piątek, 15 grudnia 2017 r.

Magazyn

Nie masz konta na FB = Nie istniejesz

  Edytuj ten wpis
Dodano: 4 lutego 2011, 16:57

Facebook
Facebook

Matka zostawiła kilkuletnie dzieci, a po 20 latach zapytała je na Facebooku, czy chcą być w gronie jej znajomych. Syryjscy działacze z Niezależnego Bloku Islamskiego na Facebooku organizują zwolenników opozycji i zwołują na sobotę wielką demonstrację na ulicach Damaszku. O co chodzi z tym Facebookiem?

Udostępnij na Facebook


Wszechobecna intymność (ambient intimacy), to termin, który stosuje Leisa Reichelt, brytyjska badaczka sieci. – Wszechobecna intymność, to możliwość bycia w regularnym kontakcie z osobami, z którymi zazwyczaj nie byłoby takiej możliwości ze względu na bariery czasowe i przestrzenne – uważa Reichelt, która dowodzi, że zalety wszechobecnej intymności są znaczące. – Sprawia ona, że internauci to osoby otwarte na innych, mające więcej znajomych i szersze horyzonty niż osoby, które z sieci nie korzystają.

Ilu masz znajomych

– Mam na Facebooku 585 znajomych, to nie jest dużo – uważa Alex, studentka prawa na Columbia University w Nowym Jorku. – Większość z nich pojawiła się w czasie pierwszego i drugiego roku moich wcześniejszych studiów w Waszyngtonie na Georgetown University. Teraz, w Nowym Jorku był drugi wysyp. Konto założył mi chłopak, jak tylko zostałam studentką, bo w 2006 roku Facebook był jeszcze międzyuczelniany i tylko studenci mieli na nim swoje konta. Czuję się pionierem Facebooka – śmieje się przyszła prawniczka.

Pytana, dlaczego założyła konto odpowiada: Bo wszyscy znajomi mieli! – Z dawnych, wewnątrzuczelnianych czasów zostało to, że większość osób jest na tym portalu pod swoimi nazwiskami. Dlatego mam na Facebooku ludzi, których tylko tak mogłam odnaleźć w sieci. Choć z tymi na prawdę bliskimi zwykle kontaktuję się mejlowo. Nie jestem niewolnikiem tego miejsca w sieci, tygodniowo na Facebooku spędzam góra godzinę.

Nie zamierzam istnieć

– Znajomi, znajomi, jacy znajomi? – irytuje się Zbyszek Michowicz, handlowiec z Lublina. – Moja szwagierka ma hopla na punkcie Facebooka, wypytuje na każdej rodzinnej i towarzyskiej imprezie, kto ma ile znajomych. A jak pytam, skąd zna tego czy tamtego, to się okazuje, że raz kontaktowała się służbowo, bo podpisywała kwity w kancelarii, albo była z kimś na dwóch lekcjach francuskiego, a później zmieniła grupę i kontaktu brak. I tacy to jej znajomi. Ja się częściej widuję ze sprzedawcą na stacji benzynowej. Mam poszukać go w sieci – wzrusza ramionami 37-letni Zbyszek, który na Skypie i liście mejlowej ma kilkanaście osób, z którymi kontaktuje się dwa–trzy razy w tygodniu. I na Facebooku nie zamierza istnieć.

Być czy nie być

Amerykańska studentka z Nowego Jorku kilka dni temu uczestniczyła w dyskusji na temat "być czy nie być na Facebooku”.

