sobota, 21 października 2017 r.

Magazyn

Upadek z wysokiego stołka boli, ale zawsze przeżyjesz. I to nawet całkiem dobrze. Przykładem losy byłych prominentów z Lubelszczyzny

Andrzej Kurowski jeszcze dwa lata temu był wojewodą lubelskim z nadania SLD. Kiedy przyszła nowa władza, musiał szukać nowego zajęcia. Z kilku propozycji wybrał kierowanie Przedsiębiorstwem Produkcji Materiałów Budowlanych Niemce SA. To spora firma zatrudniająca 207 osób, jednak wymagająca zakasania rękawów. - Mam ambitne zadanie: restrukturyzację spółki - mówi Kurowski. - Mam co robić przez cały dzień, zajmuję się realnymi sprawami, a że jestem menedżerem z wykształcenia i doświadczenia, praca mi odpowiada.

Rozczarowałem się

Ze starych czasów pozostały Kurowskiemu znajomości. - Ale nie takie, żeby coś załatwiać - podkreśla. - Jak przychodzę do urzędu wojewódzkiego, to witają mnie uśmiechy, ludzie rozpoznają mnie na ulicy. Zamknąłem tamten rozdział ze spokojem, po pełnej kadencji, bez rozczarowania.
Rozczarowany polityką jest za to Krzysztof Michalski, wojewoda z lat 1998-2000 (za rządów Akcji Wyborczej Solidarność). Zaczęło się od tego, że państwowy FS Holding kupił akcje Herbapolu Białystok SA powiązanego kapitałowo z prywatnym Herbapolem Lublin. Rozpętała się burza i Michalski musiał ustąpić. Prokuratura po licznych śledztwach nie stwierdziła przestępstwa.
- Odpoczywam od polityki. Jak człowiek popatrzy na nią z bliska, to widzi, ile jest nieczystej gry, braku przejrzystości, działań służb specjalnych, które załatwiają swoje interesy - komentuje dziś Krzysztof Michalski, wiceprezes w Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej "PEC” w Świdniku.
Choć Michalski narzeka na politykę, to w ostatnich wyborach samorządowych startował z prawicowego ugrupowania Prawo i Rodzina, które rządzi w Świdniku.

Zawsze coś się znajdzie

Spokoju nie ma Waldemar Dudziak, wojewoda z lat 2000-2001. Trafił do miejskiego Lubelskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej. Najpierw był członkiem zarządu, potem wprowadził się do gabinetu prezesa. Sam był kiedyś związkowcem, a teraz związkowcy pozbawili go posady. Zarobki w LPEC są niezłe, kondycja spółki również, ale część załogi oskarżała szefa o złe zarządzanie firmą i zastraszanie pracowników. W kwietniu rada nadzorcza firmy zdegradowała Dudziaka do zastępcy prezesa.
Politycy i ich ludzie bez problemu utrzymują się na powierzchni. Przykładem były prezydent Lublina, Andrzej Pruszkowski (PiS). Pod ośmiu latach rządzenia miastem i przegranych wyborach, musiał się wyprowadzić z Ratusza. Jednak nie zginął, bo jednocześnie partia dała mu pierwsze miejsce na liście do sejmiku województwa. Teraz jest nie tylko radnym, ale i przewodniczącym sejmiku. Na tym nie koniec. Pruszkowski od połowy marca szefuje terenowemu oddziałowi Agencji Nieruchomości Rolnych.

Telewizja też dobra

Dobrze radzą sobie ludzie Pruszkowskiego. Mariusz Deckert był dyrektorem w kancelarii Pruszkowskiego i wpływowym działaczem PiS. Został prezesem Radia Lublin. Nie przeszkodził mu nawet trwający proces, w którym Deckert jest oskarżony o propozycję korupcyjną. Jarosław Zdrojkowski (PiS), który był Ratuszu zastępca Deckerta, jest marszałkiem województwa. Tomasz Rakowski, rzecznik prasowy Pruszkowskiego, szefuje lubelskiemu oddziałowi Telewizji Polskiej.

5 procent przejrzystości

Inna kategoria to ludzie, którzy rzucili biznes dla polityki. Najlepszy przykład - Janusz Palikot, poseł PO i szef partii na Lubelszczyźnie. Dorobił się na produkcji i handlu alkoholem, był właścicielem Polmosu Lublin. Tygodnik "Wprost” umieścił go na liście 100 najbogatszych Polaków. W ubiegłym roku zajął 50 miejsce. Palikot tuż przed wyborami parlamentarnymi w 2005 roku zrzekł się wszystkich stanowisk w należących do niego spółkach i zadeklarował: - Koniec z biznesem, zajmuję się polityką.
Jednak ciągnie wilka do lasu. W ubiegłym roku zapowiedział utworzenie towarzystwa inwestycyjnego swojego imienia. Będzie dawał pieniądze na rozkręcenie interesu małym i średnim firmom. Zyski przeznaczy na pomoc kolejnym obiecującym przedsięwzięciom.
Zdarzają się romanse z polityką i powroty na łono biznesu. Jarosław Urban, znany lubelski przedsiębiorca, związał się z Samoobroną, startował do europarlamentu i na prezydenta Lublina (w 2002 roku zdobył trzecie miejsce i 11 proc. głosów). Mieszkańców przekonywał piosenką z tekstem "Proszę pani, proszę pana, głosujemy na Urbana. Przekonują mnie te słowa, Lublin czas zurbanizować.”
Teraz zaangażował się w rynek nieruchomości. Ze wspólnikiem wygrał w ubiegłym roku przetarg na kupno biurowca przy Piłsudskiego w Lublinie.
- Dla mnie polityka jest fałszywa. Biznes jest czytelny, przejrzysty i uczciwy w 95 procentach. A w polityce jest odwrotnie. Na Zachodzie za politykę biorą się ludzie, którzy już coś osiągnęli. W Polsce - ludzie, którzy nie mają innego sposobu na życie i gotowi są sprzedać się za tzw. czapkę śliwek. W tym roku kończę 50 lat, napracowałem się w życiu i szkoda mi zdrowia i nerwów - mówi Jarosław Urban. Dodaje, że polityka jest dla ludzi zasobnych i młodych.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!