wtorek, 17 października 2017 r.

Magazyn

Prof. Gorzelak w woj. lubelskim: Wasza sytuacja nie jest łatwa

  Edytuj ten wpis
Dodano: 22 czerwca 2012, 12:56
Autor: Rafał Panas

 (Archiwum)
(Archiwum)

Rozmowa z prof. Grzegorzem Gorzelakiem, ekonomistą z Uniwersytetu Warszawskiego, który współpracuje przy przygotowaniu strategii rozwoju województwa lubelskiego.

• Uchodzi pan za pogromcę mitów dotyczących rozwoju regionów, w tym naszego.

– Staram się.

• Dlatego zapytam nieco prowokacyjnie. 19 czerwca dowiedzieliśmy się, że w grudniu z nowego lotniska pod Lublinem odleci pierwszy samolot do Londynu. Będą dwa rejsy w tygodniu. Czy otwarcie lotniska rzeczywiście ma znaczenie dla rozwoju regionu, czy jest może przereklamowane?

– Jeśli ktoś będzie tymi samolotami regularnie latał, to będzie to miało znaczenie. Pytanie, czy będą to tylko ludzie lecący do pracy w Anglii? Lotnisko otworzy zagranicę na region, ale czy otworzy obcokrajowców na wasze województwo?

• Krytykuje pan przewagę rolnictwa wśród innych gałęzi gospodarki w naszym województwie. Dlaczego?

– Ja nie jestem przeciwnikiem rolnictwa. W tym sektorze w województwie lubelskim pracuje po prostu za dużo ludzi. Produkcja na jednego pracującego jest mała i mała jest też wydajność na jeden hektar. Innymi słowy: gdyby mniej ludzi było rolnikami, a ziemia dawała lepsze plony, to byłoby to bardziej korzystne dla rozwoju regionu.

• Lublin jest miastem uniwersyteckim. Czy to przyniesie nam korzyści?

– To może być atut. Jednak nie będzie, jeśli wasze uczelnie będą kształcić ludzi, którzy nie znajdą pracy, będą więc sfrustrowani lub wyjadą, także za granicę. Jak podaje "Przegląd”, Ernst & Young przygotował opracowanie dla UMCS, mówiące, że studenci powinni być lepiej kształceni i na bardziej perspektywicznych kierunkach. Uczelnia podobno zapłaciła za to 200 000 zł – jakby sama nie mogła dojść do tak oczywistych wniosków. Jak pokazują wykonane już wcześniej ekspertyzy, struktura nauczania nie jest dostosowana do potrzeb rynku, poziom nauki też nie powala.

Korzystam teraz z indeksu Hirsha, który pozwala sprawdzać, jak cytowani są autorzy. Przyjrzałem się kilku naukowcom z waszego regionu i jest słabiutko. Koleżanka z EUROREG zajmuje się oceną potencjału akademickiego Lublina. Wstępne oceny nie są optymistyczne. Ponadto, miejscowa nauka ciągle jeszcze niewiele może dać lokalnej gospodarce. A ta z kolei niewiele od nauki oczekuje. I nie chodzi tu tylko o pieniądze, bo – jak wskazują badania prowadzone w skali europejskiej – najważniejsza jest organizacja, wzajemne zrozumienie, instytucje pośredniczące itd.

• Turystyka?

– Potencjał turystyczny Polski jest relatywnie słaby. Nigdy nie wiemy, czy wybierając się latem nad Bałtyk trzeba wziąć parasol i kalosze. Nie możemy równać się z Grecją czy Włochami, także z uwagi na ich dziedzictwo kulturowe. Oprócz turystyki wypoczynkowej bardzo ważna jest też turystyka biznesowa. W tej drugiej wygrywają duże, interesujące miasta: Londyn, Berlin, Paryż, a także takie, które mają jakieś wyjątkowo atrakcyjne obiekty – np. Bilbao ze swoim muzeum Guggenheima. Co w Lublinie powali na kolana ludzi, którzy widzieli już wszystko? Oglądanie ptaszków czy wielokulturowość to sprawy marginalne, interesujące niezbyt wielu ludzi. Ponadto ten, kto szuka odpoczynku w agroturystyce, zostawi u was niewielkie pieniądze. To nie jest coś, co napędzi gospodarczo region. Ludzie zażywają kuracji w Nałęczowie, konferencje odbywają się w Kazimierzu Dolnym, turyści zwiedzają Zamość – to wydarzenia punktowe, które nie ciągną całego regionu.

• Atut pogranicza, bramy Unii Europejskiej na Wschód?