– Mój przyjaciel stwierdził, że nigdy się tam nie zaloguje, bo potem są same kłopoty. Był niedawno z dziewczyną na Karaibach, zrobili sobie wakacje. Podczas wyjazdu dziewczyna sprawdzała, co na Facebooku, okazało się, że che ją zaprosić do swoich znajomych jej… matka. No i powstał problem, co ona ma zrobić, bo wiele lat temu matka porzuciła męża i dwie kilkuletnie wówczas córki i zniknęła. Dziewczynki wychowywał ojciec. Teraz kobieta na Facebooku znalazła je obie. Siostra zdecydowała się na kontakt, dziewczyna przyjaciela nie.

e-telenowela

Historia jak z telenoweli jest jednym z aspektów korzystania z najpopularniejszego na świecie portalu.
– We wtorek mieliśmy na uniwersytecie spotkanie z dziekanem – opowiada Aleks – zalecił nam usuniecie wszystkich zdjęć z naszych profili, które nie pasują do prawników studiujących na takiej uczelni jak nasza. Żeby nikt zainteresowany naszym podaniem o pracę nie znalazł w sieci kompromitujących zdjęć – opowiada studentka Columbia University.

Jak się szacuje, teraz w USA zwolennikami i użytkownikami Facebooka są głównie nastolatki i kobiety po "40”. Obie te grupy spędzają na tym społecznościowym portalu najwięcej czasu.

Jak to przetłumaczyć

Irlandka Aoife Lenihan jest doktorantką uniwersytetu w Limerick. W swojej pracy bada rolę oddolnych strategii w rozwoju języka – i za takie uważa właśnie tłumaczenie Facebooka. Według pięciostopniowej skali UNESCO, oceniającej stopień zagrożenia języka, irlandzki jest "zdecydowanie zagrożony” wymarciem. Oznacza to, że posługuje się nim przede wszystkim pokolenie rodziców i starsze.

Od jesieni 2008 roku dostępna jest irlandzka wersja Facebooka. Serwis nie zatrudnia tłumaczy, ale oddaje tłumaczenia w ręce samych użytkowników. Doktorantka dowodzi, że podczas tłumaczenia poszczególnych stron serwisu, użytkownicy prowadzą między sobą zaciekłe dyskusje na temat poszczególnych słów czy całych wyrażeń. Internauci tłumaczący Facebooka na język irlandzki nie mogą np. zgodzić się w temacie, które określenie na telefon komórkowy powinno być stosowane w oficjalnym tłumaczeniu serwisu.

Zbiór jednostek

Przykład irlandzkiego Facebooka był modelowy dla Edwarda J. Valauskasa, amerykańskiego bibliotekarza, pedagoga i publicysty internetowego, który określa "społeczność internetową” jako zbiór jednostek, które używają komputerów, oprogramowań oraz innych środków, aby transcendentalnie (poza czasem i przestrzenią) dyskutować o wspólnych zainteresowaniach.

Manuel Castells, hiszpański socjolog, uważa natomiast, że pojęcie "społeczności internetowej” powstało, aby zwrócić uwagę na to, że w obrębie nowej technologii, jaką jest Internet, powstała platforma, umożliwiająca kontakty międzyludzkie.

– Najbardziej mnie śmieszy, jak moi znajomi używający Facebooka mówią o tym miejscu "społeczność”. Jaka społeczność – zastanawia się Marta Piskorczyk z Lublina, geograf z wykształcenia. – Już mnie raz nawet przekonali, żeby sobie profil założyć, ale przeczytałam w gazecie artykuł o handlowaniu kliknięciami "to lubię”. Firma firmie odsprzedaje "lubiących”. Albo obiecuje: poprzyj nas na Facebooku, a damy ci rabat albo wygrasz coś do testowania. No i mi przeszła ochota na rejestrację. To marketingowe miejsce, a nie społeczność.

Tu się organizujemy

Socjolodzy Internetu uważają, że społeczność internetowa tworzy się wówczas, gdy członkowie oprócz korzystania z sieci skupiają się nad wspólnymi im celami i wartościami, realizowanymi – między innymi lub wyłącznie – za pomocą wykorzystywanej technologii.

Tak się właśnie dzieje. W sobotę, 5 lutego, ma być w Damaszku wielka demonstracja popierająca ruchy wolnościowe w Tunezji i Egipcie.

