wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Rektor Dąbrowski: Zapraszam studentów na piwo

Dodano: 21 maja 2008, 09:15

Rozmowa z prof. Andrzejem Dąbrowskim, od 1 września rektorem Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie

• Pamięta pan swoje czasy studenckie?

- Bardzo dobrze. Kończyłem ten uniwersytet w roku 1970. Czasy studenckie były całkiem inne. Inny był system, co rzutowało na życie studenckie. Ale ono było chyba fajniejsze, bardziej zwarte, lepsze były relacje między młodymi ludźmi. Spotykaliśmy się na piwie w Chatce Żaka i trzeba było się na to piwo zapisywać, tylu było chętnych.

• Jakim był pan studentem? Lubił pan palić "trawkę” jak premier Donald Tusk? Czy wolał siedzieć w bibliotece?

- Premier jest ode mnie o 10 lat młodszy. W moich czasach nie słyszało się o narkotykach. Natomiast, oczywiście, na piwo chodziliśmy. Był czas i na naukę, i na rozrywkę. nie było Internetu, telefonów komórkowych... Sposób nauki był inny. A studia były czymś elitarnym.

• A za cztery lata, gdy pan będzie kończył kadencję, czym UMCS będzie różnił się od obecnego?

- W tej chwili uczelnia ma pewne kłopoty i naczelnym zadaniem mojej ekipy będzie uzdrowienie sytuacji, przede wszystkim finansowej, pełne wdrożenie systemu bolońskiego, nawiązanie nowych kontaktów międzynarodowych, rozwinięcie studiów doktoranckich. To proces, na który potrzeba czasu. Ale pewne rzeczy możemy zrobić szybko, zaczynając od rzeczy najprostszych, np. zmienimy stronę internetową uczelni, bo jest siermiężna.

• Zapowiada pan, że w ciągu tych czterech lat wszyscy będą mogli zobaczyć inny sposób zarządzania uczelnią.

- Jako prodziekan i dziekan Wydziału Chemii zawsze pracowałem w zespole. Dalej stawiam na pracę zespołową: z prorektorami, dziekanami, dyrektorami instytutów. Bez tego nie da się uzdrowić uniwersytetu, myślę zwłaszcza o finansach. Trzeba to zrobić transparentnie.

• Do tej pory tak nie było?

- Jeżeli chodzi o współpracę z dziekanami, to różnie się to układało. Nie będę oceniał pracy ustępującego kolegium rektorskiego, bo to nie należy do moich obowiązków.

• Tuż po wyborach mówiło się, że rektor Kamiński przegrał, bo właśnie tej współpracy zabrakło.

- Być może, ale nie chcę tego teraz oceniać. Ocenili to elektorzy w czasie wyborów.

• Spodziewał się pan takiego wyniku?

- Przypuszczałem, że mogę nie przegrać. Ale, że mogę wygrać aż taką liczbą głosów, raczej się nie spodziewałem. Tak dobry wynik jest budujący, ale z drugiej strony bardzo zobowiązuje. Podchodzę do tego z wielką pokorą, bo przede mną olbrzymie wyzwanie.

• Zdaje się, że rektor Kamiński też nie spodziewał się takiego wyniku. Po posiedzeniu Senatu i konferencji prasowej, na których zarzucił panu mówienie nieprawdy w czasie kampanii wyborczej, stwierdził pan, że ta ekipa kończy w "fatalnym stylu”.

- Tak powiedziałem. To było wynik tego, że pan rektor zwołał konferencję prasową wiedząc, że mnie nie będzie w tym czasie na uczelni. Teraz już bym tak nie powiedział. Rozmawiałem z rektorem, powiedziałem: "Podajmy sobie ręce. Nie mówmy o tym co było. Patrzmy w przód”. Wyjaśniliśmy sobie pewne sprawy, pozostajemy niekiedy w życzliwej rozbieżności. Powiedziałem, skąd wziąłem liczby, o których mówiłem. To są dane podpisywane m.in. przez kanclerza UMCS, również przez rektora.

• Właśnie o liczby poszło przede wszystkim. Pana zdaniem plan wprowadzony przez poprzednią ekipę zawiódł.

- Jeżeli popatrzymy do tego planu, są tam konkretne zadania do zrealizowania w latach 2006-08, które miały przynieść konkretne oszczędności: 17,7 mln zł. Ale sam rektor Kamiński na debacie potwierdził, że zastał zadłużenie uczelni w wysokości 30 mln, a zostawia 60 mln. Potem się wycofał twierdząc, że teraz jest 40 mln.

• Poprawa sytuacji finansowej uczelni to pańskie najtrudniejsze zadanie?

- Prowadzę konsultacje z wieloma osobami, także z byłymi rektorami i rektorami zaprzyjaźnionych uczelni. Mamy już pewien plan działań doraźnych, szybkich. Np. oszczędności w naszym wydawnictwie. Wydajemy też 1,6 mln zł na telefony. Liczba "komórek” z ponad 100 zostanie ograniczona do kilkunastu. Od 1 września nie będzie ryczałtów na samochody. A jeśli chodzi o działania długofalowe, to przede wszystkim mam na myśli blokadę etatów w administracji. Rozstaniemy się też z pracownikami administracji, którzy osiągnęli wiek emerytalny. Natomiast będziemy prowadzili bardzo wyważoną politykę w kwestii dydaktyki. Np. część zajęć dydaktycznych planujemy oddać doktorantom.

• Zapowiada pan, że doktorantów ma być na uczelni więcej niż do tej pory.

- Według mnie studia doktoranckie to wizytówka uniwersytetu. Na tej wielkości uniwersytecie, gdzie kształci się ok. 30 tys. studentów, doktorantów powinno być ok. 1,5 tys. Chodzi też o to, by studia doktoranckie były dobrej jakości, żeby były prowadzone również na zapotrzebowanie samorządów czy przemysłu.

