sobota, 16 grudnia 2017 r.

Magazyn

Oni zginęli w katastrofie w Radawcu

  Edytuj ten wpis
Dodano: 30 lipca 2010, 15:55

W piątek około godz. 18.30 kierownik lotów na lotnisku w Radawcu niedaleko Lublina słyszy w słuchawkach głos pilota: "Odchodzimy na trasę na Sadurki”. Chwilę później samolot spada pionowo w dół. Na miejscu ginie instruktor i uczeń.

Pozbierać Krzyśka

Do katastrofy doszło w ubiegły piątek na polach w Radawcu. W Zodiaku Ultralight nagle przestał działać silnik. Maszyna spadła z około 100 metrów i wbiła się pół metra w ziemię. Na miejscu zginęli doświadczony pilot i instruktor z Puław i 33-letni mieszkaniec Łodzi, który studiował w Dęblinie.

– Byłem w szoku, gdy się o tym dowiedziałem. Nie żyje mój instruktor, bliski kolega i świetny człowiek. Zarażał innych swoją pasją – mówi Zbigniew Hrabia, który też lata na Zodiaku.

Hrabia na lotnisko przyjechał niedługo po tragedii. Specjaliści z Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych poprosili go o pomoc, bo mało kto na Lubelszczyźnie tak dobrze zna Zodiaki.– Pojechałem, żeby pozbierać Krzyśka, i jak najszybciej wyjaśnić tę tragedię. To mu się należy – mówi Hrabia.

Kochał latanie

Krzysztof Capek był doświadczonym pilotem. Służył w armii. Latał na śmigłowcu Mi-2. Gdy odszedł, uczył innych latania na samolotach ultralekkich głównie w Czechach, a od roku także w Radawcu.





– Dodawał nam, młodym lotnikom, skrzydeł. Pierwszą zasadą, jaką Krzysiek wpajał prawie na każdym kroku, to "w czasie awarii: zapewnić prędkość, zerknąć na co pozwala nam wysokość i organizować awaryjne lądowanie w miarę możliwości z pominięciem przeszkód”. Uczył ratowania się w każdej sytuacji, a sam spanikował? Nie wierzymy – piszą na forum internetowym "Lotnicza Polska” Beata i Zbyszek.

– Bardzo życzliwy, ciepły i oddany człowiek – dodaje Jacek Frączak, uczeń Krzysztofa Capka. – Kochał latanie. Miał dom w Puławach, ale można powiedzieć, że mieszkał na lotnisku. Zawsze można było go tam spotkać. Często sypiał w baraku – opowiada Hrabia.


Co się nie udało?

Katastrofa tak doświadczonego lotnika jest o tyle dziwna, że piloci ultralekkich samolotów, jak Zodiac, są specjalnie szkoleni, by nawet w razie awarii silnika potrafili wylądować. Dlaczego w tym przypadku to się nie udało?

– Sam zadaję sobie to pytanie, bo Krzysiek wylatał kilka tysięcy godzin. Wielokrotnie wychodził z bardzo trudnych i awaryjnych sytuacji. Kilka razy skasował samolot, ale jemu nic się nie stało – opowiada Zbigniew Hrabia. – Pamiętam jego wypadek sprzed roku w Czechach. Totalnie rozbita maszyna, a Krzysiek… lekko podrapany wydostał się z kabiny, otrzepał i następnego dnia znowu latał.

Krzysztofa Capka szczęście opuściło w piątek, 23 lipca. Według zegara pokładowego spadł o godz. 18.42. Był po rozwodzie. Miał dorosłą córkę. W sobotę obchodziłby 52 urodziny. – Całe życie poświęcił lataniu i zginął w samolocie – mówi Wiola, jego córka.

Rzucił wszystko, żeby latać

Ostatnie chwile tego feralnego lotu obserwował kierownik lotów w Radawcu. – Widziałem, jak wzbija się w powietrze. Pomachałem pilotowi. Gdy nie patrzyłem już na maszynę, usłyszałem przez radio jakieś słowo wypowiedziane przez pilota. Po chwili zauważyłem, że samolot zaczął pionowo spadać – zeznał w prokuraturze.

Pogrzeb Krzysztofa z wszystkimi honorami odprawią w sobotę w Puławach duchowni z Częstochowy, których uczył latania.

Razem z nim zginął 33-letni Robert Romek z Łodzi. – Był specjalistą od zabezpieczeń, pracował w instytucie w Łodzi. Ale szedł zawsze za tym, co mu się podobało. Urzekło go latanie, więc rzucił wszystko i wyjechał na Lubelszczyznę do szkoły w Dęblinie – wspomina jego młodszy brat Dariusz.

Blue sky

Robert Romek nie dostał się na pilota, ale nie zniechęcił się. Poszedł na nawigację, by zostać kontrolerem lotów. Niedługo skończyłyby te studia. Chciał też latać, dlatego w Radawcu uczył się od Krzysztofa Capka. Zamierzał kupić Zodiaka.

– Robert – jak mówi jego brat – do wszystkiego doszedł swoją pracą. Był skromny i skryty, miał dwie wielkie pasje: samoloty i motocykle. Zostawił dziewczynę Annę, z którą planował przyszłość.

– Nie mogę się otrząsnąć. Krzysiek zapraszał mnie parę dni temu do Radawca na latanie. Ja nie miałem czasu. Robert znalazł chwilę… – pisze na forum Lotniczej Polski Daniel.

– Blue Sky Krzysiu, już nie siądziemy razem przy piwie – dodaje Kuba.

