sobota, 18 listopada 2017 r.

Magazyn

Na naszej-klasie odnalazłem brata i siostrę

  Edytuj ten wpis
Dodano: 7 sierpnia 2008, 13:49

Imię: Artur, Wiek: 52, Znajomi: 44, Szkoły: I LO w Lublinie, psychologia UMCS
Czym się zajmuję: Jestem brygadzistą w fabryce

Tak od miesiąca wyglądały moje wieczory. Prysznic, lampka wina i do komputera. Szukanie i dodawanie znajomych, odświeżanie dawnych sympatii i przyjaźni ze szkolnej ławy. Taka sentymentalna podróż w przeszłość. Do Lublina, do młodzieńczych lat.

I któregoś razu - impuls. W ogóle tego nie planowałem. Po prostu wpisałem w wyszukiwarkę swoje nazwisko. Bardzo w Polsce popularne; coś jak Kowalski. Wyskoczyło kilkuset "Kowalskich”. Ale tylko trzech o imieniu Janusz. I tylko jeden z Lubartowa. Spojrzałem na zdjęcie. Starszy, łysy pan. Miłe spojrzenie, jakieś ciepło w oczach.

I pytanie: Czy to jest mój brat?

Moja babcia - moja matka

Tej historii nie da się opowiedzieć po kolei. Bo nie ma początku, ani środka. Ma tylko happy end.

No dobrze, spróbujmy.

Gdy miałem 3 lata zamieszkałem w Lublinie z rodzicami ojca. Nie wiem, co było wcześniej, nie chcę wiedzieć. Moje dzieciństwo zaczęło się u dziadków. Co to zresztą było za dzieciństwo bez rodziców? Matka mieszkała z ojcem. Mieszkała to zresztą za dużo powiedziane, bo jego nigdy nie było w domu. Taką miał pracę, że fruwał po Polsce. No i pił. Gdy czasem przychodził do dziadków, to zawsze nagrzany jak dziesięć szpadli. Pił ostro, mocny był z niego zawodnik. Ale matka go takiego sobie wybrała i takiego go kochała. Młoda była i głupia. Nie mam do niej żalu. Ani ja się nią jako dziecko nie interesowałem, ani ona mną. Moją matką była moja babcia.
Może dlatego nie lubię kobiet?

Wszystko o mojej rodzinie

To nie była żadna tajemnica, że ojciec zostawił dla nas poprzednią rodzinę. Matka o tym nie wspominała, ale dziadkowie mówili otwarcie. Wiedziałem, że gdzieś są jakieś dzieci, jakaś pierwsza żona. Padały imiona: Ala, Janusz, miejscowość tuż pod Lublinem. To było tak oczywiste, że nigdy nie zaprzątałem sobie tym głowy. Nie było we mnie żadnej ciekawości: kim są, ile mają lat, co robią, jak się im żyje. Ja w ogóle nie miałem poczucia, że mam rodzinę, nie wiedziałem, co to takiego. U mnie wszystko było w rozsypce. Nauczyłem się żyć sam i było mi z tym dobrze.

Kto by w takiej sytuacji zaprzątał sobie głowę przyrodnim rodzeństwem?

Żadnych dzieci

Z domu dziadków wyjechałem zaraz po studiach. Stan wojenny zastał mnie w Niemczech. Do Lublina nie miałem po co i do kogo wracać. Zostałem. Znalazłem pracę w fabryce, jako fizyczny, ale dobrze płatną. Miałem pieniądze, półki w sklepach były pełne, stać mnie było na dobre życie. Ściągnąłem do siebie Magdę, moją dziewczynę. Fajna laska, dobrze nam było razem. Kiedy okazało się, że jest w ciąży, byłem wściekły. Nie chciałem mieć dzieci.

Spytałem Magdę: Czy ty naprawdę myślisz, że mogę być dobrym ojcem?

Nie wyszło nam

Powiedziała, że tak. Zbajerowała mnie, roztaczała wizje, jaką to będziemy świetną rodzinką. A ja dziś myślę, że ona po prostu chciała wyjść za mąż, zaczepić się za granicą. To okrutne, co mówię, ale ja w ogóle nie jestem dobrego zdania o kobietach.

Paulę pokochałem, jak tylko ojciec może pokochać swoją córkę. Nie miałem z tym żadnego problemu. Ale życie rodzinne nam nie wyszło. Rozwiedliśmy się, a mi ulżyło. Magda poznała świetnego faceta, wyszła za niego za mąż. Peter natychmiast złapał z Paulą kontakt. Myślę, że jest dla niej lepszym ojcem niż ja. Są szczęśliwą rodziną. Lubię ich odwiedzać, można powiedzieć, że się przyjaźnimy.
Czy mi nie szkoda, czy im nie zazdroszczę?

