poniedziałek, 23 października 2017 r.

Magazyn

d Wyciąga papierosa. Z zapalniczką podbiega do niej Lech Nikolski. – Tak w ogóle to ja nie palę. Tylko się zdenerwowałam... – tłumaczy. Zaciąga się raz, drugi...I rozpoczynamy rozmowę.






• Jak się powinnam do Pani zwracać? Pani minister, ministra...?
– Rzeczywiście... Zauważyłam, że niektórzy nie wiedzą, jak się do mnie zwracać. A kiedy zostałam wiceprezesem Rady Ministrów, kłopot był jeszcze większy. Niektórzy łamali sobie język. Nie wiedzieli, jak używać żeńskiej formy dla zawodów, które nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie tradycja przypisała mężczyznom. Myślę, że trzeba zamieniać męskie tytuły na kobiece. I to nie tylko w polityce. Słowo posłanka już weszło do języka polskiego. Coraz częściej też słyszę psycholożka. Ja na razie jestem panią wicepremier. I proszę nie mylić z premierową, bo to przecież żona premiera.
• Małżonek jest rektorem Polsko-Japońskiej Wyższej Szkoły Technik Komputerowych w Warszawie. Nie jest zazdrosny, że to pani jest bardziej znana?
– Myślę, że żaden prawdziwy mężczyzna nie boi się popularności swojej żony. Tak jak prawdziwa kobieta nie czuje się zagrożona przez swojego męża. Tylko prawdziwi mężczyźni potrafią udzielać wsparcia kobietom, które w jakiejkolwiek dziedzinie odniosły sukces. Ci „nieprawdziwi” mogą czuć się zagrożeni. Ale wtedy kobieta powinna się zastanowić, dlaczego to godzi w ich męskość.
• Czy to znaczy, że Jerzy Paweł Nowacki zamienił się z Panią rolami i to on jest... kobietą w domu?
– Nie, absolutnie! W tym sensie mam dość tradycyjną rodzinę. Mąż nie gotuje. Ja to robię, bo lubię gotować i lubię też dobrze zjeść. W domu każdy robi to, co potrafi robić najlepiej.
• Kim jest feministka?
– To osoba, która przyznaje sobie prawo do decydowania o własnym życiu, dokonuje własnych wyborach. I walczy, aby takie możliwości miały też inne kobiety. Matce, żonie, siostrze w wielu wypadkach znacznie mniej wolno niż mężczyźnie. Feministka burzy te bariery.
• Ostatnio usłyszałam, ze feministką staje się kobieta, która miała traumatyczne przeżycia z mężczyznami. Z ojcem, bratem, mężem...
– Tak? A któż tak mówi?
• Mężczyzna. Jeden z polityków.
– Termin „feminizm” u wielu wywołuje dreszcze. Temu słowu przydano negatywne konotacje. I raczej używa się je w celu obrażenia osoby, niż sformułowaniu poglądów. Tak, jak zrobił to pan, o którym Pani wspomniała.
• Czyli Izabela Jaruga Nowacka została feministką nie dlatego że miała przykre doświadczenia z mężczyznami?
– Powiedziałabym nawet, że wręcz przeciwnie. Myślę, że aby być człowiekiem odważnym i świadomym swoich praw i wolności, to trzeba tę odwagę i poczucie godności wynieść z domu. Pomaga też wiara w siebie. Wartości te wpajane mi było zarówno przez tatę, jak i mamę. No i oczywiście, trzeba być kochanym. A ja właśnie w takich warunkach się wychowałam.
• Więc jak to się stało, że zaczęła pani pomagać innym? Zwłaszcza kobietom?
– Walką o prawa człowieka, o prawa kobiet, zajęłam się jeszcze przed zmianą ustroju w Polsce. Przełom nastąpił w 1989 roku. Pracowałam wtedy w Lidze Kobiet Polskich. Spotykałam się z kobietami, których zakłady pracy likwidowano. Kobiety coraz częściej stawały się bezrobotne. I coraz częściej mówiono im, że po czterdziestce na pracę nie mają szansy. A przecież jakoś trzeba dalej żyć, nakarmić i ubrać dzieci. Uznałam, że powinnam zaangażować się w życie publiczne.
• Czym się różni kobieta polityk od mężczyzny polityka?