• A doktoranci opłacani z puli rektorskiej?

- Dla doktorantów, jako studentów III stopnia, przychodzą różnego rodzaju stypendia: socjalne, naukowe. Ale można też mówić o innych. Takich, jak dostają np. wszyscy doktoranci na Wydziale Chemii - 1044 zł. Chodzi o to, żeby stworzyć im odpowiednie warunki finansowe. Stypendia dla doktorantów mogą być generowane właśnie z takiej puli. Ale to samo powinno dotyczyć też awansów naukowych. Szybkie awanse powinny być nagradzane, i to znacznymi kwotami. Na Uniwersytecie Gdańskim szybki awans, np. uzyskanie tytułu profesora, to nagroda rzędu 20-25 tys. zł. Ale reguły tych awansów i nagród powinny być bardzo jasne i znane wszystkim.

• Po wyborach podkreślał pan, że chce stworzyć wspólny zespół ze studentami. Co to znaczy?

- Studenci mogą być i będą wciągnięci do współrządzenia uczelnią, ale także do współodpowiedzialności. Mają mnóstwo świetnych pomysłów. Po wyborach jeszcze nie miałem okazji się z nimi spotkać. Ale zrobię to w najbliższym czasie. Może to zabrzmi dziwnie, ale zapraszam ich na piwo. Idziemy do Blueberry, gdzie w luźnej atmosferze porozmawiamy o sprawach, które ich dotyczą. Proszę zauważyć, że teraz będzie dwóch prorektorów od spraw studenckich: jeden de facto od spraw studenckich - prof. Stanisław Michałowski, drugi od jakości kształcenia - prof. Stanisław Chibowski.

• A propos tej jakości: jak sprawić, żeby studia na UMCS nie były sztuką dla sztuki, tylko żeby były dostosowane do potrzeb rynku pracy?

- Na uniwersytecie z tak dużym wachlarzem wydziałów i studiów trudno to zrobić z każdym kierunkiem. Ale można za to wyspecjalizować się w studiach podyplomowych, wypełnić nisze, które są na rynku. Jeżeli rząd chce przeznaczyć w najbliższych latach około 10 miliardów zł na kształcenie ludzi w wieku 30, 40 czy 50 lat, to trzeba po te pieniądze sięgnąć. Będziemy starali się ulepszać naszą ofertę.

• Np. o uprawnienia pedagogiczne.

- O to studenci też się dopominają. Na Wydziale Chemii takie uprawnienia już uzyskują bezpłatnie. Chciałbym, żeby tak było wszędzie.

• Na debacie mówił pan otwarcie, że z zazdrością patrzy na bazę sportową innych lubelskich uczelni.

- Nasz uniwersytet ma najgorszą akademicką bazę sportową w Lublinie. Ale i najstarszą, z której kiedyś korzystały inne uczelnie, równocześnie rozwijające własne obiekty. My na pewnym etapie zastygliśmy. Choć i tak w ostatnich 10 latach UMCS oddał do użytku szereg inwestycji. Trzeba jednak zwiększyć starania o środki zewnętrzne. Ma powstać komórka do zdobywania i obsługi grantów. To będzie też zadanie nowego prorektora: ds. badań naukowych i współpracy z zagranicą. Będzie mu też podlegał dział promocji. Zatrudnimy fachowców od PR, od marketingu itd.

• Zmieni się promocja uczelni?

- I to bardzo. Jak mówiłem, zaczniemy od rzeczy najprostszych - strony internetowej uczelni. Będziemy pokazywali się w mediach, chwalili naszymi osiągnięciami. Dobrym pomysłem mogą być też takie wydarzenia, jak zeszłotygodniowa wizyta gen. Mirosława Hermaszewskiego.

• To oznacza też zmianę rzecznika prasowego?

- Tak. Nie będę ukrywał, że taka zmiana nastąpi. Nie myślę jeszcze o konkretnej osobie, zostanie ogłoszony konkurs.

• Wszystko to poprawi pozycję UMCS w rankingach, gdzie uniwersytet od lat wypada przeciętnie?

- Tego też nie da się zrobić szybko. Zakładam, że sprawy finansowe, współpraca międzynarodowa, rankingi - wszystko to kwestia 2-3 lat. We wrześniu przedstawimy konkretny plan. A 1 października zaczniemy już wdrażać niektóre działania. Na pewno nieraz bolesne dla niektórych, ale konieczne, jeżeli nie chcemy razem się zatopić. Jak w przypadku Titanica. Nie może grać orkiestra, a my będziemy udawać, że wszystko jest w porządku.

UMCS w liczbach

- 29818tylu studentów rozpoczęło w tym roku akademickim naukę na UMCS, w tym: 18.478 na studiach stacjonarnych i 11.340 na studiach niestacjonarnych.

- 145:46 takim stosunkiem głosów prof. Andrzej Dąbrowski pokonał w wyborach rektorskich dotychczasowego rektora prof. Wiesława Kamińskiego.

- 38 od tylu lat przyszły rektor pracuje na UMCS. W 1970 r. Andrzej Dąbrowski został zatrudniony jako asystent w Zakładzie Chemii Fizycznej. W latach 1987-89 był prodziekanem Wydziału Matematyki, Fizyki i Chemii,
a w 1989 r. został prodziekanem nowo powstałego Wydziału Chemii. Dziekanem tego wydziału był latach 1990-96 oraz
2002-08.
Czytaj więcej o:
kev
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

kev
kev (4 czerwca 2008 o 19:43) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
to ze przyszły rektor nie umie posługiwać się stroną i sobie z nią nie radzi nie znaczy,że strona jest "siermiężna"...
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!