wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Psycholodzy w Afganistanie, czyli lekarze dusz pod ostrzałem

Dodano: 23 lipca 2010, 16:42

Udział w misji to dla każdego żołnierza prawdziwy sprawdzian. Sprawdzian zawodowy, ale przede wszystkim sprawdzian charakteru. Trudne misje, patrole, miny pułapki, niebezpieczny teren, nieustające poczucie zagrożenia. I w tym momencie potrzebni są lekarze dusz. Tacy jak Agata Górniak i Izabela Jabłońska, które pracują jako psycholodzy w czasie VII zmiany PKW w Afganistanie

• Co należy do czynników najbardziej obciążających?

Agata Górniak:  Klimat i warunki terenowe. Wysoka temperatura, bardzo mała wilgotność powietrza, duże nasłonecznienie i burze piaskowe – to ważna grupa stresorów. Kolejną jest rozłąka z rodziną i pewnego rodzaju izolacja. Środowisko misyjne jest zamknięte i monotonne. Do tego dochodzi ograniczona oferta kulturalna, zagrożenia związane z ostrzałem i działaniami w terenie.

Izabela Jabłońska:  Nie bez znaczenia są trudności związane z obowiązkami służbowymi i konieczność bycia w stałej gotowości do działania. Dodatkowo, wymagane jest także opanowanie i przestrzeganie licznych procedur i przepisów, które wynikają ze specyfiki służby. Również ograniczenie swobody osobistej ma wpływ na psychikę żołnierza na misji.

• Mówimy tu o warunkach, które żołnierz spotyka na misji. Ale to, co zostawił w kraju, towarzyszy mu także tutaj.

A.G.: Tęsknota za rodziną to niezwykle istotny czynnik. Problemy rodzinne, które wynikają w trakcie misji, trudno jest rozwiązać na odległość. Wiele nerwów i niepokoju rodzi się właśnie z tej bezsilności.

I.J.: Z drugiej strony, żołnierz na misji musi być skupiony i skoncentrowany. Nie może "być jednocześnie jedna nogą w Afganistanie, a drugą w Polsce”. W związku z tym, bardzo ważnie jest organizowanie spotkań psychologicznych z rodzinami i bliskimi żołnierzy. Przed wyjazdem i w trakcie misji.

• Czego bliscy żołnierzy mogą się dowiedzieć na takich spotkaniach?

I.J.: Żony są przygotowywane np. na to, że czasami, ze względów zupełnie obiektywnych, mogą mieć z małżonkiem ograniczony kontakt. Co więcej, są zmuszone przejąć na swoje barki większość, jeśli nie wszystkie obowiązki domowe. Małżonki, które zostały w kraju, muszą większość decyzji i działań podejmować samodzielnie.

A.G.: Duża ilość spraw i obowiązków, z którymi się zmagają, sprawia, że możemy je nazwać "bohaterkami życia codziennego”. Należy pamiętać także o tym, że stale towarzyszy im strach o męża. Stresującym czynnikiem jest niepokój o członków rodziny, zwłaszcza tych z problemami zdrowotnymi. Kolejnymi – częstymi – są także zdrada i rozerwanie bliskich więzi emocjonalnych.

• A do tego dochodzą problemy służby….

I.J.: Liczne zadania i stała gotowość do działania w połączeniu z ekstremalnymi warunkami klimatyczno-terenowymi stanowią silną mieszankę. Powoduje ona nasilenie się oznak przemęczenia fizycznego i psychicznego. Dlatego tak ważną rolę odgrywa odpowiednia organizacja wypoczynku i możliwość regeneracji sił.

• Kolejne miesiące misji powodują kumulację stresów i obciążeń?

I.J.: To prawda. Każda misja ma swoja dynamikę. Początek, pierwszy miesiąc, to zapoznanie się z obowiązkami i wdrożenie. Żołnierz poznaje otoczenie, ustala sobie system dnia. Wszystko jest jeszcze nowe i ciekawe. Drugi miesiąc to postępująca adaptacja. Kolejny, trzeci, jest już kryzysowy.

A.G.: Męczą nas ci sami ludzie spotykani w tych samych miejscach. Monotonia. Ta sama droga do pracy, do kampu, do stołówki. Stałe i dokuczliwe ograniczenie przestrzeni, rozrywek, brak zmian. Kryzys się nawarstwia i nawet drobnostka urasta do rangi problemu.

• Jest sposób na przezwyciężenie tych trudności?