– Wieloma cechami. Badania potwierdzają że kobiety inaczej zarządzają zespołem. Nie tylko oszczędniej, ale i przyjaźniej. Są lepsze na stanowiskach menadżerów. Ale nie chciałabym, aby z tego wynikło, że jesteśmy we wszystkim lepsze od mężczyzn. Robimy wiele rzeczy inaczej i ta odmienność sama w sobie jest wartością. Kobiety i mężczyźni mają odmienną tożsamość kulturową. My na inne rzeczy zwracamy uwagę, oni na inne. I tak, na przykład, do niedawna przemoc w rodzinie była uważana za sprawę prywatną, a nie kwestię społeczną, polityczną. Nie były jej poświęcane żadne regulacje prawne. To kobiety sprawiły, że o przemocy, gwałtach, molestowaniu seksualnym zaczęło się głośno mówić.
• Jeden z magazynów kobiecych uznał Panią za jedną z najlepiej ubranych posłanek. Podpisane było: „Izabela Jaruga-Nowacka z wdziękiem walczy ze schematami w życiu i ubiorze”.
– Ten tytuł sprawił mi dużą przyjemność. Staram się ubierać odpowiednio do sytuacji, czyli inaczej do opery, filharmonii, inaczej do pracy w Sejmie, a zupełnie inaczej na grilla do znajomych czy na spacer. Sądzę, że sposób ubierania się powinien zarówno odzwierciedlać nasz nastrój – jak i go tworzyć.
• Mężczyźni uważają Panią za atrakcyjną kobietę. Jeden z konserwatywnych polityków zachwycał się pani wydatnymi ustami. Czy wykorzystuje Pani swoją kobiecość w polityce? Czy uroda Pani pomaga?
– Wręcz przeciwnie. Uważam, że uroda w polityce może prowokować do tego, by uznawać kobietę za ozdobnik. Często spotykam się z opinią, że kobieta jest ozdobą mężczyzny. Ja dekoracją być nie zamierzam. Zresztą dla mnie większym „ozdobnikiem” są mężczyźni, niż kobiety. To oni zdobią mój kobiecy świat. W polityce walory zewnętrzne są ważne, ale przede wszystkim trzeba mieć swoje poglądy, ideały i umiejętnie ich bronić.
• Czy Pani, jako kobieta-polityk, ma w sobie jakieś męskie cechy?
– Uważam, że i jako polityk i jako kobieta, mam typowo żeński genotyp. Kobiecość u kobiet, a męskość u mężczyzn trzeba po prostu cenić.
• Czy koledzy-politycy dyskryminują panie?
– Wyczuwa się odmienne traktowanie kobiet w polityce. Politycy próbują traktować kobiety jako ozdobniki w świecie polityki. Jesteśmy odbierane jako bardziej uległe, trochę gorsze od płci przeciwnej. Proszę zauważyć, że jeżeli myli się kobieta, to myli się za cały kobiecy ród. Wtedy wszyscy mówią – wiadomo: baba. A jeżeli mężczyzna polityk będzie zachowywał się irracjonalnie i arogancko, to zaistnieje z imienia i nazwiska. I albo jedni powiedzą, że to prawdziwy, twardy facet, albo po prostu przymkną oko na jego zachowanie i stwierdzą, że miał dziś taki nastrój.
• Czyli lepiej w Sejmie przyjaźnić się z kobietami?
– Nie chciałbym tak generalizować. To nie jest tak, że z tytułu płci będę się z kimś lepiej komunikowała. Myślę, że kobiety powinny zrozumieć, że łączy nas wspólny cel. Chcemy osiągać takie same prawa człowieka dla kobiet i mężczyzn. Dlatego powinny się wspierać i być solidarne w polityce. Nie mogę zrozumieć tych pań, które, przemawiając z trybuny sejmowej, odsyłają inne kobiety do domu. Chętnie zapytałabym się wtedy: jak to się stało, że one mogą być w takim miejscu i przemawiać? W ich zachowaniu przejawia się brak wiedzy o historii feminizmu. Jest to także brak szacunku dla kobiet, które od czasu rewolucji francuskiej zapłaciły ogromną cenę. Niektóre z nich cenę życia. Właśnie za to, żebyśmy dziś mogły się kształcić, zarabiać, przemawiać z trybuny sejmowej, pełnić wysokie funkcje społeczne...
• ... i na przykład zostać prezydentem? A raczej prezydentową?
– Już kilka osób mnie o to pytało. Dziś nie mogę jednoznacznie na to odpowiedzieć. Polityk nigdy nie mówi nigdy...
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!