poniedziałek, 11 grudnia 2017 r.

Magazyn

Ryby, spławiki i dużo kobiet

  Edytuj ten wpis
Dodano: 6 czerwca 2007, 16:27

Do wody ciągnęło go od zawsze, ale trudno się dziwić: ojciec był żeglarzem i w rejsy po mazurskich jeziorach zabierał całą familię.

- Lubiłem te nasze rodzinne wypady, ale nie złapałem bakcyla. Po prostu: żeglowanie to nie moja bajka. Tata szybko to zrozumiał.
Zresztą to właśnie od niego mały Darek dostał pierwszą wędkę, czyli długi kij z leszczyny. - Godzinami potrafiłem siedzieć nad wodą - wspomina Ciechański.

O jednego świra za dużo

Kiedy miał 14 lat zaczął startować w zawodach. W wędkarstwie siedział już wtedy po uszy. - Poza szkołą liczyły się tylko ryby. Fascynowały mnie rybie zwyczaje, a literaturę fachową dosłownie pożerałem.
Na sukces nie trzeba więc było długo czekać. - Pierwsza poważna wygrana to mistrzostwo okręgu lubelskiego. Miałem wtedy dwadzieścia parę lat. Cieszyłem się jak dziecko - przyznaje.
Ryby to jednak nie wszystko. 30 lat temu nad jeziorem Piaseczno on nurkował, ona uczyła się do egzaminów. - Robiłem, co mogłem, żeby mnie zauważyła. Udało się: Mariola została moją żoną i matką moich dzieci - mówi Ciechański. Nie dość, że zaakceptowała jego pasję, to jeszcze sama zaczęła wędkować. I nieźle jej to wychodziło. Udało jej się zdobyć mistrzostwo okręgu, a na wędkarskich mistrzostwach Polski była szósta. - Ale dwoje świrów w domu, to stanowczo za dużo. Poza tym chyba byśmy zbankrutowali. Przez lata utopiłem w tym sporcie majątek. Pewnie ze dwa mercedesy okularniki pływają wrzucone do wody w postaci zanęt i sprzętu wędkarskiego.
Mariola się wycofała. Ale nigdy nie robiła mężowi wymówek. - Przeciwnie, zawsze miałem w niej wsparcie. Na każdych zawodach trzymała mocno kciuki.

Żyje z pasji

- Wstaję z rybami i z rybami kładę się spać - śmieje się Ciechański. Kiedyś czerpał z wędkarstwa wyłącznie przyjemność, teraz - także pieniądze. Pierwszą firmę produkującą profesjonalny sprzęt wędkarski założył w 1987 roku. Pięć lat później robił już tylko spławiki. Ale interes kręcił się "tak sobie”. Dlatego w 1996 roku trzeba było zawiesić działalność.
Marzenia o własnej firmie ciągle dokuczały. Ciechański powiedział sobie: teraz, albo nigdy. - Postawiłem wszystko na jedną kartę i nie żałuję - tak powstała VIMBA, spółka rodzinna, jedna z prężniej działających wytwórni spławików i zanęty w kraju. Ciechańscy mają w swojej ofercie 132 wzory spławików (projektantem sporej części z nich jest sam właściciel). Wytwarzają ich rocznie około 100 tys. Produkują też kilkanaście rodzajów zanęty: o zapachu miodowym, dzikiej róży, cynamonu czy sera.
- Karp bardzo lubi banany, a leszcz wanilię z karmelem. Receptury nie zdradzę, to moja tajemnica. Gwarantuję, że smakuje rybom i jest zdrowa. Sam zjadłbym ją bez wahania.
Odbiorcami są nie tylko Polacy, także Łotysze, Czesi, Litwini, Niemcy, Słowacy, Belgowie, a nawet Portugalczycy.

Trener Darek

Rok temu Dariusz Ciechański stanął przed nowym wyzwaniem - został trenerem kadry narodowej kobiet w wędkarstwie zawodowym. Nie od razu się zgodził. Musiał tę propozycję porządnie przetrawić.
- Do kobiet trzeba mieć podejście. Nie wiedziałem, czy będziemy nadawać na tych samych falach - tłumaczy. - Nie uznaję formy per "pan”. Powiedziałem: jestem Darek i tak macie się do mnie zwracać. Potem wyłożyłem kawę na ławę, wyjaśniłem o co mi chodzi i czekałem na odzew - wspomina. Było kilka spięć, ale już o nich nie pamięta.
Praca do łatwych nie należy. Ciechański nie dostaje z tego tytułu żadnego wynagrodzenia. wyjazd na mistrzostwa musi zorganizować sam. Do dyspozycji ma jakieś 55 tys. zł. Budżet niewielki, ale o lepszym nie ma co marzyć.
- Największą bolączką tego sportu jest brak sponsorów. Nie garną się do nas, bo i media nas pomijają. A szkoda, bo polscy wędkarze należą do światowej czołówki.

Drużyna gotowa

- Znam Darka od lat. Spotykaliśmy się przy okazji różnych zawodów. O rybach i wędkowaniu wie wszystko - mówi Ewa Bestydzieńska, warszawianka, jedna z najczęściej nagradzanych wędkarek w kraju. Dziś ma 56 lat i nadal jest w ścisłej czołówce. Łowienia ryb nauczył ją ojciec. - Miałam być chłopcem i tak byłam wychowywana - mówi. Jej wielką pasją, zaraz po rybach, są samochody. Ale nie została rajdowcem, tylko wędkarką.
W ubiegłym roku wyjechała z kadrą narodową na mistrzostwa świata do Portugalii.
W Portugalii się nie udało, Polki były dopiero jedenaste.
- Nie byłem zły. Zabrakło nam po prostu szczęścia. W tym roku się zrewanżujemy - mówi Ciechański. Najbliższe mistrzostwa świata już w sierpniu w Hiszpanii. Drużyna jest skompletowana. Należy do niej Beata Miastkowska, 35-latka z Białegostoku. - Darek jest z nami w stałym kontakcie. Jak trzeba opieprzy, ale też wysłucha - mówi.
Miastkowska zaczęła karierę wędkarską kilka lat temu. W ubiegłym roku zdobyła mistrzostwo Polski.

Wędkarz jak wino

Dariusz Ciechański startował w zawodach wędkarskich przez ćwierć wieku. Wygrał kilkadziesiąt turniejów przeróżnej rangi. Trzy razy zdobył mistrzostwo i tyle samo wicemistrzostwo kraju w wędkarstwie spławikowym i podlodowym. W tej konkurencji wywalczył też dwa brązowe medale.
- Z zawodów przywoziłem do domu odkurzacze, telewizory, sprzęt AGD i wędkarski oraz niezliczoną ilość kryształów. Można by sklep założyć - śmieje się. Dwa lata temu zrezygnował ze współzawodnictwa. Poświęcił się pracy w firmie i pisaniu książki o historii spławików. - Tylko proszę nie myśleć, że odszedłem na emeryturę. Wędkarz jest jak wino: często im starszy, tym lepszy.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!