poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.

Magazyn

Podziemny maraton

  Edytuj ten wpis
Dodano: 6 kwietnia 2006, 11:26

Jak żona widzi, że siedzę przed telewizorem, to jest zdziwiona. – Nie biegasz, pyta z wyrzutem. I już mnie nie ma – opowiada Marek Bisek. Człowiek, który biega w kopalniach. Owszem, jest górnikiem z Łęcznej, ale biega w podziemnych sztafetach.


Marzec, kopalnia soli w Bochni. Raz do roku, w nieczynnym szybie, 212 metrów pod ziemią stoi 140 osób. Wszystkie w szortach i sportowych spodenkach. Wszyscy w 4-osobowych zespołach. Lubelszczyznę reprezentują Marek Bisek, Marek Podlipny, Jan Szczypek oraz Leszek Kot, czwórka górników z Łęcznej.
Bieg zawsze zaczyna się w sobotę o godz. 14, a kończy... w niedzielę o 2 w nocy. Zawodnicy biegają po pętli długości 2420 metrów pomiędzy szybami Sutoris i Campi.
– Jako debiutanci podeszliśmy do zawodów z marszu, bez specjalnego przygotowania – opowiada Marek Bisek. – Czuliśmy lekką tremę przed tym biegiem.
Górnicy zaczęli spokojnie. Bieg w Bochni to nie tylko ogromny wysiłek fizyczny, ale także taktyka. Odpowiednie rozplanowanie sił jest kluczem do sukcesu. 12 godzin w gotowości, skrajne zmęczenie, kolejne kilometry w nogach. – Na początek przyjęliśmy taktykę, że każdy robi po trzy pętle. Po starcie ekipy zaczęły się tasować. Pierwsze parę godzin biegaliśmy w środku stawki, w drugiej dziesiątce – opowiada Marek Bisek.
Taktyka była dobra, bo z upływem czasu lubelska ekipa zaczęła się przesuwać do przodu.
Bocheńska impreza to święto ludzi kochających bieganie. W Łęcznej grupa zapaleńców-górników od lat właśnie w ten sposób realizuje się w wolnym czasie. Są skupieni wokół Stowarzyszenia Miłośników Sportu „Maratończyk”. – Pomaga nam kopalnia, dotując naszą pasję – mówi Bisek. – Startujemy w maratonach, półmaratonach. Jeździmy po całej Polsce. Jak już bieganie wciągnie, to trudno się z nim rozstać – dodaje Marek Bisek.
Bieg w Bochni był nowym wyzwaniem. W połowie zawodów dopadł ich jednak kryzys i zmienili taktykę. Zamiast trzech, przeszli na dwa okrążenia. – Po kilku godzinach trzeba odpocząć. Biegaliśmy na poziomie minus 212 metrów, a jeszcze niżej była wielka komora z miejscami noclegowymi – mówi Marek Bisek. – A tam pół godziny w śpiworze i znowu w trasę. Tyle że na górę trzeba się było wspinać po schodach. Męczarnia.
I jeszcze chipa trzeba dźwigać... Każdy zawodnik miał go przy sobie. Na każdym okrążeniu trzeba było przebiec po macie z czytnikiem. Dzięki temu system informatyczny mierzył liczbę okrążeń pokonanych przez drużynę. – O północy zaczęliśmy się zbliżać do pierwszej dziesiątki. Wylaliśmy resztki potu i rzutem na taśmę zajęliśmy 9 miejsce – cieszą się lublinianie.
Niezły wynik jak na debiut i 35 drużyn.
W 12 godzin pokonali 71 okrążeń, czyli 172 km. Zwycięzca – Chemia Hurt Rybnik – miała w nogach 83 okrążenia, czyli ponad 201 kilometrów.
Paweł Puzio
Już można się zgłaszać na przyszły rok. Na zgłoszenia organizatorzy czekają od 20 stycznia 2007 roku. Więcej informacji na www.bochnia/sztafeta.pl
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!