A.G.: Bardzo ważna jest przede wszystkim psychoedukacja. Należy tłumaczyć żołnierzom, jakie są ich reakcje i dlaczego. Ważna jest świadomość, że to, co czują w tych okolicznościach, jest naturalne. Wtedy można zrozumieć wybuchy swojego gniewu, gwałtowne reakcje, kłótliwość.

I.J.: Co więcej, można ten problem wzajemnie, w żołnierskim gronie "obśmiać”. Można powiedzieć: "O, jesteśmy kłótliwi, drażliwi, to znak, że misja na półmetku”.

A.G.: Niezwykle ważna jest aktywność fizyczna. Sport niezmiennie i skutecznie rozładowuje stresy i napięcia. Zarówno psychiczne, jak i fizyczne.

• Nie bez znaczenia jest też kontakt z kolegami?

I.J.: Zdecydowanie, problemy należy "przegadać”. Musimy pamiętać o tym, że misja przez sześć miesięcy jest nie tylko miejscem naszej pracy, ale miejscem naszego życia. Żołnierze muszą się spotkać, porozmawiać, odreagować. Śmiech, gra na gitarze, wspólnie spędzony czas… to wszystko pomaga i dodaje sił.

A.G.: Bardzo ważną rzeczą jest również umiejętność wytyczenia sobie pewnych granic i znalezienia czasu dla samego siebie. Należy dać sobie prawo do prywatności; do bycia choć przez chwilę sam na sam. Kolejną ważną kwestią jest ustalenie sobie schematu rozkładu własnych zajęć. Taka systematyzacja uporządkowuje czas i przyczynia się do redukcji stresu.

• Czy stres tzw. 90 dnia to najtrudniejszy moment na misji?

A.G.: Nie tylko. Końcowy, szósty miesiąc także jest trudny. Wymaga on uwagi i skupienia. Żołnierze, myśląc już o powrocie i spotkaniu z rodziną, są mniej ostrożni. Wtedy zdarza się więcej wypadków i bywa że zawodzi rutyna.

I.J.: A z drugiej strony, niektórzy są nadmiernie ostrożni. Myśląc, że jeżeli do tej pory nic się mi nie stało, to teraz, przez ostatnie tygodnie, muszą podwójnie uważać. Takie myślenie także rodzi stres.

• Na czym polega wasza praca?

A.G.: Poza rozmowami indywidualnymi i udzielaniem porad, to spotkania grupowe i integracyjne. Organizujemy zajęcia psychoedukacyjne, szkolenia, pogadanki.

I.J.: Współpracujemy z dowódcami i szefem służby zdrowia. Stosujemy interwencję kryzysową, odprawy po akcjach z elementami stabilizowania emocji i defusing. Przed powrotem do kraju mamy również zaplanowane szkolenie ułatwiające ponowną adaptację.

A.G.: Cykl szkoleń ze stresu misji ma duże znaczenie, zwłaszcza dla żołnierzy biorących udział bezpośrednio w sytuacjach związanych z ostrzałem, atakiem, zasadzką. Musimy pamiętać, że zespół objawów pourazowych, posttraumatycznych może się utrwalić.

• Po powrocie do Polski żołnierz może w dalszym ciągu odczuwać "stres misji”?

A.G.: Naturalnie. Reakcje stresowe i nerwowe mogą być odroczone. Objawiają się one trudnościami z zaśnięciem, poczuciem izolacji, odrzucenia, odosobnienia i niezrozumienia. Sekwencje i objawy z traumatycznych wydarzeń mogą powrócić.
Czytaj więcej o:
kanty
sasa
leh
(4) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

kanty
kanty (25 lipca 2010 o 09:42) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Co taka dzierlatka może w zetknięciu z "bryłą" stresu jaką jest żołnierz operacyjny ? -chyba że......jak tu niektórzy internauci się domyślają -ładne te dziewuszki,moglibyście pokazać jeszcze niżej.....i nóżki
Rozwiń
sasa
sasa (24 lipca 2010 o 20:08) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ta czarna na zdjęciu to pojechała chyba rozładowywać napięcie żołnierzy, ale w gaciach Żony daleko, pod namiotem zimno to się można przytulić do takiej pani psycholog, wszystkie problemy mijają jak "za dotknięciem magicznej różdżki"
Rozwiń
leh
leh (24 lipca 2010 o 20:00) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
śliczne te panie psucholożki...
Rozwiń
love&peace
love&peace (24 lipca 2010 o 19:08) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Tak to jest jak się jedzie do obcego kraju zabijać obcych, nieznanych ludzi i być okupantem!
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (4)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!