Wyjaśnianie przyczyn katastrofy potrwa

Katastrofę w Radawcu bada Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych. – Jedną z przyczyn tragedii było zatrzymanie pracy układu napędowego, ale nie wiemy, czy był to główny powód wypadku – mówi Jerzy Kędzierski z PKBWL.

Według relacji świadków, samolot prawdopodobnie miał problemy już przy starcie. Jest także hipoteza, że w końcowej fazie lotu zerwany został ster wysokości. – Wyjaśnianie sprawy może potrwać nawet rok – ocenia Kędzierski. – Mamy teraz sezon na latanie i badamy też inne wypadki.

Brawura pilota kosztuje bardzo dużo

ROZMOWA z Władysławem Bubieniem, wiceprezesem Aeroklubu Lubelskiego

• Latanie to bezpieczny sport?

– Zdecydowanie tak. Latam już 50 lat i przez ten czas większych zagrożeń nie doświadczyłem.

• Niektórzy uważają jednak inaczej.

– Bo wypadki z udziałem samolotów są efektowne, a ich skutki zazwyczaj dużo poważniejsze niż na przykład samochodowe. Ale jeżeli ktoś postępuje zgodnie z regułami i nie pozwala sobie na brawurę, to nic mu się nie powinno stać.

• Skąd bierze się brawura?

– Wszystko zależy od sposobu wychowania. Mówię tu o wychowaniu podczas nauki latania, czy to w szkole, czy przez instruktorów. Podczas szkolenia nie ma miejsca na brak dyscypliny i niesubordynację. Jeżeli uczeń postępuje niebezpiecznie, to się z nim żegnamy.

• A co z pilotami, którzy ukończyli kurs?

– Kary i ograniczenia są coraz większe. Wszystkie loty są kontrolowane. Dzięki GPS łatwo sprawdzić, jaką trasą leciał samolot. Tzw. incydenty lotnicze, czyli okoliczności stanowiące zagrożenie, są rejestrowane w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego. Za brawurę pilot może przypłacić zawieszeniem lub nawet utratą licencji.

• Każdy może latać?

– Prawie każdy. Żeby mieć licencję, kandydat musi mieć średnie wykształcenie i pozytywnie przejść badania lekarskie. Kiedyś wymagania zdrowotne były dużo większe. Oczywiście, ważne są też predyspozycje. Jeśli ktoś nie robi postępów, to dajemy mu do zrozumienia, by zmienił sport.

• Po czym można poznać, że ktoś się nie nadaje?

– Po tym, że ma trudności w przyswajaniu poprawnej techniki pilotażu, czyli po decyzjach, jakie podejmuje w trudnych sytuacjach. Najczęściej takie osoby same sobie zdają z tego sprawę i rezygnują. Ale mało jest takich ludzi. Zazwyczaj udaje się skończyć kurs.

• Zdarza się, że ktoś lata na dziko, bez uprawnień?

– Są takie przypadki. Ludzie próbują latać bez znajomości ruchu lotniczego, co stwarza duże zagrożenie dla innych statków powietrznych. Nie tak dawno pewien mężczyzna spowodował wypadek lotniczy. Niefortunnie wylądował, niszcząc swój śmigłowiec. Miał wiele szczęścia,
że wyszedł z tego cało. Sprawa skończyła się w sądzie.

• Latanie to drogie hobby?

– Kiedyś było bezpłatne, ale warunki się zmieniły. Teraz
jest to dość kosztowny sport. Staramy się jednak tak prowadzić aeroklub, by ludzi było na to stać. Niektórzy latanie traktują dużo poważniej. Nie tylko jako hobby – chcą z tego żyć, więc są w stanie zainwestować dużo pieniędzy w szkolenia.

• W Polsce brakuje pilotów?

– Jest duże zapotrzebowanie, szczególnie na pilotów śmigłowcowych. Koszt takiego kursu to kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Rozmawiał Łukasz Minkiewicz
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
farmer
Cezar
lotnik
(5) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

farmer
farmer (3 czerwca 2011 o 22:45) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Romek Robert byl moim kolega...znalismy sie od dziecka ,nasi rodzice pracowali razem w kutnie w mleczarni... odkad pamietam to wszystkie nasze wakacje byly wspolne. Jezdzilismy na kolonie co roku...zawsze razem...ciezko mi wogole to przyjac do wiadomosci ze nie ma go juz...ciezko wogole napisac co kolwiek sensownego dla mnie w takiej chwili...jedyne co moge powiedziec to wspolczuc rodzinie i przyjaciolom...zal wielki!!!
Rozwiń
Cezar
Cezar (6 sierpnia 2010 o 17:40) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
To był moj brat, wapaniały człowiek ale nigdy nie służył w Awganistanie. Latał na śmigłowcach Mi2 a nie Mi24.
Nie był emrytowanym wojskowym a z wojska odszedł ze wzgledu na stan zdrowia. Poza tym to wszystko pawda.
Rozwiń
lotnik
lotnik (31 lipca 2010 o 21:23) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ciekawy artykuł o radawieckim wypadku, zapraszam do przeczytania:

http://lotniczapolska.pl/Wypadek-w-Radawcu-zginely-dwie-osoby,14493
Rozwiń
aaa
aaa (31 lipca 2010 o 15:15) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
przed chwilą pożegnaliśmy Krzysia na puławskim cmentarzu, szkoda tylko, że koledzy z Aeroklubu nie pomachali mu skrzydłami nad grobem, to taki dobry zwyczaj...Blue Sky Krzysiu
Rozwiń
Gość
Gość (31 lipca 2010 o 12:59) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
blue sky, Krzychu [']
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (5)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!