środa, 18 października 2017 r.

Magazyn

Piłka ręczna plażowa: Wystarczy 400 ton piachu i piłka

  Edytuj ten wpis
Dodano: 14 sierpnia 2009, 13:43
Autor: Kamil Kozioł

Czy dla mężczyzny może istnieć piękniejszy widok od skąpo ubranych kobiet walczących o piłkę? Aby nacieszyć oczy takim obrazkiem, wystarczy przyjść na mecz piłki ręcznej plażowej.

W ostatni weekend w Nałęczowie rozegrano eliminacje do mistrzostw Polski, które odbędą się w Starych Jabłonkach. – Wiem, że niektórzy panowie mocno zawiedli się, widząc dość dokładnie ubrane panie. Muszę ich jednak pocieszyć. W Nałęczowie turniej miał charakter zabawy, a w prawdziwych zawodach kobiety występują w strojach siatkarek plażowych – śmieje się Joanna Brehmer, najlepsza polska sędzia plażowej odmiany szczypiorniaka.

Krótka historia

Dyscyplina ma w Polsce dość krótką historię. – Pierwszy turniej odbył się w 2001 r. w Świnoujściu. Kilkunastu studentów zaprezentowało wówczas nową dyscyplinę sportową. Początkowo spotkali się ze zdziwieniem, ale później ta odmiana szczypiorniaka zaczęła zdobywać coraz większą popularność – tłumaczy Damian Demczuk, przewodniczący komisji do spraw piłki ręcznej plażowej w Związku Piłki Ręcznej w Polsce. Kolejno zaczęły dołączać następne miasta, takie jak Inowrocław, Lubin czy Głogów. – Nasza popularność rośnie, bo żeby pobawić się w plażówkę, wystarczy trochę piasku i piłka – tłumaczy Demczuk.

Seria strzałów

Jednak zanim zaczniemy grać w szczypiorniaka na plaży, należy zapoznać się z zasadami, które nieco różnią się od tych znanych z odmiany halowej.
– Drużyna składa się z trzech zawodników plus bramkarz, który jest "lotny”. Mecz trwa 20 minut i jest podzielony na dwie połowy. Tu jednak trzeba zaznaczyć, że wynik w każdej z nich jest liczony oddzielnie. Zespół, który wygra pierwszą część, zdobywa jeden punkt. Jeżeli jednak obie ekipy wygrają po jednej połówce, to o zwycięstwie decyduje seria shoot out. Są to rzuty karne, podobne nieco do szybkiego ataku w halówce. Bramkarz wyprowadza piłkę, podaje do zawodnika, który przed oddaniem rzutu może zrobić trzy kroki z piłką – tłumaczy Demczuk.

400 ton piasku

Spotkanie rozgrywa się na boisku o wymiarach 27 m x 13 m, a piasek musi mieć głębokość co najmniej 40 cm. – Aby usypać takie boisko, należy nawieźć około 400 ton piasku. W Nałęczowie było go trochę mniej, bo miał on głębokość jedynie 30 cm – dodaje Demczuk.

Bramki mogą być zdobywane jedynie zza linii pola bramkowego, które jest w kształcie prostokąta o wymiarach 6 m x 13 m. Gole mogą mieć wartość jednego lub dwóch punktów. – 2 punkty zdobywa się jeżeli pokona się golkipera rywali w sposób bardzo efektowny, tzn. po wrzutce lub obrocie o 360 stopni. Za dwa punkty liczony jest również celny rzut przez całe boisko bramkarza.

Na igrzyska?

System karania zawodników również znacznie różni się od "halówki”. – Główną ideą tego sportu jest gra fair play. Czasami jednak zdarzają się nieczyste zagrania. Są trzy stopnie karania szczypiornistów. Zaczynamy od upomnienia ustnego. Za następny faul zawodnik zostaje wykluczony z gry do czasu wejścia w posiadanie piłki przez jego drużynę. Jeżeli to nie skutkuje, to wyrzucam niesfornego piłkarza z boiska. Na boisku nie ma miejsca na agresywną grę – zaznacza Brehmer, która niedawno wróciła z World Games na Tajwanie, gdzie prowadziła mecz finałowy pomiędzy Brazylią a Węgrami. – Niestety, ale jeszcze nie zyskaliśmy statusu dyscypliny olimpijskiej, dlatego musimy startować na World Games, czyli igrzyskach sportów nieolimpijskich.

Na szczęście, prowadzone są rozmowy z Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim na temat wprowadzenia piłki ręcznej plażowej do programu Igrzysk Olimpisjkich w 2016 roku. Finał na Tajwanie był niesamowity, bo Brazylia to ojczyzna tej dyscypliny. – Poziom, jaki prezentowali "canarinhos” był niesamowity – wyjaśnia Brehmer.

Frekwencja zapewniona

Co ciekawe, w plażową odmianę szczypiorniaka można grać również w hali. – Najlepsze zespoły w Europie trenują w zimie w hali. Gra odbywa się wtedy na materacach, które imitują piasek – dodaje Demczuk.

– Mnie wystarczy gra na parkiecie. Bieganie po piasku strasznie męczy. Nie żałuję jednak tego, że spróbowałam gry na piasku, bo była to niesamowita zabawa – tłumaczy Agnieszka Tyda, rozgrywająca SPR Asseco BS Lublin, która wraz z koleżankami z ekipy mistrzyń Polski również pojawiła się w Nałęczowie.

– Mam nadzieję, że ten turniej sprawi, że ta niezwykle atrakcyjna odmiana piłki ręcznej zadomowi się również na Lubelszczyźnie – kończy Demczuk. Jedno jest pewne, jeżeli taka impreza zostanie odpowiednio wypromowana, to frekwencja na trybunach będzie zapewniona. Przynajmniej ze strony mężczyzn...
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!