– Dla województw z zachodniej Polski niewiele wynika z tego, że sąsiadują z Niemcami. Tym mniej korzysta lubelskie, które sąsiaduje z Ukrainą, która jest na niższym poziomie rozwoju. Kiedyś Ukraińcy kupowali w przygranicznych województwach meble, ale te też pochodziły w znacznej części z innych regionów kraju. Nawet turystyka seksualna się tu nie rozwinie – tak, jak miało to miejsce na granicy zachodniej (a jeżeli nawet – to po drugiej, ukraińskiej stronie granicy). Oprócz niewielkiego handlu i szmuglu niewiele z sąsiedztwa z Ukrainą teraz nie wynika. Oczywiście, możecie skorzystać z przygranicznego położenia: ale na wyższym poziomie. Piękna była idea Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego. Warto np. organizować wspólne przedsięwzięcia naukowe, prowadzić wspólne badania, wciągać Ukrainę do Unii Europejskiej. Tylko żeby to robić, to trzeba samemu być w Europie i mieć uczelnie na europejskim poziomie.

• Jesteśmy dumni z kopalni w Bogdance. Może to surowce naturalne będą naszym głównym kołem napędowym?

– Ceny surowców zależą od stosunków globalnych. Wielkie państwo, jakim jest Rosja, zależy od cen ropy. Jeśli baryłka kosztuje 70 dolarów, to ma kłopot, a jeśli 140 dolarów – opływa w luksusy. Kiedyś surowce skończą się i pytanie: co dalej? Monokultura i kształcenie młodych ludzi w jednym kierunku nie jest korzystne. Zagłębie Ruhry po zamknięciu kopalń stało się w Niemczech koncentracją relatywnej biedy, mimo ogromnych nakładów publicznych, jakie tam skierowano. Region nie powinien rozwijać się w oparciu o jeden czy dwa atuty.

• Rozprawił się pan z naszymi "atutami”. Jakie ma pan dla nas rady?

– Sytuacja województwa lubelskiego nie jest łatwa. To obszar przez stulecia strukturalnie upośledzony i – niestety – ciągle mało atrakcyjny dla zewnętrznych inwestorów. Czeka was powolny marsz, krok po kroku, bez większych nadziei na gwałtowny skok. Należy wspierać tworzenie miejsc pracy poza rolnictwem, szukać niszowych przewag konkurencyjnych w turystyce, nauce, szkolnictwie wyższym, eksploatacji zasobów. Większej nadziei na to, że dogonicie najbogatsze ośrodki w kraju nie ma. Jednak jeśli Polska będzie rozwijała się w tempie 4 procent rocznie, Warszawa w tempie ok. 6 proc., a lubelskie w tempie ok. 2–3 proc., to i tak będzie to szybciej niż średnie tempo wzrostu w Europie.

• Powtarza pan, że należy wspierać rozwój głównych ośrodków w kraju, a dopiero te będą "promieniowały” na słabsze gospodarczo części Polski.

– Wszystko zależy od tego, jaki jest cel. Jeśli celem jest rozwój kraju, to należy wspierać te miasta, które są lokomotywami rozwoju. Jeśli chcemy wspierać najbiedniejszych, to właśnie im pomagajmy, ale wtedy zapomnijmy o polepszeniu ogólnej sytuacji gospodarczej. Podobnie z regionami. Żeby rozwijać cały region, trzeba zająć się Lublinem i największymi ośrodkami miejskimi w województwie, a nie lokalnymi niszami biedy i zaniedbania. To się pewnie nie spodoba wójtowi małej gminy, np. spod Białej Podlaskiej, ale marszałek musi dbać o całe województwo. Zresztą wójt też nie będzie zajmował się każdym przysiółkiem, tylko zrobi porządną drogę do głównej wsi, zbuduje szkołę, dom kultury czy oczyszczalnię ścieków w siedzibie gminy. W regionie powinna następować koncentracja osadnictwa, bo im większy ośrodek, tym większe szanse na pracę i lepszy dostęp do placówek usług, w tym usług publicznych.

• Świetnie, tylko że marszałek Krzysztof Hetman jest jednocześnie politykiem, szefem PSL w regionie i musi zabiegać o głosy wyborców mieszkających właśnie na obszarach wiejskich.

– Ja nie jestem w skórze marszałka. Jestem ekspertem, który doradza i mówi: na podstawie obiektywnej wiedzy – pochodzącej także z doświadczeń innych krajów – z punktu widzenia rozwoju regionu trzeba zrobić to i to. Marszałek Krzysztof Hetman ma szerokie horyzonty, wie, jakie są możliwości i ograniczenia waszego województwa. Oczywiście, będzie pewnie miał rozterki wewnętrzne przed podjęciem ostatecznych decyzji.

• Marszałek mówi, że pana rolą jest przerysować i przesadzić, żeby władze województwa musiały spojrzeć bardziej praktycznie np. na turystykę. Bardzo pan przesadza?

