sobota, 18 listopada 2017 r.

Magazyn

Podróż na krańce świata

  Edytuj ten wpis
Dodano: 19 grudnia 2004, 20:55

To była wyprawa ich życia. Sebastian Greszta i Krzysztof Dziuba, podróżnicy z Zamościa, w 45 dni przejechali na motocyklach 19 tysięcy kilometrów. Często po bezdrożach Mongolii i Chin

- Największa przygoda to zdecydowanie Mongolia - mówi Sebastian Greszta. - Spokój, cisza, wiatr i szybujące wysoko ptaki - wylicza jednym tchem. - W ciągu jednego dnia zobaczyć można pustynię, góry, lasy i wąwozy. Wspaniali ludzie, piękne klimaty. Coś wspaniałego.

Przygotowania

do wyprawy trwały dwa lata. - Najtrudniej było przekonać żonę i córeczki - wspomina Sebastian.
Ma 31 lat. Z wykształcenia jest inżynierem budownictwa. Wraz z młodszym o rok Krzysztofem Dziubą, zamościaninem, który na stałe mieszka w Londynie, gdzie zarządza własną firmą budowlaną, wybrali się w lipcu w podróż do Chin. Miał z nimi jechać kolega z zamojskiego ogólniaka, ks. Tomasz Źwiernik, ale obowiązki duszpasterskie zatrzymały go w Zamościu.
W podróż wyruszyli na motocyklach BMW GS 1150, maszynach przeznaczonych specjalnie na dalekie wyprawy. Z rzeczy osobistych wzięli po kilka par slipek i skarpetek, szczoteczki i pastę do zębów oraz mydło. Nie zapomnieli o tabletkach do uzdatniania wody i odbudowujących florę bakteryjną żołądka. Granicę z Białorusią przekroczyli w Terespolu.

Przez Rosję

jechało im się bardzo dobrze, choć nie uniknęli przykrych niespodzianek. W drodze do Kazachstanu, jakieś 1,5 tys. km od Moskwy, milicja oskubała ich z pieniędzy. - Zabrali nam dokumenty i chcieli za ich zwrot ok. 40 dolarów - wspomina nasz rozmówca. - Dostali pieniądze, ale przejechaliśmy około 10 km i na drodze stał już następny patrol. Wiadomo po co...
Na syberyjskiej drodze spotkali m.in. Czecha, który na rowerze wybrał się w podróż dookoła świata. Spali w tanich hotelach (w Rosji - jak podkreśla Sebastian - tylko z nazwy), w namiocie i pod gołym niebem.

Bezkresne przestrzenie

i niezbadane tereny widniejące na mapie jako białe plamy. To Mongolia, w której od razu się zakochali. - Zdecydowanie najtrudniejszym etapem podróży była Pustynia Gobi - wspomina Sebastian. - Zamierzaliśmy przejechać przez całą pustynię, ale skończyło się na kawałku. To teren strasznie kamienisty. Czasami jechaliśmy, jak po wyschniętych korytach rzek.
Wcześniej pokonywali dziennie nawet 300-400 km, ale w Mongolii były dni, że po przejechaniu 50-70 km po terenie górzystym byli tak zmęczeni, iż po "rzuceniu czegoś na ruszt”, zasypiali.
- Bywało, że jechaliśmy dwa dni i nie spotkaliśmy człowieka (w Mongolii na kilometr kwadratowy powierzchni przypada zaledwie jedna osoba; dla porównania: w Polsce 119, a w Holandii 377).

W sklepach

mongolskich zauważyli mnóstwo towarów z Polski. Najdroższa jest tam pepsi, za którą trzeba zapłacić tyle, co za cały zbiornik paliwa. - Ale paliwo też było tam bardzo drogie - mówi Sebastian.
Ze starszymi obywatelami dogadywali się po rosyjsku, z młodymi rozmawiali po angielsku. - Nierzadko rozmawialiśmy po polsku, bo - jak się szybko okazało - sporo Mongołów studiowało w latach 80. w naszym kraju - wyjaśnia nasz rozmówca. - Ziemia jest tam mało urodzajna, klimat surowy, więc ludność żyje głównie z wypasu bydła: jaków i wielbłądów. Mieszkają w jurtach. Tam, gdzie kiedyś stały kołchozy, nikt nie mieszka.
Stolica Mongolii, Ułan Bator, kojarzy mu się ze znakomitym serialem Stanisława Barei "Alternatywy 4”. - Wszędzie betonowa płyta, zero zabytków - wspomina. - Ale ludzie naprawdę świetni.
I jeszcze ciekawostka. Mimo że w Mongolii obowiązuje ruch prawostronny, większość samochodów ma kierownicę z prawej strony (auta trafiają tu z Japonii i Hongkongu, gdzie jeździ się lewą stroną drogi).
W Mongolii spotkali dwóch Polaków, którzy przemierzali ten kraj na... rowerach. Do Chin wjechali pociągiem. Motocykle woleli zostawić w Mongolii. Odwiedzili Pekin, nie mogli nie zobaczyć chińskiego muru.

zahaczyli o Bajkał. Latali na motolotni. Później, m.in. przez Sumy, rodzinne miasto kandydata na prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki, wrócili do Zamościa. •
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!