimiu i powstaniu warszawskim. Jak się z kataklizmu ocaleje, myśli się: Teraz to się będzie fajnie żyło - opowiadał nam pisarz.

Człowiek z Marsa

Wkrótce po przeprowadzce zadebiutował w "Tygodniku Powszechnym”. - Byłem do życia nastawiony pozytywnie. Kto mógł przypuszczać, że wkrótce przykręcą śrubę? Medycyny, którą rozpocząłem we Lwowie, nie dokończyłem, bo przerażała mnie perspektywa kariery lekarza wojskowego. Nie chciałem, jak większość kolegów, trafić po medycynie do wojska, więc celowo nie zdałem końcowego egzaminu. Zacząłem pisać książki. Ten dom, ogród, samochód, ta biblioteka z 8 tys. książek... to wszystko osiągnąłem z pisania.
Zaczęło się od odcinkowego "Człowieka z Marsa”. Potem byli niezbyt udani "Astronauci”. Ale też "Szpital przemienienia”, którego cenzura nie chciała puścić.
Każda kolejna książka zdobywała mu nowych czytelników. Również za granicą, gdzie szybko zaczęto go tłumaczyć. Dziś Lem to ponad 27 milionów książek przetłumaczonych na 41 języków. - Jednak mój optymizm zaczął się załamywać. W stanie wojennym odcięty byłem od wydawców, nie działał telefon. Udało mi się wyjechać do Berlina, potem przedostać do Wiednia i ściągnąć rodzinę - wspomina pisarz.

Spisek KGB

W tym samym czasie Philip K. Dick, amerykański pisarz science fiction, wysyłał do FBI donosy. Tak, na Lema. Dick był znany nie tylko ze swoich powieści, ale i manii prześladowczej. A w donosach pisał, że Lem nie istnieje. Że to specjalna komórka KGB, która ma go pognębić. Bo to niemożliwe, żeby jeden człowiek miał taką wiedzę, dowodził Amerykanin.
Możliwe.
- Moje pisarstwo ma podstawy naukowe, gdyż od zarania interesowałem się astrofizyką, fizyką i cybernetyką. Ale kiedy w 1963 roku opublikowałem książkę "Summa Technologiae”, księgarze mieli problemy z postawieniem jej na półce. Nie wiedzieli, czy to jest literatura, czy może futurologia.
Bo z czasem Lem unikał pisania czystej fantastyki. Dzięki niej zdobył sławę, ale i chciał też czegoś innego. Stąd jego eseistyka. - Nigdy zresztą nie miałem zamiaru być przepowiadaczem przyszłości ani wieszczem. Pisałem zawsze o tym, co mnie samego ciekawiło i byłem bezbronny wobec tych, którzy uważali, że to są bajki. Ale generalnie duże fragmenty książki sprawdziły się, jak m.in. klonowanie, zapłodnienie in vitro czy rozpoznanie możliwości przemiany gatunku ludzkiego. Nie mogłem tylko zapanować nad terminologią czy też kalendarium, kiedy dane wynalazki zostaną wprowadzone w życie. Na pewno nie sądziłem, że będę tego świadkiem, że moje przepowiednie zaczną się sprawdzać jeszcze za mojego życia - i to chyba jedyna pomyłka pisarza.

Jesteśmy sami

Większość postaci Lema to kosmici. Nie tacy jak w amerykańskich filmach, ale jednak kosmici. Obcy. Mimo to Lem nie sądził, by spotkania z cywilizacjami pozaziemskimi były możliwe. - Kosmos milczy - tłumaczy autor "Cyberiady”. - Coraz częściej zaczynają pojawiać się głosy, że my jesteśmy jednak we wszechświecie sami. Niekoniecznie w tym sensie, że życia w kosmosie nie ma; nie ma inteligentnego życia. A jeśli inteligentne istnieje, to musi być tak odmienne, że kontakt jest niemożliwy. Wciąż pojawiają się na ten temat nowe koncepcje, ale nie ma żadnych dowodów, więc ja się trochę z tego wszystkiego wycofałem. A nawet stałem się sceptyczny.
W przeciwieństwie do rosyjskiego astronoma, Josifa Sokołowskiego. - Opowiadał mi, że kiedyś Biuro Polityczne zapytało go, czy komunizmowi nie zaszkodziłoby nawiązanie łączności z innymi cywilizacjami. Odpowiedział: skądże! Tylko nie wiedzieli, czy to w ogóle możliwe, a po drugie wcześniej rozpadł się Związek Sowiecki.

Wszyscy są okropni

Lem w ogóle był sceptyczny. Zwłaszcza wobec nowych technologii: - Do komputeryzacji zostałem zmuszony wskutek tego, że ilości tłumaczeń moich książek na obce języki, podpisanych umów i innych spraw zaczęły przekraczać moje możliwości percepcyjne. A komputery są właśnie, w moim przypadku, zbiornikiem takich informacji. Wprawdzie mogą również służyć zamiast maszyny do pisania, ale mnie moja maszyna zupełnie wystarczy. Napisałem na niej kilkadziesiąt książek - tak wyjaśniał swoją miłość do zwykłej maszyny do pisania.
- Na świecie - mówił - pojawiają się coraz nowe wynalazki. Ja jestem silnie skomputeryzowany, ale komputer obsługuje mój sekretarz. Zresztą te urządzenia nie rozumują same i np. w Internecie zdarzają się przykre niespodzianki; Internet służy do pokazywania pornografii albo pedofilii.
Wobec ludzi był jeszcze bardziej sceptyczny.
- Jerzy Giedroyc powiedział kiedyś:
"Polacy są okropnym narodem”. Potem się zastanowił i dodał: "Wszystkie narody są okropne”. I ja się z tym zgadzam. Według mnie człowiek jest dziełem przypadków. Gdyby nie było Stalina i Hitlera, gdyby nie było ostatniej wojny i nie zostałbym wypędzony z rodzinnego Lwowa, nie poznałbym w tej zawierusze mojej żony, która dała mi syna, w tej chwili dorosłego młodzieńca. Przypadek kilka razy ocalił mi życie. Jak się zastanowić nad rozwojem ludzkości, jest to ciąg przypadków.

Nie dla nas wieczność

Od kilku tygodni Stanisław Lem przebywał w Klinice Kardiologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zmarł w poniedziałek, 27 marca.
Wcześniej często pytano go o Boga i o to, co dzieje się z nami po śmierci. Nam odpowiedział tak: - Bóg to jedna sprawa, natomiast w osobiste przetrwanie śmierci najzwyczajniej nie wierzę. Znam na tyle dobrze biologię, żeby wiedzieć, iż my nie tylko nie nadajemy się do życia wiecznego, ale nie nadajemy się w ogóle do życia poza ziemią. Wystarczy jeden lot kosmiczny, żeby obrócić człowieka w ruinę. Bardzo mi natomiast odpowiadają starania uczonych o przedłużenie życia na ziemi.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!