wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Nie widzę powodów, żeby być smutasem

Dodano: 20 marca 2008, 15:29

Rzomowa z ojcem Leonem Knabitem, benedyktynem

• Jak ksiądz wchodzi na ambonę, to zabiera ze sobą karteczkę z napisem. Jakim?

- Wolniej, idioto! Jakbym napisał samo wolniej, to by nie poskutkowało. Jak widzę: wolniej, idioto, to myślę: to się do mnie odnosi i zwalniam. Ta kartka nie zawsze ze mną leży, ale pomaga.

• Dlaczego ludzie tak pędzą?

- To trzeba ludzi spytać. Dlaczego ja pędzę? Mam łatwość pisania i czytania, to pędzę. Taki rytm wewnętrzny. Ale z drugiej strony wolałbym pędzić spokojniej. W sposób bardziej opanowany, refleksyjny. A co do ludzi? Okazuje się, że ułatwienia, które mają w życiu, wcale nie przekładają się na powiększoną ilość czasu. Z Tyńca do Krakowa kiedyś człowiek wybierał się na cały dzień. Dwanaście godzin na piechotę czy furką robiło swoje. A dzisiaj człowiek wyjeżdża rano i za parę godzin chce być w domu. Coraz więcej spraw jest do załatwienia. Człowiek chciałby się nachapać, więc pędzi.

• Nie za dużo na siebie nakładamy?

- Życie na nas nakłada. A mówi się, że im więcej nabierzesz, tym słabiej trzymasz.

• Benedyktyni zachowują milczenie. Dlaczego milczenie jest tak ważne? Dlaczego wyciszenie jest tak ważne?

- Nawet jak Pana Boga zostawimy na boku, to milczenie będzie ważne. Żyjemy w pośpiechu, wciąż hałas i hałas, który nas biologicznie niszczy. Milczenie jest jak czerwone światło stopu. Gonisz, ale musisz stanąć na skrzyżowaniu, bo jak się nie zatrzymasz, to cię samochód może przejechać. A wracając do milczenia... tak mi się wydaje, że dzisiaj ludzie nie milczą, bo nie mają o czym milczeć.

• Dlaczego?

- Bo są nie pogłębieni wewnętrznie, jak zostają sami, to czują się głupio. Wtedy od razu jakieś słuchawki, jakieś radio, jakaś rozmowa.

• Jesteśmy sami w domu, to od razu włączamy telewizor, żeby coś grało i gadało?

- To świadczy, że we mnie, w środku nie ma za dużo. Weźmy ludzi, którzy się kochają szczerze. Potrafią usiąść obok siebie, oprzeć się o siebie serdecznie. Potrafią tak przesiedzieć trzy godziny i jest im bardzo dobrze z sobą.

• Powiedział ksiądz w jednym z wywiadów: nic nie ma stałego, wszystko się chwieje. Nie za ostra diagnoza?

- Taka rzeczywistość. Dlatego, jeśli się nie oprzemy o Pana Boga, który jest wartością stałą i dopiero on umacnia małe nadzieje, to co potem? Jeśli nadzieja człowieka jest umocowana w Bogu, jeśli zawierzamy się Bogu, to łapiemy grunt pod nogami.

• A czy praca może być modlitwą?

- I tak, i nie. Nasze bendyktyńskie zawołanie brzmi: módl się i pracuj. Sama modlitwa może doprowadzić do bezproduktywnej dewocji, praca: do Auschwitz. Jak się połączy pracę, ten czynnik horyzontalny z wertykalnym - modlitwą - to z tego krzyż wychodzi. Dziś ludzie pracują na okrągło, żeby złapać więcej grosza. Tylko co dalej? Człowiek staje się maszyną. W Japonii praca i umiłowanie firmy doprowadzone jest do perfekcji. I co? Coraz więcej samobójstw!

• Lubi ksiądz ostre sądy, takie jak ten: świnie mówią: nie bądź człowiekiem?

- To taki żart, który kiedyś przytoczyłem. Świnie są sympatyczne i, jak mówią hodowcy, inteligentne. W klasztorze zrobiliśmy takie poidełka, dotknie nosem, woda leci. W mig się nauczyły. Więc jeżeli świnia chce być porządną świnią, to mówi: nie bądź człowiekiem, który niekiedy zachowuje się gorzej niż świnia.

• Znał się ojciec z Janem Pawłem II. Rzeczywiście kiedyś zapytał, ile ojciec ma lat?

