środa, 18 października 2017 r.

Magazyn

Po drugiej stronie obrazu

  Edytuj ten wpis
Dodano: 10 maja 2007, 18:37

Ojciec był artystą malarzem. Syn zapowiadał się na artystę ale pokochał stadninę i konie. Wspólną wystawę Stefana i Jacka Sarneckich można oglądać w Lublinie.

Stefan urodził się w 1906 roku, Jacek w 1948.
- To najwcześniejsze wspomnienia z dzieciństwa: zapach farby, blejtramy, a nad moją głową rozmowy o sztuce i kolejnych projektach - wspomina Jacek Sarnecki. - Mieszkaliśmy w sześć osób, rodzice, brat, dwie siostry i ja w niewielkim mieszkaniu. Jeden z pokoi był jednocześnie pracownią ojca. Pamiętam jak gdzieś na rogu stołu odrabiałem lekcje, bo cały był założony rysunkami i pracami ojca. To było przy Narutowicza 51, w kamienicy z cukiernią. Jej właścicielką była moja ciotka, Antonina Grygowa, której imieniem nazwano w Lublinie jedną z ulic. Dzięki ciotce rozproszona po Polsce rodzina zamieszkała w jednym domu.
Antonina Grygowa wraz z córkami prowadziła piekarnię. W czasie II wojny światowej zyskała przydomek "Mateczka”, bo jak informują historyczne źródła, zasłynęła z pomagania więźniom na Majdanku.

Surowy nauczyciel

Mały Jacek był dumny, że może chodzić do sal Biura Wystaw Artystycznych na wernisaże i oglądać prace ojca. Nic dziwnego, że sam próbował malować. - Na odwrotnej stronie blejtramów - przyznaje autor, który dziś ma w dorobku kilkaset płócien. - Ojciec był bardzo surowym nauczycielem, korygował błędy. Koledzy ojca też oglądali moje prace.
Przez mieszkanie Sarneckich przewijało się środowisko artystyczne ówczesnego Lublina. Począwszy od Zenona Kononowicza, Władysława Filipiaka, Piotra Wollenberga po Marię Mieszkowską-Urban i wielu innych.
Lata ‘50 i ‘60 ubiegłego stulecia. Stefan Sarnecki z innymi plastykami projektował i robił elewacje odnawianych staromiejskich kamienic. Jeździł do Zamościa, gdzie pracował przy renowacji zabytków. Projektował wnętrza kościołów na Lubelszczyźnie. - Do dziś na Rynku w Lublinie kamienice za Czarcia Łapą mają zdobienia robione przez ojca i jego znajomych. Wiele prac przepadło. Na przykład razem z likwidacją lokalu Fafik przy al. Racławickich zlikwidowano wystrój, który projektował - opowiada Jacek Sarnecki.
Sarnecki od blisko 30 lat mieszka w Warszawie, ale lubelskich sentymentów wyzbyć się nie może.

Balcerowicz musi odejść?

Do stolicy trafił z powodów rodzinnych; nie artystycznych. Owszem, miał zdawać na Akademię Sztuk Pięknych ale zbyt późno pojechał do Warszawy z teczką prac. Było już po terminie. - Wymyśliłem, że gdzieś przeczekam rok i będę próbował znów - wspomina. - Lubiłem przyrodę i dlatego złożyłem papiery na Akademię Rolniczą w Lublinie. A tam był staż w Białce. No i wsiąkłem. Konie mi tak zawróciły w głowie, że zapomniałem o egzaminach na ASP i malarstwie. Kilkanaście lat w ogóle nie brałem do ręki ołówka ani pędzla. Co na to ojciec? Uznał, że to może nawet lepiej, profesorowie mnie nie zepsują, a jak będę chciał malować to i tak mogę. Wiedział, że artyście ciężko jest utrzymać rodzinę. Zootechnikowi powinno to przyjść łatwiej.
Teraz zootechnik, ojciec trojga dzieci i dziadek dla trojga wnuków przyznaje, że po pierwsze jest niespełnionym rzeźbiarzem. Po drugie wskazuje Leszka Balcerowicza jako sprawcę powrotu do sztuki. Reformy gospodarcze sprawiły, że zootechnik miał więcej czasu. I tak między 2000 a 2005 rokiem powstało kilkaset płócien.

100

Podczas słynnej Wystawy Impresjonistów w 2001 roku jego pastel "Mostek z kaczeńcami”, jako jedna z nagrodzonych prac w konkursie plastycznym, zawisła w Muzeum Narodowym.
- Od paru lat próbuję również swoich sił w małych formach literackich, pisząc wiersze i krótkie opowiadania. Moje "Wspomnienia” zajęły w 2004 roku pierwsze miejsce w internetowym konkursie - chwali się.
Do wspólnego pokazania swoich prac przymierzali się z ojcem kilka lat. Nie udało się - Stefan Sarnecki zmarł w zeszłym roku. Miał sto lat.
- Jeśli chodzi o pastele jestem samoukiem. Nigdy mnie nikt tej techniki nie uczył. Ojciec też jej nie stosował. Proszę sobie wyobrazić 95 letniego malarza, który każe sobie kupić pastele i zaczyna ich używać. A tak zrobił ojciec... Na wystawie w Lublinie są bardzo dobre pejzaże jakie wykonał tą techniką - mówi syn, który doprowadził do organizacji w Wojewódzkim Ośrodku Kultury prezentacji obrazów swoich i swojego mistrza.


  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!