poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.

Magazyn

Pokaz przedpremierowy

  Edytuj ten wpis
Dodano: 23 lutego 2006, 12:05

Jeden z najdłużej budowanych budynków w Polsce. Czołówka najbardziej nietrafionych inwestycji w kraju. Na jego otwarcie czeka już drugie pokolenie lublinian. Monumentalny, ogromny i... wciąż niedokończony. Teatr w Budowie jest już budowany od 32 lat! Czy kiedykolwiek doczekamy się premiery?

Ogromne, pięciometrowe, metalowe drzwi otwierają się z trudem. Widać, że nie zagląda się tu często. - Jesteśmy z tyłu sceny - mówi Jerzy Górniak z Zakładu Administrowania Nieruchomościami. - To mechanizm sceny obrotowej.
Przed nami ogrodzona barierkami okrągła konstrukcja; dwadzieścia metrów średnicy. Stoi na betonowych słupach opartych o fundamenty. Te ostatnie wkopano na 15 metrów w głąb ziemi. Akustyka znakomita. Ale żeby zobaczyć drugą część sceny, musimy wyjść na zewnątrz budynku. - Kiedy kończyły się prace, zamurowano przejście, żeby zabezpieczyć scenę obrotową - tłumaczą pracownicy ZAN.

Bereto-szalik z rękawami

Lublin kilkakrotnie był stolicą. Niedoszłą szlacheckiej Rzeczypospolitej. Wstydliwą tej Drugiej. Sztandarową tej Ludowej. A stołeczne miasto zasługiwało na prezent. W latach 70. najwyższą nobilitacją nie były już fabryki czy huty. To właśnie w czasie propagandy sukcesu wymyślono prawdziwy kombinat sztuki. Istny "bereto-szalik-z rękawami”. W Kozim Grodzie miał powstać wielki ośrodek telewizyjno-teatralny, godnie znoszący sąsiedztwo Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Ot, taki symbol "nowego artyzmu”.
Szybko rozpoczęto prace na półhektarowej działce. Fundamenty, mury, zadaszenie. 10 tysięcy metrów kwadratowych powierzchni czekało już tylko na wykończenie. Tymczasem Karol Wojtyła zostal papieżem, Lech przeskoczył mur w stoczni. Władzom nie w glowie był jakiś teatr. Budowa stanęła.
Kilkunastometrowe, w zamierzeniu okna teatralnego foyer, straszą przechodzących Alejami Racławickimi lublinian. Na placu 30-letniej budowy ogromne skrzynie. - To elementy klimatyzacji; gotowe do zamontowania - mówi Jerzy Górniak. - Stoją tu od kilkunastu lat.
Wokół pozostawione narzędzia. Jakiś kask, przysypany dziesięcioletnim kurzem. Po schodach idziemy na widownię. Mijamy kompletnie zamontowane przewody klimatyzacyjne i wentylację. Wszystko przygotowane do wykończenia marmurem, granitem, boazerią, terakotą.

W mury wkracza życie

Przebudzenie przyszło wraz z odrobiną normalności. Duszące się w obcych klitkach filharmonia i Teatr Muzyczny, jednostki samorządu województwa, żebrały o miejsca, w których mogłyby pokazać swe możliwości. Dzięki nagłemu i niespotykanemu zrywowi osób z branży, rozsądnych osób z kręgów władzy i naciskowi opinii publicznej - nagle teatr i filharmonia zaczęły rosnąć. W ciągu kilku lat w obiektach przy ul. Skłodowskiej znalazły swe miejsca główne instytucje kultury województwa lubelskiego.
Nie był to jednak koniec, lecz początek kłopotów. Oddawane pokój po pokoju pomieszczenia nie były inwentaryzowane. Teatr Muzyczny urzędował w pomieszczeniach formalnie nie oddanych do użytku. Umieszczenie w sali filharmonii wspaniałych organów wymusiło u teatralnych sąsiadów postawienie na scenie potężnych filarów, doprowadzających do bólu głowy każdego scenografa. Uff... Telewizja Lublin, która miała mieć w teatrze studia nagrań, wołała postawić własny budynek.

Teatr sprzedam

A wokół teatru rosły problemy. W 2004 r. niedokończona ruina trafiła na listę nieruchomości przeznaczonych do sprzedaży. Za 10,6 mln zł. - Co najmniej trzech poważnych lubelskich prawników i bizensmenów interesowało się teatrem - mówią pracownicy Urzędu Marszałkowskiego. Wśród zainteresowanych wymienia się m.in. Jarosława Urbana, Wiesława Peciaka i grupę przedsiębiorców zgromadzonych wokół mecenasa Ryszarda Kochana. Niestety, okazało się, że pomimo przeszło 30 lat budowy cała inwestycja jest całkowicie nieprzygotowana do sprzedaży.
Teatr Muzyczny działał bez zgody na użytkowanie, nikt nie znał rzeczywistej powierzchni zajmowanej przez poszczególnych najemców. Mało tego! Teatr stoi na działce o nieuregulowanym statusie własnościowym. Niektórym politykom włosy stanęły dęba: Nie będzie kasy!

Ruina nie runie

Stoimy na widowni, w miejscu, gdzie miano zamontować blisko 1500 foteli dla publiczności. Przed nami ogromna scena. - Zabrakło im dwóch lat - mówi Jerzy Górniak. - Zmienił się ustrój i budowę wstrzymano.
Wysoko w górze pęka już strop. Dach jest dziurawy. Dookoła rusztowania i wysięgniki do zamontowania jupiterów. Brakuje jedynie dwóch balkonów; lóż honorowych dla gości teatru.
Kręte blaszane i nieco zardzewiałe już schody prowadzą na samą górę. - Jesteśmy w miejscu dla obsługi technicznej sceny - tłumaczy Górniak.
Dopiero pod samym dachem Teatru w Budowie widać ogrom niedokończonego budynku. Żelbetowe belki stropu już zaczynają rdzewieć. - Trzeba byłoby oczyścić - mówi pracownik ZAN. - Ale to porządna konstrukcja. Nie zawali się tak, jak te nowoczesne hale.

I stało się światło

Teraz pomysł zagospodarowania gmachu znalazł niemal jednogłośne poparcie sejmiku i stał się sztandarowym hasłem Zarządu Województwa kierowanego przez Edwarda Wojtasa. Budynek przy Racławickich ma stać się nie tylko sceną operową, ale i siedzibą przyszłej lubelskiej Akademii Muzycznej.
Na razie jednak teatr pozostaje przede wszystkim problemem ekonomicznym. Dziesięć milionów złotych przewidzianych na wstępne zakończenie budowy wystarczy ledwie na początek. Zabraknie jeszcze 20 mln. Te pieniądze można wywalczyć od Unii Europejskiej.
Trzeba tylko chcieć.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!