- Tak. Odpowiedziałem, że 63. A on mi na to: To ja w tym wieku byłem już papieżem.

• Co ojciec odpowiedział?

- Bardzo mi wstyd, że jeszcze nie jestem.

• A jak to było z prymasem Wyszyńskim?

- Spytał mnie: Dlaczego ojciec taki chudy. To urąganie Bogu. To było po skończonej mszy. Zostałem z tym stwierdzeniem. Po miesiącu się spotkaliśmy. Powiedziałem: ksiądz Prymas dużo grubszy ode mnie nie jest.

• Czy nie korciło ojca do kobiet?

- Na szczęście, mam opcję prawidłową i stąd korciło, korci i korcić będzie. Choć dziś nie jest to już niebezpieczne. W moim wieku? Cóż ja komu zrobię. Taka jedna miła pani podaje mi palto, młoda bardzo. Mówię: pani mi palto podaje. Ona: cała przyjemność po mojej stronie. Z takim typem przyjemność to tylko palto podać... Na więcej człowiek liczyć nie może.

• Jeden z lubelskich księży miał kochankę. Wysyłał do niej sms-y. W tych sms-ach przekonywał dziewczynę, że podczas seksu wstępuje w nią Duch Święty.

- Śmiech.

• Dlaczego księża gonią za pieniędzmi? Zmieniają samochody na lepsze? Mają kochanki, albo kochanków?

- Mam kontakty z księżmi i spowiadam księży. Z grubsza, tak jedna trzecia nie jest w porządku. W innych zawodach będzie więcej. Ale to jest ból Kościoła. Może lepiej, żeby taki ksiądz wystąpił? Szkoda że wystąpi, ale jeśli prowadzi podwójne życie, to niech zostawi Kościół. Zawsze mówię: uczciwy ksiądz kończy tam, gdzie zaczyna mąż, wtedy nie ma problemu.

• Ile ojciec ma teraz lat?

- W tej chwili 78 i trochę.

• Są jakieś benedyktyńskie przepisy na szczęście?

- Być na swoim miejscu. Mnie to pomaga. Są kłopoty, ale i dużo pogody we mnie jest. Wszystko przyjmuję, aprobuję, a to co mogę, delikatnie zmieniam. Czego nie mogę, zostawiam innym. W tym Panu Bogu. To trochę kwestia patrzenia na świat. Ja po mamusi mam ducha optymizmu. Była pogodna i jasna. I ja tak mam. Nie widzę powodów, żeby być pesymistą i smutasem.

• Ale miał ksiądz chwile zwątpienia?

- Tak. Kiedy dopadły mnie choroby. Potem jakoś to się w organizmie zresorbowało, mam tyle lat co mam i ciągnę, podróżuję, wykładam, głoszę rekolekcję. Nie myślę o tym, co będzie. Może pociągnę jeszcze 10 lat? Z pomocą bożą.

• A co jest najważniejsze w życiu?

- Spokojne sumienie i oparcie w Bogu.

• Czy miłość jest najważniejszą siłą w życiu?

- Jeśli kochaliśmy się trzy razy w nocy, a potem się rozstaliśmy, to to jest zawracanie głowy. Nie o to chodzi.

• A o co chodzi w miłości?

- Chcieć komuś dobrze.

• Czy w życiu ważna jest stałość?

- Stałość pewnych zasad tak, byleby tylko nie zamieniła się w stetryczenie i skostniałość…

• Dobra rada na święta?

- Smutki trzeba dzielić, radości mnożyć.

O ojcu Leonie

"Oto definicja mnicha: kupa kości owiniętych w czarny materiał” - tak miał go opisać kilkadziesiąt lat temu kardynał Karol Wojtyła. Urodził się 26 grudnia 1929 roku w Bielsku Podlaskim.

W latach 1948-1954 odbył studia seminaryjne w Siedlcach, gdzie 27 grudnia 1953 roku przyjął święcenia kapłańskie. Jako kapłan diecezjalny wstąpił do benedyktynów w Tyńcu, gdzie 15 sierpnia 1963 roku złożył profesję wieczystą. Leon Knabit zasłynął z programu telewizyjnego, gdzie konfrontował gości o całkiem odmiennych postawach i światopoglądach. Odwagą sądów oraz uśmiechniętym i spokojnym spojrzeniem zza okularów zdobył sobie sympatię Polaków.

Jest autorem książek, takich jak "O odwadze”, "O radości”, "Schody do Nieba” czy też "Ojca Leona różowe okulary”.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!