piątek, 20 października 2017 r.

Magazyn

Ludzie mówią, że władza się urządza. Ludzie mówią, że wójt Smolarz chce sobie dorobić. Ludzie w ogóle dużo mówią. Tylko nie zawsze mają rację.




Gdyby gmina Niemce leżała 20 kilometrów dalej na wschód, to pewnie już dawno by padła. Z bezrobocia, biedy i marazmu. A tak się trzyma. I to całkiem nieźle. Jest tu paru poważnych pracodawców. Jest giełda w Elizówce, o która Niemce twardo walczyły z Lublinem. I jest dużo „napływowych”. Najczęściej zamożnych Lublinian, którzy w Niemcach kupują działki i stawiają domy.
Towarzyska ceglarnia
Wójt właśnie siedzi w papierach. Wnioski strukturalne. Tłumaczenia. Dotacje na drogi i kanalizację. Niemal co drugie pismo, jakie stąd wychodzi, trafi do Brukseli. A najważniejsze są drogi. – One wpływają na rozwój gminy i na polepszenie infrastruktury. I po nich widać, że w gminie coś dzieje – wylicza Henryk Smolarz, wójt.
I tak nie jest źle. Bezrobocie nie przekracza 9 proc. Jest producent materiałów budowlanych, hurtownia paliw, dwie fabryki makaronu i jeszcze zakłady wędliniarski. A niedługo będzie obwodnica.
– Wkrótce ruszą roboty – mówi wójt i rozwija na stole wielkie mapy. Obwodnica zacznie się Konopnicy i otoczy cały Lublin. Skończy się w Ciecierzynie. Dokładnie przy ceglarni pod numerem 86, gdzie kiedyś była agencja towarzyska. – Będzie tu potężny węzeł komunikacyjny. Ale dla nas stratny.
Obwodnicę zaprojektowano jako autostradę. To oznacza, że nie będzie skrzyżowań czy dojazdów. – Mieszkańcy naszej gminy będą musieli sporo drogi nadłożyć. A ożywienie gospodarcze też będzie tylko przy tym węźle. A tak, to wszędzie barierki ustawia. Więc dla nas to średni interes – dodaje wójt.
Mieszkam w strefie serwisowej
Ale świetny interes dla wójta – twierdzą anonimowi pisarze listów.
W czym rzecz? Ano w tym, że przy obwodnicy wyznaczono dwie zatoki. Będzie tu można postawić stacje benzynowe, motele, warsztaty. Mówiąc krótko: będzie można tu zarabiać. Albo sprzedać komuś te ziemie i zarobić jeszcze więcej.
A kto jest właścicielem tych ziem? – pytają autorzy listów. – Wójt Smolarz.
• A kto jest właścicielem tych ziem? – pytamy wójta.
– Wiedziałem, że zawsze znajdzie się ktoś niezadowolony – wzdycha wójt. – Owszem, zaplanowane jeszcze w 1994 r. strefy serwisowe przechodzą przez moje działki. Ale ja ich wcale nie kupiłem, żeby potem na nich zarabiać.
• A skąd wójt je ma?
– Bo tam mieszkam. Tak, jak moi rodzice. I ich rodzice. I moi pradziadkowie. I z tych dwóch stref to może jedna dziesiąta leży na moich ziemiach.
Rzeczywiście. Na planie zagospodarowania przestrzennego widać to wyraźnie. – Chciałby pan mieć stację benzynową dwieście metrów od domu? – pyta retorycznie wójt.
Archeolog w kapuście
To może wójt tak wszystko załatwił, żeby te strefy przechodziły przez jego ziemie? – No nie. Jest 48 instytucji, które opiniują plan zagospodarowania przestrzennego. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, sieci energetyczne, Sanepid, Wojewódzki Sztab Wojskowy, lasy państwowe. Jakim cudem wszystkie miały robić to, co ja chcę? Tym bardziej, że ja wcale nie jestem zadowolony z tych planów – mówi Henryk Smolarz.
To czego ludzie donosy piszą?
– W gminie jest 16 tys. mieszkańców – odpowiada wójt. – I niektórzy może myślą, że ode mnie wszystko zależy. Jeszcze do mojego poprzednika było 1800 wniosków o zmianę przeznaczenia działek. A co ja mam wspólnego z tym, że ktoś ma w ogródku strefę poszukiwań archeologicznych?
No właśnie. Albo z zakazem kiszenia kapusty. To całkiem zabawna historia, która może się zdarzyć tylko w Polsce. Otóż kilka lat temu na obszarze gm. Niemce zatwierdzono coś, co nazwano Doliną Ciemięgi. Był to obszar chronionego krajobrazu, w związku z czym obowiązują tu szczególne przepisy. I okazało się, że nie można kisić kapusty. Bo to może znaczącą wpłynąć na środowisko. A ogórki kisić można? – Nie wiadomo. Ot, kolejny polski paradoks – śmieje się wójt.
Dziecko mi załatwili
Polska specjalnością są też donosy. Jeden z mieszkańców Niemiec ma takie hobby, że pisze kilkadziesiąt donosów rocznie. Na wszystkich po kolei; jak leci. Ktoś inny rodzinne porachunki załatwia. Ojciec skarży na syna, żona na męża. – Ale wie pan co? U nas to właściwie spokojnie jest – cieszy się wójt. – Ja tu mieszkam od urodzenia. Ludzie mnie znają i wybrali nie dlatego, że na golasa latałem w „Big Brotherze”. Ale dlatego, że coś robię.
A co?
Modernizacja trzech szkół za pieniądze z Banku Światowego. Sala gimnastyczna. 165 przyłączeń do kanalizacji. – Od 7.30 do 21 jest codziennie czynne gminne centrum informacji. Widział pan gdzieś urząd czynny do 9 wieczorem? U nas jest i każdy rolnik dostanie pomoc przy wypełnianiu wniosku o unijne dotacje. A że ludzie donosy piszą? Jak byłem na studiach to mi dziecko z jakąś kobietą próbowano wmówić. Przyzwyczaiłem się już...
Bombonierka albo kwiaty
Nina Wypychowska prowadzi w Niemcach restaurację. – W urzędzie formalności załatwiało się szybko i bez problemów. W mieście jest praca i coś się dzieje. Tu jest dużo lepiej niż w wielu małych miasteczkach na Lubelszczyźnie. No i chyba Niemce modne się robią, bo coraz więcej Lublinian działki tu kupuje.
Sporo ludzi cieszy się jednak głównie z tego, że w Niemcach nie ma marazmu; że całe miasto nie siedzi i nie narzeka. Wójta cenią też za to, że wygrał wojnę o Elizówkę i nie oddał jej prezydentowi Lublina. Dzięki temu pieniądze z potężnej giełdy płyną szerokim strumieniem do Niemiec.
Nie wszyscy są jednak zadowoleni. – Źle nie jest, ale ludzie są biedni i mają problemy z pracą – Widzę po zakupach. Jutro mam dwa śluby i ludzie się zastanawiają, co kupić: kwiaty czy bombonierkę – mówi Teresa Wójtowicz, ekspedientka w miejscowej kwiaciarni. – Bo na jedno i drugie razem ich nie stać.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!