poniedziałek, 11 grudnia 2017 r.

Magazyn

Działają od lipca. Liczyli, że na pierwszy kurs zapisze się cztery, góra sześć pań.

Tymczasem pierwsza grupa to 11 kobiet i Łukasz Skorupski. Lada dzień kursanci wyjadą na pierwsze jazdy. Tak się spełnia marzenie Marty Jurek z Lublina.

W Lublinie działa ponad setka szkół jazdy. Pracuje w nich blisko 50 pań, które na prawym fotelu uczą jeździć samochodem. Marta Babska Szkoła Jazdy, to dwie instruktorki i Marzena Zgnilec, prowadząca sekretariat. - U nas panowie nie znajdą pracy, za to chętnie nauczymy ich jeździć - deklaruje Marta Jurek, szefowa szkoły.

Auta kręcą

Pomysł na babską szkołę jazdy, to efekt pasji pani Marty. - Od zawsze kochałam motoryzację. Prowadziłam auto w wieku 12 lat. To był polonez taty. Ja się chyba z tym zamiłowaniem urodziłam. Auta mnie po prostu kręcą.

W tym roku Marta zdała kurs instruktora, który robiła z myślą o założeniu szkoły nauki jazdy. - Wcześniej nawet minuty nie przejeździłam na prawym fotelu w innej szkole. Ludzie się pukali w głowę, jak im mówiłam o swoim pomyśle. Mąż mnie tylko zdopingował.

Szkoła działa od lipca. - Miałam serce w gardle, jak zaczynałam, ale po pierwszych telefonach ten strach minął. Byłam przygotowana, że na pierwszy kurs przyjdzie cztery, może 6 osób. A tymczasem zapisaliśmy aż dwanaścioro chętnych.

Miłość nieuzasadniona

Prywatnie pani Marta również nie odpuszcza kierownicy. - Mąż mi mówi, żebym jechała, choć sam bardzo dobrze prowadzi. Wie, że jeżdżenie to moja pasja. Pamiętam mój pierwszy samochód, żółciutkiego golfa. Jak go skasował tir, to mimo że do połowy byłam w gipsie, to serce płakało za moim śmiertelnie rannym autkiem - wspomina instruktorka.

Cóż, miłość człowieka do samochodu nie jest niczym uzasadniona…
Tymczasem siedzimy w skromnej salce przy Przemysłowej w Lublinie. Miejsce z tradycjami, bo tu kiedyś kursy organizował PZMot... - A ja przyjeżdżałam reperować auto. I tak od słowa, do słowa dogadałam się z właścicielem obiektu.

Babska atmosfera

Na ścianach wiszą plansze z znakami i zasadami bezpiecznego prowadzenia auta, pod ścianą stoi komputer do testów. DVD i telewizor gotowe do emisji filmów edukacyjnych. W kantorku już wrze ekspres, bo za chwilę przyjdą kursanci. Kawa, herbata, ciasteczka i soki już czekają. To królestwo Marty Zgnilec, prowadzącej sekretariat w firmie. - Staramy się stworzyć tu taką babską atmosferę. Czasami jak wracam po weekendzie z domu do pracy, to przywożę na zajęcia własne wypieki - dodaje Marta Zgnilec.

A kursantki nie kryją, że wybrały tę szkołę przede wszystkim dla pań. - Panie instruktorki lepiej przekazują wiedzę. Atmosfera jest milsza; bez nerwów - tłumaczy kursantka Iwona Dąbrowska z Ludwikowa. Potwierdza to pani Urszula, która w babskiej szkole kupiła jazdy doszkalające. - Uczyłam się w renomowanym ośrodku nauki jazdy. Instruktor mnie zestresował i nic po kursie nie umiem. Tutaj jest zupełnie inaczej.

A pani Urszula przyszła tu w tajemnicy przed mężem (dlatego nie podaje nazwiska). - Bałam się iść na egzamin ze swoimi umiejętnościami, dlatego zdecydowałam się na dodatkowe zajęcia. Mąż na razie nic nie wie.