– Niespecjalnie. Moje "przerysowanie” polega na tym, że mówię otwarcie, na podstawie swojej wiedzy, bez łagodzenia. Niektórzy eksperci mają tendencję do wygładzania stanowisk. Ja tego nigdy nie robię, czy rozmawiam z marszałkiem, czy z ministrem. Wolę żeby mnie szanowali za wiedzę i uczciwość, niż kochali miłością czystą, bo od tego są na tym świecie inne osoby.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Wa-wa
KK
Gość
(21) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Wa-wa
Wa-wa (25 czerwca 2012 o 13:49) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='Jan' timestamp='1340541001' post='641386']
Dobrze mówi pan profesor.

Ze swojej strony dodam, co zawsze powtarzam znajomym, że może i mamy dużo uczelni ale nie liczą się one w ogóle w kraju. Do naszych uczelni zjeżdża się młodzież z lubelskich wsi i to jest ich główna grupa docelowa.

Czy słyszeliście o mieszkańcu Wrocławia czy Warszawy, który zdecydowałby się przyjechać na studia do Lublina ze względu na wyższy poziom kształcenia? A gdzie tam!

Z moich obserwacji wynika, że jedyną dobrze kojarzoną poza Lubelszczyzną uczelnią z Lublina jest KUL, chyba dlatego, że po pierwsze jest dość unikatowy, a po drugie istniał już przed Wojną.


Jeśli chodzi o studentów z poza regionu, nasze uczelnie są być atrakcyjne jedynie studentów z krajów trzeciego świata (republiki Afrykańskie, Wietnam, Ukraina) ale nie jest to pomysł, który utrzyma rozwój całego miasta, szczególnie, że ww. obcokrajowcy wybierając Lublin kierują się kosztami utrzymania a nie poziomem nauczania.
[/quote]
Pana Profesora wypowiedż doceniam,swoją wiedzą uzasadnił i wskazał gdzie jest miejsce woj.lubelskiego,a nie lubelszczyzny niedouczony człowieku.Lubliniacy ze swoimi uczelniami bujają w przestworzach,a pijar medialny o Lublinie"och,ach" w porównaniu z możliwościami stał się utopią,zaś Profesor przedstawił realizm,z którego wynika,że stan obecny słabego regionu jest fatalny.Najpierw porządna nauka i ,stąpanie po ziemi może za kilkanaście lat lubelskie w noramalność zamieni.Więcej pokory i nie wyolbrzymiajcie samych siebie,bo pozostałe miasta,są również w potrzebie.
Rozwiń
KK
KK (25 czerwca 2012 o 11:12) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Profesor mówi to co ja dawno wiem ,rządy wsi i ludzi o tej metalnośći ,może jeden z drugim by może co i chciał ale mu polotu nie stracza bo mentalność nie pozwala i tzw.zdrowy chłopski rozum
Rozwiń
Gość
Gość (25 czerwca 2012 o 06:16) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Dobrze ktoś wcześniej napisał: poprawiajmy co się da. Wschód Polski jest zaniedbany przez wszystkie partie: służy tylko do nabijania głosów, bo frustratami z biednego regionu Polski łatwo manipulować przed wyborami. Podobnie jeśli chodzi o naukę: wielu naukowców ma w Lublinie wysoki poziom, ale uczelnie stoją w rankingach nisko, bo w Lublinie trudno o pracę, więc warszawiacy studiujący na warszawskich uczelniach otrzymują ją prędzej dzięki geografii, a nie dzięki wykształceniu. Profesor nie ma też racji w kwestii surowców naturalnych, jeszcze się nie wyczerpały i prędko nie wyczerpią, pojawia się szansa na następne (przynajmniej na to się liczy). Indeks Hirsha to mżonka - każdy naukowiec to wie. Wszystko zależy od tzw. networkingu. Współpraca przemysłu - przedsiębiorcy nie chcą sobie tym często zaprzątać głowy - a jeśli już, to chcieliby półdarmowych wykonawców mało odkrywczych rzeczy. Nie na tym powinna taka współpraca polegać.
Rozwiń
lublinianka
lublinianka (24 czerwca 2012 o 23:24) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A ja dziękuję Bogu że nie mieszkam w zasyfionej Wawie czy Wrocławiu.W Stanach tez są regiony rolnicze i nikt się tego nie wstydzi.Za to mozna sie wstydzić za takich tendencyjnych profesorków.Nie chcemy więcej wywiadów z tym panem
Rozwiń
poznaniak
poznaniak (24 czerwca 2012 o 22:46) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Cała prawda jaką napisał internaut POlak z godz 12.20 .Niestety duze miast buiorą haracz od malutkich nauczyli się kieddyś od mafii która brała haracz ze sklepów resteuracji czy hurtownu
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (21)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!