piątek, 15 grudnia 2017 r.

Magazyn

Przeciwnicy: choroby, kredyty i bobry do spółki z czaplami. Sojusznicy: miejscowi, którzy zawsze pomogą. Efekt: duma, kiedy się własną rybę smaży nad prawie własnym stawem

O godzinie 12 kolejne kubły z rybami wędrują do basenu na kółkach. Szczupaki, sumy, amury, tołpygi, karasie i kolorowe karpie.
Jeszcze chwila i Czajka zarządzi przerwę. Na kijach dochodzi zwyczajna. Jakubiec Marcin i Kaproń Roman prostują zbolałe krzyże.
- Od małego się do rybaczenia przygotowywało. Teraz się robi to, co się lubi. Dla przyjemności - mówią.
Ostrowski Jan zeskakuje z ciągnika. Pod nosem nuci "w rytmie czacza”.
Rybakuje od 15 lat. Uczył się od brata Antoniego. Teraz co roku przychodzi pomóc Czajce. Za cały dzień roboty dostanie świeżej ryby. I to największa radość.
Wtedy sobie karpia nasoli, na olej rzuci i na złoto usmaży. Nie ma lepszej rzeczy.
Obok, ze strażniczej budy dochodzi głośny śmiech i mlaskanie. Ktoś przyniósł dwa słoiki śledzi. W pomidorach. Jeszcze tylko kieliszek... i do roboty.

Mało pieniędzy, dużo stresu

Adam Czajka - od 1977 r. w Gospodarstwie Rybnym w Zaklikowie. W 1981 delegowany na Momoty. W 1995 roku zdecydował się pójść na swoje. Zaczął od wydzierżawienia 180 ha wody.
- Tej decyzji nie zapomnę nigdy - mówi żona, Elżbieta Czajka. Mało pieniędzy, dużo stresu. Brać kredyt czy nie? Mały czy duży?
Na co? Na pokarm i lekarstwa. Na ubezpieczenie i na maszyny.
- Strachu się najedliśmy. Ruszyliśmy. W dzień od rana do wieczora na stawach. W nocy za stołem w kuchni. Ryby nam urosną? Nie pochorują się? - wspomina Adam Czajka. - Pierwsze zarobione pieniądze szły na inwestycje. Co zostało, na studia dzieci.
Dziś Agnieszka i Monika studiują zarządzanie i marketing na KUL.

Bobry to katastrofa

Agnieszka Czajka kończy marketing i powoli szykuje się do zarządzania stawami razem z ojcem. Już teraz towarzyszy mu przy zarybianiu, karmieniu i odłowach. Pomaga planować zakup pasz. A najbardziej dumna jest z tego, że ryb nie czuć mułem.
- Stawy są piaszczyste, a woda czysta. Ile wsypiemy pokarmu, tyle ryba zje, więc nic nie zostaje; nie rozkłada się. Pokarm też jest ważny. Karmimy pszenicą, a nie żadnymi tam granulatami z nie wiadomo czego.
Łatwo nie jest. Chociaż kłusowników nie ma, to wydry grasują, że aż strach.
Swoje dokładają czaple. - A jak bobry groble przetną, to mamy małą katastrofę - rzuca Adam Czajka. - I trzeba czekać. Stawy narybkowe jeden rok. Kroczkowe drugi rok. Handlowe trzeci rok, a za wszystko trzeba płacić na bieżącą. Taaa... rybactwo uczy cierpliwości

Karp z kopciuchy

Z tego karpia Momoty słyną na okolicę. Wieczorem Czajka kilku karpiom łeb utnie. Potem je wypatroszy, oskrobie i nasoli. I na noc do lodówki. Rano Czajka wsiądzie do malucha (bo ten wszędzie dojedzie), załaduje ryby, kopciuchę i w drogę. Potem Czajka siądzie nad brzegiem stawu. Olszyny natnie. Wiórek nastruga. Wyciągnie kopciuchę. To metalowa skrzynka o wymiarach 30 na 40 na 20 cm. Wieczko się zdejmuje. W środku jest ruszt, pod który sypie się wiórki. A na wierzch dzwonka karpia.
Jeszcze czajka papierosa zapali i po stawach się rozejrzy. Kiedy ryba jest gotowa, Czajka wiezie ją do domu.

Sił mamy dość

Teraz następny krok - kiwa głową Czajka. Z dzierżawy nie wyżyje. Trzeba podjąć decyzję i wziąć kolejny kredyt. I trzeba by po trochu odkupić stawy, żeby na swoim gospodarzyć.
- Już raz zaryzykowaliśmy. Powolutku do przodu idzie. Znów trzeba spróbować - dodaje Elżbieta. - Kto nie ryzykuje, nie żyje - śmieje się Agnieszka. - Sił mamy dość.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!