wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Pisarze z Lublina: Żony nazywają nas hobbystami

Dodano: 29 września 2011, 11:36

Waldemar Michalski (Jacek Świerczyński)
Waldemar Michalski (Jacek Świerczyński)

Jak wygląda dziś lubelska przestrzeń literacka? – Istnieje nie tylko w wymiarze Lublina, ale całego regionu. Geografia literacka Lubelszczyzny jest bardzo ciekawa - uważa pisarz Waldemar Michalski.

Rozmowa z pisarzem Waldemarem Michalskim

• "Klucze i słowa” to tytuł pana najnowszej książki. Jaki jest do niej klucz?

– Zarówno słowa jak i klucze otwierają określoną przestrzeń, ułatwiają uzyskanie informacji, otwierają drzwi, drogi, tajemnice. Moja książka jest o lubelskiej przestrzeni literackiej. Pozwoliłem sobie przypomnieć nasze tradycje literackie sięgające Unii Lubelskiej. Warto przypomnieć, że kronikarzami Unii byli również lubelscy poeci, m.in. Kochanowski czy. Jan Ponętowski. Ten ostatni uczestniczył w sejmowym zgromadzeniu i zapisywał wierszem wszystko, co widział. Jego poemat "Sejm Walny Koronny Lubelski” jest wiernym kalendarium wydarzeń, które miały tu miejsce w lipcu 1569 r. Wydarzenia historyczne mają często odzwierciedlenie w literaturze są także źródłem inspiracji współczesnej literatury.

• Jak wygląda dziś lubelska przestrzeń literacka?

– Istnieje nie tylko w wymiarze Lublina, ale całego regionu. Geografia literacka Lubelszczyzny jest bardzo ciekawa. Prowincja w sensie czechowiczowskim, a więc pozytywnym, żyje bardzo aktywnie. Zacznę od Międzyrzecza Podlaskiego, w którym mieszka i tworzy poeta i prozaik Ryszard Kornacki. To niezwykle interesujący autor, także redaktor słowników regionalnych. Wokół siebie zorganizował krąg młodych literatów a Międzyrzec zasłynął jako miasto organizujące ogólnopolskie konkursy literackie im. Marii Konopnickiej.

• A pisarze, którzy zajmują się wyłącznie literaturą?

– Pojedźmy więc do Hrubieszowa. Tu mieszka Stanisława Burda, która wydała ponad 15 tomików wierszy. Ilustrował je przed laty słynny Wiktor Zin. Jej liryka jest bardzo delikatna, subtelna, dotyka spraw najważniejszych w życiu duchowym i emocjonalnym człowieka. Pani Stanisława jest seniorką życia literackiego regionu, ale osobą niezwykle aktywną literacko. Opublikowała niedawno tom wierszy w wersji polskiej i ukraińskiej, i promowała go w Sokalu, bo wiele tekstów dotyczy Matki Bożej pogranicza, czyli Sokalskiej.

• A Który z lubelskich prozaików zasłużył na pana uwagę?

– Jeśli mamy mówić o terenie, to przenieśmy się do Chełma. Wspomnę Longina Jana Okonia, także nestora chełmskiego i lubelskiego środowiska literackiego. Opiekuna młodych literatów i prozaika, autora bardzo popularnej trylogii o Indianach. Jednym z chełmskich pisarzy jest też Arkadiusz Sanin, który swoje doświadczenie emigracyjne przekłada na współczesną prozę. Chełmska Grupa LiteraCKA "Lubelska 36” jest bardzo aktywna i sporo w niej młodych ludzi.

• Młodzi chcą pisać?

– Chcą i piszą. Zajrzyjmy na przykład do Nałęczowa i Puław – ciągle omijamy bardzo aktywny pod tym względem Lublin – czyli do miast kojarzonych raczej ze spokojnym odpoczynkiem starszych osób w sanatoriach, oczywiście z Żeromskim i Prusem czy dworem Czartoryskich. Tymczasem w Nałęczowie wystartowała z bardzo interesującymi tomikami poetyckimi 18-letnia Ania Wójtowicz, a w Puławach Anna Magdalena Filipiak, także autorka kilku tomików poetyckich.