W ciągu ostatniego tygodnia działacze syryjscy używali Facebooka, żeby wezwać do masowego protest w Syrii nazywając to "Dniem gniewu”. Na stronach Facebooka, stworzonych specjalnie w tym celu, członkowie wzywali społeczeństwo syryjskie, by jutro wyszli na ulice. Pokazują obrazy i wideo ostro krytykujące syryjskiego prezydenta Baszara Al-Assasa i popierające protest przeciwko jego rządom.
Organizatorzy planowanych demonstracji w Damaszku i Aleppo wyliczyli żądania: poprawa warunków życia, respektowanie praw człowieka, wolność słowa dla wszystkich obywateli Syrii i większe wpływy dla młodzieży syryjskiej. Poprosili, by protestujący przychodzili wyłącznie z flagami syryjskimi i transparentami wyrażającymi ich żądania.

Korzystałam z informacji z bloga Marty Klimowicz, socjologa Internetu http.://klimowicz.blox.pl
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
NIE NAWIDZĘ FACEBOOKA
jon
Mariusz
(12) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

NIE NAWIDZĘ FACEBOOKA
NIE NAWIDZĘ FACEBOOKA (11 czerwca 2011 o 09:00) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Przeczytajcie ten artykuł (zwracam się do posiadaczy konta na facebooku) to wam szczęki opadną, co z ludźmi robi facebook!

http://www.focus.pl/cywilizacja/zobacz/publikacje/jak-nas-psuje-facebog/
Rozwiń
jon
jon (12 lutego 2011 o 17:43) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
tylko w imię czego, pani Agnieszka Dybek wmawia niedojrzałym emocjonalnie małolato , " Nie masz konta na FB = Nie istniejesz " ?
media niestety kreuję wiele , nie najmądrzejszych mód , delikatnie mówiąc, robiąc ludziom w głowach siano
Rozwiń
Mariusz
Mariusz (11 lutego 2011 o 18:30) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Była nasza-klasa później Facebook a później będą inne "pierdziawki" na które społeczność i tak się zarejestruje niczym do lekarza podczas choroby , chwaląc się wakacjami a przede wszystkim swoja nieokiełznaną głupotą :-). Pozdrawiam użytkowników tych pseudo społecznych portali.
Ps.
dla uzależnionych :po usunięciu konta można dalej normalnie żyć a nawet lepiej :-)
byłem ich niewolnikiem lecz w porę się obudziłem i nie marnuję już czasu na przeglądanie tych bzdur.
Pozdrawiam
Rozwiń
marta
marta (9 lutego 2011 o 09:22) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
NIE MIAŁAM, NIE MAM I NIE BĘDĘ MIAŁA KONTA NA FB
ANI NA NASZEJ KLASIE
BO CHCĘ ŻYĆ W REALU I KONTAKTOWAĆ SIĘ Z LUDŹMI, A NIE Z OBRAZKAMI NA EKRANIE KOMPUTERA
DLA MNIE TEGO TYPU PORTALE SĄ PRZEDE WSZYSTKIM TWORAMI KOMERCYJNYMI (HANDLOWANIE LUBI TO NA FB, CO ZA POMYSŁ!)
ALE JEDNOCZEŚNIE POWSTAJĄ GŁÓWNIE DLA OSÓB SAMOTNYCH - PRZYJACIELE Z SIECI TWORZĄ ZŁUDZENIE PRZYNALEŻENIA DO JAKIEJŚ SPOŁECZNOŚCI
WIĘC WYCHODZI NA TO, ŻE W XXI WIEK WESZLIŚMY Z JAKO BUSZUJĄCY PO SIECI SAMOTNICY
I JEST SMUTEK...
Rozwiń
marcin
marcin (6 lutego 2011 o 21:08) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
WOW

czyli likwidując konto sam się zabiłem
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (12)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!