Egzamin

Na razie panie nie wsiadły jeszcze do yarisa z "L” na dachu. Kończą teorię i z niecierpliwością oczekują na pierwsze jazdy. Jednak prawdziwym sprawdzianem jakości "Marty” będzie egzamin. - Mówię im, że wszyscy muszą zdać. To dla mnie punkt honoru. I tak ich uczymy, wspólnie z Agnieszką Berezą, moją drugą instruktorką. Niebawem dołączy do nas trzecia - dodaje Marta Jurek. Wszystkie mają jedną wspólną cechę. Są młode i nigdy wcześniej nie pracowały w inne szkole nauki jazdy. To są ich pierwsze szlify w roli instruktorów.

Rodzynek

Plany też mają ambitne. - Kupujemy drugie auto i zamierzamy wzbogacić nasze szkolenia o kursy szybkiej jazdy i podstawowe manewry w nagłych sytuacjach. Chcemy, aby nasze kursantki nie traciły głowy w trakcie zagrożenia - dodaje szefowa, która prywatnie marzy o licencji rajdowej, bo już posmakowała tego sportu, jeżdżąc w amatorskich rajdach. Na razie nie ma dzieci, ale deklaruje, że pierwsza ma być córka, aby po niej przejęła pasję i szkołę.

Jedyny na kursie mężczyzna 18-letni Łukasz Skorupski czuje się świetnie. - Po prostu było tanio, a poza tym to fajna szkoła - mówi krótko młodzieniec z Glinnika. - Poza wiedzą motoryzacyjną sporo może dowiedzieć się o paniach, bo na przerwach kursantki oddają się ulubionemu zajęciu: ploteczkom. Jak to w babskiej szkole. A który facet nie lubi posłuchać damskich plotek?
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
m
babsztyl
kursantka
(11) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

m
m (8 października 2009 o 22:14) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
ann napisał:
To musi być naprawdę fajna szkoła, a pani Marta wydaje sie być bardzo miłą osobą. Słyszałam ich spoty w radio. Życzę 100% zdawalności uczestnikom kursu.

Pani Marta wcale nie jest miłą osobą. Prywatnie to wyrachowana osoba i bez skrupułów.
Rozwiń
babsztyl
babsztyl (16 sierpnia 2009 o 21:03) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Piotrk napisał:
Nikomu nie życzę źle, ale moim skromnym zdaniem jest niebezpieczenstwo, ze to nie wypali.
Uważam, że kobieta może nie potrafić tak stanowczo zwrócić uwagi kursantowi czy kursantce. Jak ktoś jest oporny to czasem twarde meskie słowa potrafia bardziej zmotywować niż setny raz powtarzanie łagodnie i kobieco "nie tak". To oczywiscie moje mniemanie tylko, ale taka metodologia może być przyjemna ale niekloniecznie musi przynosic efekty.
Pracowałem, tak "em", jestem facetem. Nie chce tu dyskryminować kobiet, a jedynie dodać odrobinę męskiego realizmu. Wracając: Pracowałem i z kobietami i z facetami i wiem, że jak pracują same kobiety to prędzej czy później dochodzi między nimi do obgadywania, kłótni i powoduje niekoniecznie miłą atmosferę. Faceci w takich sytuacjach też się pojawiają, owszem, ale z moich obserwacji wynika, że potrafią takie sprawy szybko i ugodowo rozwiązywać między sobą.
A poza tym gratuluję inicjatywy, pomysłu i odwagi, oraz życzę powodzenia i wysokiej zdawalności. (fajna reklama w radiu ESKA)