• W jaki sposób młodzi ludzie wydają swoje tomiki?

– No cóż… Szukają odpowiedniego wydawcy, także cierpliwego recenzenta, ale przede wszystkim sponsora, który sfinansuje wydanie tomiku.

• To dość frustrujące, że zamiast zarabiać, trzeba dopłacać do własnej twórczości.

– Niestety, tam gdzie mówimy o literaturze niekomercyjnej, tak to wygląda. Od lat trwa kryzys na rynku wydawniczym i czytelniczym, a najgorzej właśnie sprzedaje się poezja.

• Nie czytamy wierszy?

– Poezja to elitarna sztuka. Nawet Józef Czechowicz wydawał swoje tomiki w nakładzie 200 egzemplarzy. Rozdawał je znajomym. Teraz młodzi ludzie także wydają dla siebie i kręgu osób zainteresowanych poezją. A nie jest ich mało. Wydawca Norbert Wojciechowski obliczył nawet, że we współczesnych konkursach poetyckich w Polsce bierze udział każdego roku ok. 30 tysięcy młodych ludzi. Wielu z nich przestaje pisać, ale pozostają wrażliwymi czytelnikami.

• Ale przecież w literaturze chodzi o to, żeby wydawać książki i dotrzeć do jak największej grupy odbiorców. To, że nie mają takiej szansy, nie zniechęca do pisania?

– Oczywiście, że zniechęca. Często powoduje również "kryzysy osobowościowe”, depresję i inne smutne sytuacje. Mieliśmy taki rok, że w samym środowisku lubelskim samobójstwo popełniło kilku zdolnych, ambitnych literatów...

• To kwestia wrażliwości?

– Oczywiście. Nie dość, że twórcy nie radzą sobie z codzienną rzeczywistością, to napotykają jeszcze na mur, który nie pozwala im rozwijać talentu. Czynnik materialny odgrywa tu znaczącą rolę, ale nie tylko. Uprawianie literatury to skazanie siebie na nieustanną pracę w samotności, często także przy braku akceptacji środowiska, a nawet rodziny.

• Mówiąc wprost: nie da się przeżyć z pisania?

– Nie ma mowy, żeby przeżyć z pisania niekomercyjnego. W Polsce udało się to może 10 osobom: Miłoszowi, Różewiczowi, Szymborskiej...

• Wróćmy do środowiska lubelskich literatów.

– Jest ono skupione wokół dwóch organizacji: Związku Literatów Polskich i Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Nalezą do nich osoby, które mają na koncie znaczący dorobek literacki. Ale każdy z nich ma jakąś pracę, literatura nie jest ich jedynym zajęciem. W obydwu lubelskich organizacjach literackich jest ponad 50 osób. Chętnie uczestniczymy w spotkaniach autorskich w bibliotekach, szkołach, domach kultury. Krótko mówiąc jesteśmy do dyspozycji czytelników...

• Czy są tu osoby, które odniosły komercyjny sukces, żyją z pisania?

– To się zdarza sporadycznie. Wspomnę Wojciecha Próchniewicza, czy Zbigniewa Włodzimierza Fronczka, którzy wydają często swoje książki i można powiedzieć, że z tego żyją.

• Jest jeszcze Marcin Wroński, autor serii o komisarzu Maciejewskim. Chyba warto o nim wspomnieć, gdyż jego książki nie tylko odniosły sukces, ale też promują Lublin.

– To także wyjątek. Inni lubelscy autorzy muszą sami szukać sponsora, żeby wydać książkę. To dotyczy zarówno doświadczonych pisarzy, jak i debiutantów. Śmieję się, że żony nazywają nas hobbystami. Ale choć życie literata nie jest łatwe i przypomina działalność misyjną, to nasze środowisko jest naprawdę bardzo duże i aktywne.

• Ale czy nie jest ono – przepraszam za sformułowanie – stare?

