niedziela, 25 czerwca 2017 r.

Magazyn

Po drugiej stronie radia

Dodano: 20 czerwca 2002, 17:48

Wojciech Kanadys, Edyta Łysiak i Małgorzata Żurakowska (na drugim planie) w R2, czyli reżyserce
Wojciech Kanadys, Edyta Łysiak i Małgorzata Żurakowska (na drugim planie) w R2, czyli reżyserce

Dla radiosłuchacza dziennikarz to przede wszystkim głos. Zwykle spokojny i rzeczowy, ale czasem łamiący się z emocji. Na przykład wtedy, gdy trzeba przekazać informację o tragedii w Nowym Jorku, a na Manhattanie mieszka ktoś bliski. Albo gdy dziecko ginie
w wypadku. Albo gdy powodzianie czekają na ratunek. Głos dziennikarza radiowego gra w wyobraźni słuchacza. Reszta może ukryć się w komforcie anonimowości

Kto pamięta, że w tym samym roku, w kamienicy przy ul. Chopina w Lublinie pojawiło się radio "Pszczółka”? Stanisław Fornal opisuje tę rozgłośnię bez szczególnego entuzjazmu. Czego się jednak można było spodziewać w owych czasach?

Jaka demokracja - takie radio

Historię lubelskiej radiofonii przyjęto więc rozpoczynać od pojawienia się Adama Tomanka. W "Antenach nad Bystrzycą” przedstawiono to tak: Radiowęzeł miejski ulokowano w piwnicy budynku przy Krakowskim Przedmieściu 30. Poziom audycji trwających godzinę dziennie odpowiadał podobno poziomowi umiejscowienia bazy nadawczej. Rozpoczęto więc poszukiwania kogoś odpowiedniego do mikrofonu. Znaleziono go w osobie smukłego, ciemnowłosego studenta UMCS, który miał już za sobą pewne doświadczenia z pracy w kółku radiowym Liceum Handlowego im. Vetterów, a ponadto po amatorsku muzykował i recytował. 15 maja 1949 roku dano mu na piśmie angaż na stanowisko spikera-biuralisty. Młodzieniec ów nazywał się Adam Tomanek.
Jednak dopiero 20 września 1952 roku mógł wygłosić inauguracyjne "Tu Polskie Radio Lublin”. Później były przemówienia, muzyka, a wszystko z taśmy. Nic na żywo. Jaka demokracja - takie radio. Każde słowo musi być rozważone, autoryzowane, ocenzurowane. Takie były czasy.
I takie anegdotki:
1 maja, galówka na placu Litewskim, reporter rozpoczyna relację: - Piękną mamy dziś pogodę, wokół świeżą zieleń, ulice wspaniale udekorowane. Na frontonie poczty głównej wiszą przywódcy ludowego państwa... Nie kończy relacji, ponieważ podchodzą doń obywatele w charakterystycznych prochowcach. Prawda - nieprawda, ale zabawne. I wyjaśnia bezpieczną zasadę emitowania programów nagranych wcześniej na taśmę.

Radiowcy pielęgnują tradycję

- To magnetofon Mistrza - mówi Magda Grydniewska, z atencją pokazując zabytkowe urządzenie, bo wiadomo, że Mistrz to Adam Tomanek. - Jeszcze go używa, on jeden, reszta dziennikarzy korzysta z elektronicznego zapisu dźwięku na dyskietkach i przetwarzania go na komputerach.
Bezpieczny status stacji państwowej i jedynej minął. Teraz

trzeba powalczyć o słuchacza.

Wie o tym i prezes, i młodzi reporterzy. Muszą być nowocześni, muszą działać szybko, a przy tym sprostać oczekiwaniom słuchaczy i reklamodawców. Chcą muzyki rodem z "barachołki” - no to ją mają. Budka Suflera odeszła ze "Snów o dolinie” w stronę dyskoteki. Co i rusz słychać piosenkę: "To ja, to dla ciebie gram, Radio Lublin.” Każdemu według potrzeb. Dzieciom - "Jasiek”, kibicom - sport, intelektualistom - wyrafinowana muzyka i literatura, wszystkim - informacje.
- I ile można się w naszej pracy nauczyć! - cieszy się Magda Grydniewska. - Ja, na przykład, dowiedziałam się ostatnio, że zwykły chrabąszcz majowy nosi naukową, pięknie brzmiącą nazwę Melalontha-melalontha.
Jak mówią jej koleżanki, nie jest sztuką zrobienie dobrej informacji z wielkiego wydarzenia. Wystarczy być w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu. Sztuką jest interesujące przedstawienie spraw nie mieszczących się w kręgu wielkich zdarzeń. Takich jak ta, że w puławskich "Azotach” pojawiły się gęsi gęgawy i inne ptaki, co oznacza, że zakład rzeczywiście nie zanieczyszcza środowiska. Do tego jednak trzeba mieć zaprzyjaźnionego inżyniera z wykształcenia i ornitologa z zamiłowania - Stanisława Iwańczuka.
- Ratuje nas to, że jesteśmy prowincją, radiem regionalnym, na które nie ma politycznych nacisków - twierdzi Ania Strycharzewska. - I nie ma tu takiej wielkiej presji jak w innych, większych ośrodkach, gdzie konkurencja wyzwala wrogość między dziennikarzami.

U nas jest jeszcze spokojnie.

Być może rodzinna atmosfera bierze się stąd, że w rozgłośni lubelskiej pracowali dziennikarze połączeni nie tylko węzłami zawodowymi: Bieniaszkiewiczowie, Borowikowie, Brzezińscy, Chromcewiczowie, Frycowie, Gołofitowie, Kanadysowie, Olkowie, Rogowscy, Stypułowie, Tyzyńcowie, Wierzchoniowie i Wolscy.
A może ta atmosfera trwa dlatego, że - jak każdy porządny dom - rozgłośnię również otacza piękny ogród, dowodzący swą urodą, że poprzedni prezes, Janusz Winiarski, ma duszę nie tylko radiową, ale i ogrodniczą? A może dlatego, że radio, mimo różnych historycznych okoliczności, potrafi pielęgnować tradycję i szanować Mistrzów?
Adam Tomanek wciąż ma swój, zabytkowy już, magnetofon. Może nawet zachowały się gdzieś kable, po które na kraniec Polski leciał samolotem we mgle radiowiec i pilot Tadeusz Tłuczkiewicz...
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!