wtorek, 12 grudnia 2017 r.

Magazyn

Na trzeźwo tak się nie da

  Edytuj ten wpis
Dodano: 29 sierpnia 2008, 19:48
Autor: Dominik Smaga

Niektórzy pod wpływem alkoholu zmieniają się w głodomory. Tak jak pewien 25-latek z Biłgoraja.

Mężczyzna włamał się do sklepu spożywczego i zabrał za konsumpcję lodów. Niestety, na imprezę wpadli goście, których nie zapraszał. Goście mieli policyjne mundury i jakieś inne poczucie humoru. Liczby? Lody były warte 8 zł, a chłopak miał
2 promile.

Inny amator lodów był bardziej ambitny. Namierzyli go policjanci patrolujący nocą ulice Kodnia, którzy zauważyli, że w oknie lodziarni jest wybita szyba. Zadzwonili po właścicielkę lokalu. Kobieta dokładnie wszystko obejrzała i stwierdziła, że nic nie zginęło. A potem zdębiała ze zdziwienia, bo okazało się, że ktoś wsypał proszek do maszyny służącej do produkcji lodów. Policjanci przeszukali pomieszczenia.

Amatora lodów znaleźli w toalecie. Pijany 22- latek oświadczył, że chciał sam sobie zrobić loda. Po sprawdzeniu kartoteki okazało się, że już wcześniej był karany za kradzieże z włamaniem. Wynik: 1,3 promila.

Wpadł na policję

Styczeń tego roku, komenda w Puławach. Do dyżurnego dzwoni kobieta i informuje, że jej mąż po pijaku wsiadł za kierownicę i pojechał na zakupy. Namierzenie gagatka nie zajęło policjantom wiele czasu.

Malucha dopadli pod jednym ze sklepów. Kompletnie pijany mężczyzna z rozbrajającą szczerością tłumaczył, ze chciał tylko kupić piwo, bo domowy zapas już mu się skończył. Żeby było ciekawiej, kierowca był już wcześniej karany za jazdę po pijaku.

Miłośnika piwa podkablowała żona. Inny... sam zgłosił się na policję. Niechcący, ale z wielkim hukiem. Ten huk usłyszeli policjanci z radiowozu, który w kwietniową noc stał przy ul. Cichej w Rejowcu Fabrycznym.

Ni stąd, ni zowąd za głowami policjantów rozległ się brzęk tłuczonego szkła. A przez tylną szybę poloneza na tylne siedzenie wpadł młody mężczyzna. W alkomat wydmuchał 2,6 promila alkoholu. A jak to wyglądało z drugiej strony?

29-latek nie dość miał alkoholu i postanowił wybrać się rowerem na zakupy. Nie musiał się przemęczać - miał z górki. Nieźle się rozpędził, gdy nagle na swej drodze ujrzał radiowóz. A wtedy pośpiesznie zaczął się zastanawiać, jak z tej sytuacji wybrnąć. Zastanawiał się tak długo, że w końcu wyrżnął w tył radiowozu, przeleciał przez kierownicę i wpadł do wnętrza pojazdu. Skończyło się na poharatanej twarzy.

Drabina sypialna

Dwa lata temu o tym mężczyźnie mówiła cała Polska. 48-latek z Kolonii Zawadów na Zamojszczyźnie strudzony imprezą z mozołem wracał do domu. W końcu znalazł drabinę i położył się na niej spać.

Przynajmniej tak mu się wydawało. Obudził go łoskot przejeżdżającego pociągu. Przejeżdżającego... tuż nad nim. Drabina okazała się torami. Mężczyzna miał tyle szczęścia, że na swojej "sypialnej drabinie” ułożył się wzdłuż, między szynami.

Prosto z torów 48-latek trafił do zamojskiego szpitala. Okazało się, że ma tylko złamany obojczyk i kilka niegroźnych obrażeń. Policjanci mieli ubaw, słuchając wyznań o drabinie. Do śmiechu nie było za to maszyniście pociągu. Niestety, nie wiemy, czy imprezowicz odważył się z nim później porozmawiać.

Nie zdążył, bo zasnął

Wielce żałujemy, że nie dane nam było widzieć zaspanych ocząt 17- latka z Radomia, który wybrał się nad jezioro Białe. Chciał ukraść samochód, ale zapomniał, że najlepiej jeżdżą auta z włączonym silnikiem. Potem zmorzył go sen.

A było tak: rodzina z Siedlec wypoczywała nad jeziorem. Swojego hyundaia turyści zaparkowali na terenie ośrodka. Wieczorem upewnili się, czy auto jest zamknięte i poszli spać.

Rano ich czternastoletni syn poszedł do samochodu po jakiś drobiazg. Nie doszedł, bo zauważył, że szyba w drzwiach po stronie kierowcy jest wybita, a za kierownicą chyba siedzi ktoś obcy. Przerażony chłopak pobiegł po rodziców, którzy zbudzili śpiącego i wezwali policję.

Złodziej był kompletnie zaskoczony taką pobudką. Na przesłuchaniu nie owijał w bawełnę i przyznał się, ze chciał ukraść samochód, ale nie zdążył, bo zasnął. Rano miał jeszcze 0,8 promila.

Biba Bimbaja

Czerwiec zeszłego roku. Trasa koło Białej Podlaskiej, godzina 23. Policjanci zatrzymują podejrzanie poruszającego się busa. Podchodzą do wozu, a za kierownicą... nie siedzi nikt. Nikt też z auta nie zdążył czmychnąć. Za to na siedzeniach dla pasażerów siedzi czterech zionących alkoholem mężczyzn i wszyscy zgodnie zarzekają się, że żaden z nich nie kierował.

Zapewniają, że samochód jechał sam. Policjanci wierzyć nie chcieli, więc dwaj panowie postanowili ostro wytłumaczyć "je...m” mundurowym, że to jednak, "k...a”, możliwe. Wszyscy czterej trafili na dołek. A tam w końcu okazało się, że busem kierował 39-latek o wdzięcznej ksywie Bimbaj.

Mówią, że nazwisko (w tym przypadku pseudonim) zobowiązuje, a Bimbaj tej tradycji był wierny, bo już wcześniej miał orzeczonych 16 (słownie: szesnaście) zakazów prowadzenia pojazdów. Oczywiście, wszystkie za jazdę po pijaku. Do kolekcji dostał siedemnasty zakaz, który skończy się dopiero w 2011 roku.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!