piątek, 18 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Przynajmniej w kajakpolo nam wychodzi

Dodano: 12 grudnia 2008, 16:18
Autor: Kamil Kozioł

Sport na Lubelszczyźnie to pojęcie lekko abstrakcyjne. Nie jesteśmy potęgą w grach zespołowych, niewiele znaczymy w dyscyplinach indywidualnych. Tak naprawdę, to gdyby nie sporty walki i piłka ręczna, to można by nas określić mianem sportowej pustyni.

Siłę Lubelszczyzny pokazały ostatnie igrzyska olimpijskie. Polska kadra liczyła 263 sportowców, a w niej znalazło się tylko dziesięciu z naszego regionu. Średnia liczba uczestników z województwa liczyła szesnaście, zatem byliśmy pod kreską.

Co to jest kata

A i tak o naszym olimpijskim starcie trzeba zapomnieć. Jedynie ciężarowcy - Robert Dołęga i Marzena Karpińska - byli w stanie wejść do czołowej dziesiątki. Można też cieszyć się z występu Zuzanny Mazurek, która pobiła rekord Polski na dystansie 100 m stylem grzbietowym. Reszta poniosła klęskę.

Nie samą olimpiadą jednak człowiek żyje; zejdźmy stopień niżej. Chlubą naszego regionu są zawodnicy uprawiający sporty niszowe. Mistrzostwo Europy kilka dni temu w bułgarskiej Warnie zdobyła karateczka Izabela Sularz. Zawodniczka Lubelskiego Klubu Karate Kyokushin startuje na co dzień w konkurencji kata. Mistrzostwo świata, tyle że wśród juniorów, w muay thai zdobyli bracia Tomasz i Adam Jasińscy. Zarówno Sularz, jak i Jasińscy są wybitnymi sportowcami, ale powstaje pytanie, ile osób zna zasady kata czy muay thai? Ilu ludzi widziało, chociaż raz zawody w tych dyscyplinach?

Kto wie o sukcesach

Podobnie jest z Karoliną Michalczuk, która kilka dni temu zdobyła w chińskim Ningbo złoto w mistrzostwach świata w boksie amatorskim (i o której piszemy na ostatniej stronie). Wprawdzie zasady boksu każdy zna, ale pięściarstwo amatorskie nie ma takiej rangi, jak zawodowe.

Nie odnosimy sukcesów w konkurencjach zespołowych. W najwyższej klasie rozgrywkowej w sportach zespołowych mamy tylko dwóch przedstawicieli: Azoty Puławy i SPR Asseco Lublin. Lublinianki są wielokrotnymi mistrzyniami Polski i regularnie występują w europejskich pucharach. Dodatkowo, większość naszych "złotek” stanowi podstawę kadry narodowej. Tak naprawdę, to jedyne zespoły, którymi możemy się szczycić.

Nawet szatnie okradli

Obrazem nędzy i rozpaczy są osiągnięcia piłkarzy. Próżno nas szukać w ekstraklasie, dlatego szczytem naszych marzeń są obecnie występy w pierwszej lidze (czyli drugiej), gdzie mamy dwóch przedstawicieli: Górnika Łęczna i Motor Lublin. Wielce prawdopodobna jest jednak zmiana tego stanu rzeczy na... gorsze, bo lubelski klub od kilku miesięcy stacza się po równi pochyłej i zmierza prostą drogą do jeszcze niższej ligi. Poza tym, od wielu lat miejscowi włodarze nie potrafią sobie poradzić z kibicami, którzy co rusz wszczynają burdy na stadionie.

Jakby problemów było mało, to w ostatnim czasie ktoś okradł szatnię piłkarzy i zabrał im komórki, karty kredytowe, zegarki i inne cenne przedmioty.

Uczelni dużo, ale co z tego?

Nie lepiej jest z koszykówką, gdzie, niestety, również dostajemy baty. Start Lublin to zespół z trzeciego szczebla rozgrywek. Podobnie jest z kobiecym zespołem AZS UMCS Lublin. A pomyśleć, że jeszcze niedawno pasjonowaliśmy się potyczkami Startu z Anwilem Włocławek czy Meblotapu Chełm z Lotosem Gdynia...

