poniedziałek, 11 grudnia 2017 r.

Magazyn

Pełne zanurzenie (wideo)

  Edytuj ten wpis
Dodano: 30 sierpnia 2007, 14:22

Uszczelniali wały przeciwpowodziowe, wyciągali ławki z zalewu Zemborzyckiego i samochody z rzek, a w Białym szukali krokodyla. Nie pamiętają już ile ciał wyłowili.

Specjalistyczna grupa wodno-nurkowa przy Jednostce Ratowniczo Gaśniczej nr 1 Wojewódzkiej Komendy Państwowej Straży Pożarnej liczy ponad dwudziestu nurków. - Raczej mamy problemy z przekonaniem naszych ludzi do tej pracy. To trudny fach i trochę niebezpieczny - mówi st. kpt. Andrzej Sławacki, dowódca grupy.
Jego podwładni narzekają na zmieniające się przepisy. Kursu MSWiAnie mogą rozpocząć ludzie, którzy skończyli 35 lat. Mimo że nurkują od kilkunastu lat. Nie mogą też schodzić poniżej 20 metrów. Mimo że cywilne uprawnienia pozwalają im nurkować na dwa razy większej głębokości.
- O godz. 7.30 mogę zejść na 50 metrów. O 8 już nie, bo przejmuję obowiązki strażaka - śmieje się mł. asp. Radosław Szymański, zastępca dowódcy grupy.
Na akcję powinno jechać pięciu nurków: kierujący poszukiwaniami, chronometrażysta (mierzy czas), dwóch nurków roboczych, jeden zabezpieczający. W praktyce jeździ trzech. Musi wystarczyć.

Ostatnia akcja: zeszły poniedziałek, Ruda Huta. - Wyciągnąłem 17-letniego chłopaka. Gdyby nie wodorosty, to po godzinie byśmy go znaleźli. A nie drugiego dnia - opowiada asp.sztab. Grzegorz Markiewicz.
Dlaczego toną? - W 90 procentach to alkohol. Reszta to brak umiejętności pływania - stwierdza asp. sztab. Piotr Rękas.
Nie pamiętają, ile ciał wyciągnęli. W pamięci zostają te najbardziej tragiczne. Jak dwóch nastolatków, którzy w Krasnem urządzili sobie zawody pływania na bezdechu. Czy dwa małżeństwa w Gnojnie nad Bugiem, gdzie zaczęła tonąć spacerująca brzegiem kobieta, a po chwili pod wodą zniknęło pięć osób.
- Najtragiczniejszy był rok 1999. Sam wyciągnąłem ze 30 topielców - wspomina Markiewicz.
Ale w tym samym roku lubelscy strażacy szukali też krokodyla nad Jeziorem Białym. Do dziś śmieją się że jak przyjeżdżał TVN, jeden z nich wkładał majtki z Batmanem.
Najwięcej roboty mają w niedziele. Gdy ludzie w jeziorach leczą kaca, a wędkarze jadą na ryby.

Ciało pod wodą szybko się psuje. - Zamykają się zwieracze i człowiek gnije od środka. Jeśli leży na 10-12 metrach, to w końcu sam wypływa - tłumaczą mi strażacy. I wspominają najdziwniejsze przypadki. W Mostach topielec stał na nogach. Już go podnosiło, ale był za ciężki, by wypłynąć.
Pytam, co czują, gdy znajdują ciało.
- Nikt się nie przyzna do tego, co czuje - mówi po chwili namysłu asp. Szymański. - Nie byłoby problemu, gdyby było coś widać - podpływasz i wyciągasz. A tak macasz, macasz i nagle dotykasz twarzy.

Asp. sztab. Grzegorz Markiewicz zapala papierosa, nogą równa piasek i za pomocą kawałka patyka tłumaczy mi, jak szuka się ciał.
- Wytycza się dwa punkty. Mogą to być dwie boje, drzewa, pomost. Nurka roboczego spuszcza się na linie. Robi półkole. Szarpnięcie liny to sygnał, żeby puścić mu półtora metra więcej. Robi kolejne półkole w drugą stronę. Chodzi o to, by cały czas być na napiętej linie. Ja na przykład trzymam ją w ręce. Drugą ręką zataczam koła.
Gorzej jest w rzekach. Do fatalnej widoczności dochodzi wartki prąd wody i gałęzie płynące po powierzchni.
- Lina jest zaczepiona na dwóch brzegach. Pośrodku stoi łódź, z której schodzi nurek. Spławia się z nurtem też metodą wahadłową. Zasada jest taka, że idziesz głową do przodu, a nogami szukasz.
Na Mazurach ciał ostatniej nawałnicy strażacy szukają za pomocą sonaru. Urządzenie przekazuje na ekran komputera wszystko, co widzi w promieniu 200 metrów. W Polsce są dwie takie "maszynki”. Mazurscy ratownicy pożyczyli sonar z Bydgoszczy.

- Pamiętam, jak pod lodem szukałem dziewczyny. Wszystkie automaty po kolei mi zamarzały - wspomina Szymański.
- Mówiłem ci, żebyś nie schodził - mówi Markiewicz.
Zamarznięty automat oznacza brak powietrza. Brak powietrza oznacza śmierć.
Szymański wzrusza ramionami. - Ja lubię wyzwania.
• A nie można poczekać do wiosny? Przecież to tylko ciało - wtrącam się w dyskusję.
- Niech pani rodzinie to wytłumaczy. Kiedyś dwa tygodnie szukaliśmy chłopaka. Rodzice codziennie rano byli na komendzie.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Amator
Szacunek !
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Amator
Amator (26 czerwca 2010 o 12:35) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
z tego co mi wiadomo, zamarznięty automat, nie oznacza braku powietrza, lecz jego nadmierne podawanie.
Rozwiń
Szacunek !
Szacunek ! (2 września 2007 o 18:52) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ciężką robotę robicie ! Wielki Szacunek i oby jak najmniej akcji ! Mam nadzieje, że chociaż Wam przyzwoicie płacą ! Pozdrawiam i dużo zdrowia życzę !
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!