Kilka słów o męskim realizmie. To nie kobiety są największymi plotkarkami, wy mężczyźni bijecie nas na głowę, a jeśli chodzi o atmosferę to mamy super. Nie obgadujemy się, nie wbijamy szpil. I wypaliło. Jest nas już 7 i nie mamy powodu do narzekań na brak pracy. Nawet przychodzą mężczyźni na doszkalanie bo" gdzie diabeł nie może to babę pośle". Pozdrawiam
Rozwiń
kursantka
kursantka (7 listopada 2008 o 10:12) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Piotrk napisał:
Nikomu nie życzę źle, ale moim skromnym zdaniem jest niebezpieczenstwo, ze to nie wypali.
Uważam, że kobieta może nie potrafić tak stanowczo zwrócić uwagi kursantowi czy kursantce. Jak ktoś jest oporny to czasem twarde meskie słowa potrafia bardziej zmotywować niż setny raz powtarzanie łagodnie i kobieco "nie tak". To oczywiscie moje mniemanie tylko, ale taka metodologia może być przyjemna ale niekloniecznie musi przynosic efekty.
Pracowałem, tak "em", jestem facetem. Nie chce tu dyskryminować kobiet, a jedynie dodać odrobinę męskiego realizmu. Wracając: Pracowałem i z kobietami i z facetami i wiem, że jak pracują same kobiety to prędzej czy później dochodzi między nimi do obgadywania, kłótni i powoduje niekoniecznie miłą atmosferę. Faceci w takich sytuacjach też się pojawiają, owszem, ale z moich obserwacji wynika, że potrafią takie sprawy szybko i ugodowo rozwiązywać między sobą.
A poza tym gratuluję inicjatywy, pomysłu i odwagi, oraz życzę powodzenia i wysokiej zdawalności. (fajna reklama w radiu ESKA)



Jako kursantka w/w instruktorki muszę się z Tobą nie zgodzić. Pani Marta siedząc na fotelu instruktora jest przede wszystkim moim instruktorem, który zwraca mi uwagę jak coś robię źle i chwali kiedy coś mi wychodzi. I właśnie ta druga rzecz odróżnia od mężczyzn w tym zawodzie. Jest stanowcza, ale nie stresuje niepotrzebnie. Nie krzyczy i nie złości się. Czego niestety nie można powiedzieć o większości panach. "Twarde męskie słowa" - nie przenośmy się do Śedniowiecza, zresztą w czasach gdy mężczyźni niewieścieją lepiej mieć opanowaną kobięta za instruktora niż faceta, który musi się dowartościowywać
Pozdrawiam serdecznie
Rozwiń
cielo
cielo (13 października 2008 o 20:04) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
„W tym roku Marta zdała kurs instruktora, który robiła z myślą o założeniu szkoły nauki jazdy”
„Wszystkie mają jedną wspólną cechę. Są młode i nigdy wcześniej nie pracowały w inne szkole nauki jazdy. To są ich pierwsze szlify w roli instruktorów.” Sory ale mnie te dwa zdanie nie przekonują. Myślę że 90% osób będących w ten szkole niestety obleje egzaminy. Życzę powodzenia z całego serca.
Rozwiń
pzm
pzm (13 października 2008 o 13:44) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Gość napisał:
Mam już prawo jazdy, ale tak sobie myślę, że gdybym miała robić je teraz, to chyba poszłabym właśnie do takiej szkoły. Prawko robiłam w PZMocie dawno, dawno temu. Nie wiem, czy coś się zmieniło od tamtej pory, ale pamiętam do dziś jak wpieniały mnie te ukryte uśmieszki instruktorów i traktowanie z politowaniem i wyższością tylko dlatego, że jestem kobietą. Niektórzy się na mnie darli, inni załatwiali ze mną swoje sprawy, jedli, kupowali papierosy itp. Podejrzewam, że nie robili takich wałków z facetami. Teraz pewnie inaczej traktują klienta (o ile nadal istnieją), ale jakby nie patrzeć "baba za kierownicą" nadal budzi uśmieszek u facetów. Jednak kobieta kobietę zrozumie lepiej. Instruktorka daje dobry przykład (kobieta też może być dobra) i wsparcie.
Dla mnie pomysł bomba. Zobaczymy jakie będą wyniki egzaminów, bo to rzeczywiście sprawdzian dla szkoły.



pzm najlepszy na swiecie!!!!!!!! pozdro dla instruktotow w sztosie
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (11)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!