Wielkich sukcesów nie notujemy również w sporcie akademickim, choć powinno się wydawać, że posiadanie siedmiu uczelni wyższych w Lublinie, a trzynastu w województwie, zrzeszonych pod egidą AZS, powinno predestynować nas do odnoszenia takowych. Tu, po raz kolejny, honor naszego województwa ratuje piłka ręczna. Aktualnymi mistrzyniami Europy wśród kobiet są zawodniczki Wyższej Szkoły Społeczno-Przyrodniczej im. Wincentego Pola w Lublinie. Nie jest to jednak efekt pracy uczelni, ale trenerów SPR Lublin, gdyż wśród mistrzyń Polski jest kilka studentek tej właśnie uczelni. Światełkiem w tunelu może okazać się działalność AZS Klubu Środowiskowego województwa lubelskiego. Organizacja ta powstała w marcu 2008 r. i coraz śmielej poczyna sobie w świecie sportu uczelnianego.

UMCS daje radę

Chlubą naszego sportu akademickiego jest UMCS, który w klasyfikacji Mistrzostw Polski Szkół Wyższych za sezon 2007/08 zajął dziewiąte miejsce. KUL jest 17, Uniwersytet Przyrodniczy 35, a Politechnika na 42 miejscu. Dobre wyniki są efektem przemyślanej pracy prezesa Klubu Uczelnianego AZS UMCS, Dariusza Wierzbickiego. - W kontekście mizerii, jaką prezentuje nasze województwo pod każdym, nie tylko sportowym, względem, to nasz rezultat oceniam jako ogromny sukces. Wyprzedziliśmy wiele znanych marek, które mają o wiele więcej studentów, niż UMCS - opowiada Wierzbicki.

Szaleństwo na wrotkach

Jeżeli nie odnosimy sukcesów w sporcie kwalifikowanym, to może chociaż coś znaczymy w sporcie młodzieżowym? Niestety…

W klasyfikacji województw w sporcie młodzieżowym za 2008 r. zajmujemy dopiero 9 miejsce. Najlepiej z najmłodszymi adeptami w naszym regionie pracuje Agros Zamość (18 w klasyfikacji klubowej). Wśród gmin Lublin jest 19. Jako że nie ma jeszcze szczegółowych danych za obecny rok, dlatego posłużymy się statystykami z 2007 r. W sportach indywidualnych nasza sytuacja wygląda w miarę nieźle, choć tradycyjnie jesteśmy najlepsi w sportach tzw. drugiej kategorii. W rankingu województw znajdujemy się w czołówce w karate tradycyjnym, sportach wrotkarskich i taekwondo ITF. Jedyne bardziej popularne i medialne konkurencje, w których się liczymy, to zapasy i podnoszenie ciężarów.

Potęga w kajak polo

Gry zespołowe. W 2007 roku nasze województwo miało jednych z najsłabszych koszykarzy (15 miejsce), koszykarki (14 miejsce), piłkarzy ręcznych (14 miejsce). Tradycyjnie możemy szczycić się osiągnięciami w dyscyplinach mało popularnych, takich jak kajak polo (UKS Tanew Księżopol zajmuje 2 miejsce w Polsce) czy rugby (3 miejsce Budowlanych Lublin).

- Uważam, że poziom naszego sportu młodzieżowego podwyższa się. Widać to zresztą po rankingach - stwierdza tymczasem Jerzy Lipski, kierownik wyszkolenia sportowego Lubelskiej Unii Sportu.

- W programie ministerialnym szkolenia młodzieży uzdolnionej sportowo zawarte są przeróżne dyscypliny, które przynoszą punkty przekładające się na pieniądze. Widać więc, że musimy wspierać dyscypliny punktodajne, bo one przynoszą środki z budżetu państwa - wyjaśnia Waldemar Paszkiewicz, zastępca dyrektora Departamentu Kultury, Edukacji i Sportu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubelskiego.

Głodowe stypendia

Problem polskiego - nie tylko lubelskiego - sportu to brak przełożenia wyników juniorskich na sport kwalifikowany. Być może diabeł tkwi w stypendiach. Przykładem Urząd Marszałkowski. W tym roku stypendia otrzymało 122 zawodników, reprezentujących 44 dyscypliny sportowe i 50 klubów z całej Lubelszczyzny. Niestety, jesteśmy jednym z najbiedniejszych regionów w Polsce i dlatego stawki stypendialne są głodowe.

Dla przykładu Paulina Barzycka, olimpijka z Pekinu, otrzymuje jedynie 500 zł miesięcznie. Co ciekawe, więcej (650 zł) od chociażby Barzyckiej dostawali np. Paulina Guz, która wspina się po skałkach i sumitka Justyna Murgała. Z całym szacunkiem dla sumo czy wspinaczki, to nie przynoszą one takich dochodów i nie gromadzą takich tłumów jak dyscypliny olimpijskie.