– Rzeczywiście, w organizacjach twórczych średnia wieku to 50-60 lat. W tym wieku dochodzi się do spełnienia warunków przynależności do organizacji literackiej, czyli wydania 4 książek. Ale mamy też młodych ludzi. W kwartalniku literackim Akcent, którego jestem sekretarzem redakcji, wyławiamy takie młode talenty. Młodzież przysyła do nas swoje teksty, a my bardzo dokładnie się nad nimi pochylamy. Oczywiście, jeśli utwór jest dobry – idzie do druku. To jest "narybek” środowiska literackiego. Zapraszamy autorów, rozmawiamy z nimi, przekazujemy uwagi, wskazówki. Staramy się ich zachęcać do pisania i wskazywać, jak to robić. Wymienię tu młodych po "Akcentowych” publikacjach: Anię Goławską, Wojciecha Sołtysa, Maksymiliana Dymitra Czornyja i innych Notabene Ania Góławska jest także podróżniczką, wydaje przewodniki po Włoszech.

• Kim są młodzi debiutanci?

– Mają od 16-25 lat, pochodzą z całego regionu. Piszą wiersze, opowiadania, eseje, próbują form powieściowych. Ostatnio mieliśmy 16-letniego debiutanta. To właśnie w "Akcencie” debiutowali swoimi wierszami m.in. ksiądz Wacław Oszajca, Eda Ostrowska, czy Andrzej Niewiadomski, dziś znane postaci w literackim świecie.

• Jakie znane nazwiska odnajdziemy jeszcze w pana książce?

– Jest ich sporo. Wspominam pisarzy, którzy mieli związki z naszym regionem: ksiądz Jan Twardowski przyjeżdżał na wakacje do Kazimierza, Parczewa czy Chełma. Edward Stachura studiował w Lublinie romanistykę na KUL, Zbigniew Herbert odpoczywał w Kazimierzu i przyjeżdżał na spotkania autorskie do Muzeum Czechowicza. Bolesław Taborski z Londynu pojął za żonę piękną puławiankę. Legenda i literatura chodzą w parze. Dlatego życie literackie jest piękne i ciekawe. Staram się to pokazać w swojej książce "Klucze i słowa”.

• Gdyby miał pan wymienić osoby, które dziś są literacką wizytówką Lubelszczyzny, to byłyby to…

– Jeśli chodzi o poetów to niewątpliwie Elżbieta Cichla Czarniawska, Maria Józefacka, Eda Ostrowska i Bohdan Zadura. Wśród prozaików natomiast Bohdan Królikowski, Stanisław Popek, Bernard Nowak i Marcin Wroński. Jednak bezdyskusyjnym ambasadorem Lublina w kraju i na świecie jest wydawany od 30 lat kwartalnik "Akcent”.
Czytaj więcej o:
Użytkownik niezarejestrowany
Gość
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (29 maja 2016 o 13:05) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Szanowny Beton Prowincjonalny czyli Piernaty z Lublina.
Rozwiń
Gość
Gość (2 października 2011 o 08:59) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
RADA JĘZYKA POLSKIEGO przy POLSKIEJ AKADEMII NAUK
Warszawa ,dnia 6 lipca 2011 roku nr pisma RJP-183/W/2011


Szanowny Panie,
Lubelszczyzna to 'ziemia lubelska', a nie 'wojewódzwto lubelskie'. Wyraz ten
postwał przez dodanie do przymiotnika lubelski przyrostka -yzna,
wskazującego na jakiś obszar. Podobnie zostały utworzone nazwy:
Opolszczyzna ('ziemia opolska'), Słowiańszczyzna ('ziemia słowiańska'),
Wileńszczyzna ('ziemia wileńska'), Suwalszczyzna ('ziemia suwalska'),
Kielecczyzna ('ziemia kielecka') oraz wiele innych.
Łączę wyrazy szacunku
/-/ dr Katarzyna Kłosińska
Sekretarz Rady Języka Polskiego przy Prezydium PAN.

Autorko myśl co piszesz i nie obrażaj Profesorów nauki i zapamiętaj sobie raz na zawsze mańiacki człowieku,że województwo nie jest lubelszczyzną,a wspomniany Pan OKOŃ jest przedstawicielem ZIEMI CHEŁMSKIEJ,a nie lubelszczyzny.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!