Przyjaciele

Nie, nie zazdroszczę. Gdybym zazdrościł, czy czegoś żałował, to bym się ożenił drugi raz. Były chętne, nie powiem. Ale ja lubię swoje życie, takie jakie ono jest. Moje i tylko moje. Wakacje spędzam z przyjaciółmi w Lublinie. Święta tak samo. Dziadkowie i ojciec już nie żyją, czasem więc wpadnę tylko do matki. Najbliższymi osobami są dla mnie przyjaciele w Polsce. Więcej do szczęścia mi nie potrzeba.
A jednak tego wieczora wklepałem swoje nazwisko w wyszukiwarce na naszej-klasie. Szukałem Janusza.

I jakaś zaskakująca dla mnie samego myśl: Czy po 52 latach poznam wreszcie swojego brata?

Witaj bracie

Nie chciałem czekać. Natychmiast wysłałem do niego maila. Spytałem, czy ma siostrę Alę i czy jego ojciec miał na imię Andrzej. I tyle. Odpisał: "Witaj, wszystko się zgadza”. Poprosiłem go o nr telefonu. O nic nie pytał, zrozumiał, w czym rzecz. On też od zawsze wiedział, że gdzieś ma brata Artura.

Zadzwoniłem. Odebrała jego żona. Przedstawiłem się jej: "Cześć, tu Artur, brat Janusza”. Ale to zabrzmiało! A potem było jeszcze lepiej. Rozmawialiśmy z Januszem, jakbyśmy się znali całe życie. Nie pamiętam nawet o czym. O nas przede wszystkim. Janusz powiedział: "Musisz poznać Alę, naszą siostrę”.
I za chwilę: "Czy mógłbyś jak najszybciej do nas przyjechać?”.

Rodzina jak z obrazka

Tydzień po pierwszym mailu wsiadłem w samolot i przyleciałem do Poznania, gdzie mieszka Janusz. Ciekawość była straszna: Czy jest podobny do mnie, czy go rozpoznam. Rozpoznałem z daleka. Podobna do mojej postura, sympatyczna twarz.
Gadaliśmy jak opętani. Całe życie trzeba było sobie przecież opowiedzieć. Janusz jest dwa lata starszy ode mnie. Ma dobre wykształcenie, był szychą w swoim zawodzie. Do tego piękna, mądra żona i 3 dorosłych synów. Taka rodzina jak z obrazka, albo z reklamy. Miłość, szacunek, zwykła radość z bycia razem. Przyjemnie było popatrzeć.

Potem pojechaliśmy do Lubartowa. Do Ali. Jest nauczycielką, ma wspaniałego męża i córkę. Okazało się, że między nami są trzy miesiące różnicy. Tylko trzy miesiące.

No i jak to świadczy o moim ojcu?

Głód rodziny

Strasznie byli ciekawi, jaki on był, ten nasz ojciec. Bo sami w ogóle go nie znali, dla mojej matki ich przecież zostawił. A cóż ja im mogłem powiedzieć? W moim życiu też go nie było. Nie wiem, co z niego był za człowiek. Najchętniej bym im powiedział, że straszny był z niego dupek. W wieku 22 lat dorobił się trójki dzieciaków i wszystkie zostawił. Ale oni nie to chcieli usłyszeć.

Bo tak naprawdę Janusz i Ala nie wiedzą, co to znaczy nie mieć rodziny. Ich matka wyszła drugi raz za mąż. Za wspaniałego człowieka. Wychowali ich razem jak Bóg przykazał. Pewnie, że im zazdroszczę. I już wiem: To przechodzi z pokolenia na pokolenie. Jak masz rodzinę, to potem ją porządnie zbudujesz. Jak nie, to będziesz tylko burzył. Ja mam ten defekt. I wielki, wielki głód rodziny.

Dlaczego więc nigdy jej nie szukałem?

Spotkamy się na święta

Nie wiem. Może na starość człowiek robi się bardziej sentymentalny, szuka korzeni. A może musiałem do tego dojrzeć. To nie jest proste. Podam przykład: Gdy zadzwoniłem któregoś dnia do Janusza przekazał słuchawkę swojej mamie. "Witam pana, panie Arturku. Cieszę się, że pana słyszę” - powiedziała do mnie miła, starsza pani. Wielkiej klasy kobiety. Pierwsza żona mojego ojca, którą dla nas rzucił. Rozmawiała ze mną jak z kimś najbliższym.

Mojej matce nie powiedziałem o tym wszystkim ani słowa. Nie chcę na starość dostarczać jej takich emocji. Co bym jej powiedział? Że mój brat Janusz to trochę zaborczy facet i chciał, żebym został u nich na całe wakacje? Albo, że Ala ma do mnie taki matczyny stosunek? Że to zwyczajnie dobrzy ludzie?

Przecież nie powiem jej, że najbliższe i kolejne święta spędzę razem z Januszem i Alą. Bo nagle po 52 latach spotkałem swojego brata, siostrę i bratanków.
Kawał porządnej rodziny, której nigdy nie miałem.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
domina
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

domina
domina (8 sierpnia 2008 o 08:45) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
wzruszająca historia łezka w oku się zakręciła
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!