Za darmo

- Na szczęście, w tym roku wszedł nowy system, który umożliwia zawodnikowi pobieranie stypendiów z kilku źródeł, co znacznie zwiększa możliwość ich zarobku. Teraz sportowiec może dostawać jednocześnie pomoc zarówno od Urzędu Marszałkowskiego, jak i Urzędu Miasta czy innego źródła - wyjaśnia Lipski.

Lubelszczyźnie doskwiera również brak odpowiednio opłacanej kadry szkoleniowej. Okres pasjonatów minął już dawno, a wydaje się, że w naszym regionie czas stanął w miejscu. - Ostatnio przeprowadzaliśmy badania na grupie 250 trenerów współpracujących ze szkoleniowcami kadry wojewódzkiej. Wyniki są zatrważające. Średnia pensja trenera na Lubelszczyźnie waha się w granicach od 200 do 500 zł miesięcznie, a aż 23 proc. szkoleniowców pracuje zupełnie za darmo - opowiada Lipski.

Nie da się odpowiednio ułożyć treningu i osiągnąć efektu, jeżeli szkoleniowiec musi zrobić przed wieczornymi zajęciami masę innych rzeczy, które są konieczne do utrzymania rodziny. Smutne, ale prawdziwe.

Koń

Koń, jaki jest, każdy widzi - pisał w pierwszej polskiej powszechnej encyklopedii Benedykt Chmielowski. Ten koń jednak ma krzywe nogi, jest brudny i chudy, ma źle podkute kopyta i jest posyłany do złego kowala. Najgorsze, że żaden kowal, do którego trafiła nasza sportowa szkapa w ciągu ostatnich kilkunastu lat nie miał sensownego pomysłu, jak ją dobrze podkuć. Każdy dawał jej podkowy, które starczały na kilka miesięcy i wcale nie obchodziło go, co się z nimi stanie oraz kiedy one odpadną.
Czytaj więcej o:
Gość
kibic sportów niszowych
ktos
(4) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (19 stycznia 2009 o 21:26) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
uważnie obserwuję wypowiedzi na forum, w szczególności dotyczących stypendiów, ciągle się przewija temat sportów olimpijskich i nieolimpijskich, sam byłem zawodnikiem i uprawiałem dyscyplinę olimpijską, ale uważam, że oprócz uprawiania tej dyscypliny należy prezentować także klasę sportową podpartą wynikami na imprezach międzynarodowych najwyższej rangi i jeżeli ktoś kto uprawia dyscyplinę olimpijską nie jest w stanie przebić się do czołówki światowej to nie znaczy, że ma mieć obligatoryjnie stypendium za to, że trenuje dyscyplinę olimpijską. Czy piłkarze, w takim razie, również mają dostawać stypendia za to, że grają w drugiej lidze?
Rozwiń
kibic sportów niszowych
kibic sportów niszowych (13 grudnia 2008 o 21:41) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Panie redaktorze,

Toż od tego są właśnie media, prasa , by pokazywać wszystkie dyscypliny sportowe, które odnoszą sukcesy. Nie tylko te "znane", ale także te "niszowe". Pyta pan "ile osób zna zasady kata czy muay thai? Ilu ludzi widziało, chociaż raz zawody w tych dyscyplinach?"
Jeżeli Wy- media będziecie unikać tych tematów, bo to "niszowe" , to nikt nigdy nie pozna!
Skoro ci "niszowi" robią dobrą robotę na skalę nie tylko regionu, ale kraju i międzynarodową , skoro jacyś ludzie trenują i rywalizują nie tylko w obrębie tych słabych, jak sam Pan zauważa, choć "wielkich" dyscyplin, to promujcie takze tych "niszowych". Piszcie o nich, pokazujcie, bo niszowe nie równa się nie popularne.
Takie "niszowe" sporty i sztuki walki w samym Lublinie trenuje kilkanaście tysiecy ludzi, małych i dużych. Tam nie ma wielkich pieniędzy, tam jest pasja do sporu, do aktywności fizycznej. Medale są przy okazji i choć jest ich nie mało, to właśnie ta pasja jest największą wartością, bo daje społeczęństwu uniwersalne korzyści w kontekście sprawnosci, zdrowia i wychowania nie tylko młodych ludzi.
Rozwiń
ktos
ktos (13 grudnia 2008 o 13:39) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
To jest KArolina nie Zuza! Błąd jest w podpisie:)
Rozwiń
Cholesterol
Cholesterol (13 grudnia 2008 o 03:55) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Zuza ale Ty jesteś podobna do siostry !!!
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (4)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!