sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Magazyn

My nawet ruin nie mamy

Dodano: 7 listopada 2008, 18:17

W północnej części Gruzji, do wiosek położonych w strefie buforowej, z której wycofała się Armia Rosyjska, wrócili już mieszkańcy.

Żyją w spalonych ruinach, żywiąc się resztkami owoców, które nie zostały zniszczone... W ciągu dnia policja i wojsko teoretycznie ochraniają ludność cywilną, ale w nocy kontrolę nad tym terenem przejmują uzbrojone bandy. Tu dotarliśmy z darami zebranymi przez Caritas Polska i Fundację Młoda Demokracja z Lublina

Manana Gogiszvili z wioski Nikozi Zemokhweti na przedmieściach Tskhinwali pokazuje nam miejsce w którym 11 sierpnia zginął jej maż. - Zbombardowali całe moje życie…

Diabeł w nich wstąpił

Obok zniszczonego domu jest miejsce po oborze. Wybuch rosyjskiej bomby lotniczej zmiótł ją z powierzchni ziemi; razem ze zwierzętami. Manana z synem wyjechała do Tbilisi. Nie było już czego pilnować a informacje o brutalności oddziałów osetyjskich przerażały wszystkich.

Mimo żałoby jest skupiona, dumna i nie rozumie co się stało. - Gruzini żyli w zgodzie z Osetyjczykami i nigdy nie było konfliktów, chyba diabeł w nich wstąpił - mówi Manana. - To polityka jest zła, to oni nas bombardują ruskimi samolotami.
11 sierpnia w trakcie nalotu rosyjskich samolotów na jednostki gruzińskie stacjonujące w okolicach Nikozi, został doszczętnie zniszczony XI-wieczny pałac biskupi, jedyny tego typu obiekt w Gruzji. Miał w nim swoją siedzibę arcybiskup ortodoksyjnego i apostolskiego Kościoła Gruzińskiego. Na szczęście bomby jedynie naruszyły konstrukcję cerkwi z V w. n.e. którą ufundował gruziński władca Wachtang I Gorgasala.

Uwaga na snajperów

Chociaż nie wszyscy mieszkańcy wrócili jeszcze do swoich domów, to w Nikozi tętni życie. Posterunek gruzińskiej policji i wojska w centrum wsi uświadamia jednak, że wciąż jest to miejsce niebezpieczne.

Dwieście metrów od ostatnich zabudowań trafiamy na umocnione workami z piaskiem instalacje wojskowe. To pozycje wojsk rosyjskich, które wycofały się na przedmieścia Tskhinwali. - Lepiej nie chodzić na skraj wsi - ostrzega Misza Tsertsvadze z organizacji World Vision pomagającej uchodźcom. - Z tamtej strony strzelają snajperzy. Jeśli chcesz zrobić zdjęcia wsiadaj do mojej maszyny.

Podjedziemy tam, tylko szybko i żadnego wysiadania. W ciągu dnia raczej nie strzelają, no chyba że sobie popiją. W nocy to tu jest gorąco - Misza wie, co mówi: monitoruje ten teren co kilka dni.

Ukradli i podpalili

Nukzar Pojdzaszvili ze wsi Ergneti oprowadza nas po ruinach podpalonego przez Osetyjczyków domu. Jak uciekali z żoną i synem do Tbilisi pozamykał wszystko. - Drzwi noszą wyraźnie ślady włamania. Ukradli wszystko co było, a potem podpalili - mówi. W jego wsi okupanci rozstrzelali czterech osoby cywilne, a 93-letniego starca z pierwszą grupą inwalidzką żywcem spalili we własnym domu.

W każdej wiosce leżącej w strefie buforowej, można usłyszeć podobne historie. Co noc na tym terenie dochodzi do kolejnych incydentów. Uzbrojone bandy porywają ludzi, uprowadzają zwierzęta i podkładają ładunki wybuchowe.

Głód

W nocy przed naszym przyjazdem do wsi Adzwi nieznani sprawcy usiłowali wysadzić most. - Ładunek był zbyt słaby - tłumaczy Awto Tomaszvili i z przekonaniem dodaje, że to "na pewno nie byli Ruscy”. - Oni zrobiliby to porządnie. Ale dzięki temu mogę jeszcze jeździć do swojego sadu i na pole.

To typowo rolniczy teren. Ludzie żyją tu ze sprzedaży wina, serów, mięsa, owoców i warzyw. Teraz, kiedy ich uprawy w 80 proc. zostały zniszczone, a 90 proc. zwierząt hodowlanych zabitych lub uprowadzonych, boją się głodu zimą.

- Ludzie z tych wiosek i tak mają szczęście - twierdzi Irakli Kokaia z Ministerstwa Uchodźców. - Około 7 tys. mieszkańców Tamaraszeni, Aczabeti i Kurty, miejscowości leżących na przedmieściu Tskhinwali, nie ma nawet swoich ruin. Zbombardowane, rozkradzione i spalone domy na oczach ich mieszkańców zostały buldożerami zrównane z ziemią. Podobno właśnie w tym miejscu Rosjanie rozpoczęli budowę lotniska.

Mieszkańcy takich miejscowości z terenu Południowej Osetii stanowią grupę 80 tys. uchodźców. Dla tych ludzi rząd gruziński buduje w ekspresowym tempie nowe miejscowości między Gori a Tbilisi.

Dziura na placu Stalina

W Gori, przed Urzędem Miasta na placu Stalina, na asfalcie wciąż widoczny jest ślad po eksplozji bomby kasetowej, która zabiła trzech ludzi. Podobne uszkodzenia widoczne są na wielu budynkach w centrum miasta, choć władze wkładają dużo wysiłku w uporządkowanie ulic i remonty. - Pracy mamy na kilka lat - podkreśla Zwiada Khmaladze, mer Gori.

- Świat jaki zobaczyliśmy w zrujnowanych wioskach na zawsze pozostanie w moich oczach - przyznaje Michał Stróżyk jeden z uczestników misji. - Obrazy wojny i zniszczeń, które wielu ludzi tak chętnie ogląda w telewizji, w rzeczywistości są straszne i przerażające.

Jacek Piasecki
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!