czwartek, 24 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Nie powtarzajcie naszego błędu…

Dodano: 23 grudnia 2009, 16:27

Postawili wszystko na jedną kartę. Sprzedali samochód, wszystkie oszczędności przeznaczyli na bilety. Czteroosobowa rodzina chciała w Londynie znaleźć przyszłość dla siebie i dla swoich dzieci. Nie wyszło...

Wyjechali do Londynu szukać lepszego życia. W Polsce mieszkali razem z rodziną pana Marcina. Jednak jego matka jest alkoholiczką. W obawie o dzieci, postanowili uciekać. Sprzedali wszystko, co mieli i wyjechali do Londynu.

Za chlebem

Wyjechali miesiąc temu z 4-letnią Kamilą i 8-miesięcznym Kubusiem. Na Wyspach Marcin znalazł pracę w piekarni. Szło mu dobrze aż do momentu, gdy osoba, która wynajmowała im mieszkanie, nie chciała poczekać jednego dnia na zapłacenie czynszu. Jakby tego było mało, mężczyzna został napadnięty i obrabowany. Właściciel nie chciał czekać na następną wypłatę. Chodziło o dzień zwłoki. – Wypłatę miałem dostać w sobotę, w piątek mijał termin. Gdy przyniosłem pieniądze, okazało się, że mamy się wynosić. Wszędzie szukaliśmy pomocy. Jednak nawet znajomi Polacy odwrócili się od nas – opowiada Marcin.

Dodaje, że właściciele mieszkania zaczęli mu grozić i szantażować. W końcu wraz z rodziną wyrzucili na bruk. Wtedy stracił też pracę, bo… nie miał mieszkania.

Powrót, ale gdzie?

W obawie, że brytyjska opieka społeczna może im odebrać dzieci, postanowili wrócić w rodzinne strony pani Joanny, na Lubelszczynę. Pomoc znaleźli w Stowarzyszeniu "Barka”. Wolontariusze zorganizowali przejazd do kraju, załatwili nocleg do czasu wyjazdu i poinformowali o wszystkim Bractwo Miłosierdzia im. św. Brata Alberta w Lublinie.

– Najsmutniejsza była wiadomość, że nie mają domu, do którego mogliby wrócić – mówi Wojciech Bylicki, prezes zarządu bractwa.

– Nie możemy wrócić do teściów, a jedyną osobą, która mogła nam pomóc była moja mama. Niestety, zmarła – mówi pani Joanna.

Rodzina jest dziś rozdzielona. – Marcin przebywa w naszym ośrodku przy ul. Panny Marii w Lublinie, Joanna z dziećmi w jednym z ośrodków interwencji kryzysowej – dodaje Wojciech Bylicki. – Gorąco apelujemy do wszystkich ludzi dobrej woli o pomoc w znalezieniu dla tej rodziny miejsca czasowego pobytu.

Nie powtarzajcie naszego błędu…

– Niech nasz przypadek będzie ostrzeżeniem dla innych, którzy myślą, że za granicą czeka ich lepsza przyszłość. Bo to nieprawda, że jak będzie się działo coś złego, to znajomi pomogą. Najgorsi tam, są niestety, nasi rodacy – mówi pani Joanna.

Prace mieli załatwioną przez znajomą. Jak się okazało, że mają kłopoty, nawet ona nie pomogła. – Polacy mogą cię tam sprzedać za pół funta – mówi ze łzami w oczach Marcin. – To nie do pomyślenia. Obcokrajowcy – Chińczycy czy Turcy – nam pomagali. A Polacy jakby mogli, to by nam wszystko zabrali.

Do Polski przyjechali tylko z tym, co jest najważniejsze dla dzieci. – Sami mamy właściwie tylko rzeczy, które mamy na sobie – mówią. Najważniejsze było dla nas życie dzieci.
Czytaj więcej o:
+++++++
Tomasz
buudda
(38) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

+++++++
+++++++ (28 grudnia 2009 o 21:52) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
@piszon napisał:
[font="Arial Black"][color="#4169E1"]Jak POLICJA ich nie zamknie, to internet jest do dupy, szkoda sobie paluchy obtłukiwać[/color][/font]

Nie internet nie jest do dupy nie musisz pisac jak nie chcesz ci co im pomogli wkrótce przekonaja sie ze to był bład a po takich akcjach sory ale ludzie sie zniecheca i przestana niesc pomoc innym i niedługo staniemy sie krajem o egoistycznym podejsciu do drugiego człowieka a wtedy dopiero bedzie problem to wszystko dzieki takim własnie oszustom którzy nie mają weny do pracy
Rozwiń
Tomasz
Tomasz (27 grudnia 2009 o 22:51) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
@piszon napisał:
[font="Arial Black"][color="#4169E1"]Jak POLICJA ich nie zamknie, to internet jest do dupy, szkoda sobie paluchy obtłukiwać[/color][/font]

Lepiej żebyś obtłukiwał paluchy o klawiaturę niż o swoją gruchę.
Rozwiń
buudda
buudda (27 grudnia 2009 o 22:19) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Dla tych co zaraz przeliczą mieszkanie i krzykną niemożliwe - przez 2 tygodnie się zadłużyłam na mieszkanie u właścicielki, po znalezieniu pracy spłaciłam dług.
Więc de facto koszt miesiąca w UK bez pracy rośnie do 1000zł..
Rozwiń
buudda
buudda (27 grudnia 2009 o 22:15) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Poza tym, jak niewiele musiał być wart ten ich samochód i ich oszczędności - skoro wystarczyło tylko na 4 bilety w jedną stronę easyJetem i zapas suszonej żywności.

Bez przesady.
Sama byłam na takich wojażach, niby załatwiona praca - a miesiąc nic nie było. Za mieszkanie trzeba było wybulić, prowiant wzięty z domu się skończył i też już myślałam, że rodzice będą mi pożyczać na bilet powrotny, ale jakoś się udało i przetrwać i przez kilka miesięcy nawet trochę zarobić i przywieźć.

Cała wycieczka - gdybym nie znalazła pracy, tylko po miesiącu poszukiwań musiała wrócić do domu kosztowałaby mnie maksymalnie 700zł, łącznie z jedzeniem wziętym z Polski. (bilet w obie strony - powrotny bukowany dużo wcześniej więc sporo tańszy, jedzenie z Polski na miesiąc - dokupywałam tylko pieczywo i warzywa, miesięczny kwaterunek - kosztował 50 funtów/tydzień).

A i funt wtedy lepiej stał.

Naprawdę uważam, że to jest jakieś wielkie oszustwo i DW powinien kontrolować to o czym pisze.

Skromnie to skromnie, ale za 700zł razy 4 = 2100zł można spokojnie przeżyć z rodziną w UK i szukać pracy.
Więc ciekawe ile ze sobą wzięli skoro nie starczyło.

Co do wyrzucenia z pracy bez stałego adresu - to niestety prawda, jeśli się nie ma w UK adresu to się nie można ani dostać pracy, ani założyć konta w banku, nic.
Jednak znalezienie sobie nowego lokum nie jest problemem - jeśli tylko się chce i potrafi wydukać o co chodzi po angielsku.

Silna propaganda Dzienniku!
Rozwiń
@piszon
@piszon (27 grudnia 2009 o 22:10) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[font="Arial Black"][color="#4169E1"]Jak POLICJA ich nie zamknie, to internet jest do dupy, szkoda sobie paluchy obtłukiwać[/color][/font]
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (38)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!