poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Seks, śledztwo i kino "Venus” (wideo)


Rozmowa z pisarzem Marcinem Wrońskim

"W szklistym spojrzeniu martwej młodziutkiej Żydówki kryje się wyjątkowo mroczny i odrażający sekret”. Tak Marcin Wroński, autor "Komisarza Maciejewskiego”, wprowadza nas w najskrytsze tajemnice Lublina z lat 30. Dziś w przedwojennym komisariacie urządzonym w hotelu "Europa” premiera nowego kryminału, którego kulisy ujawniamy.

• Rok temu ukazał się pierwszy pana kryminał z cyklu "Komisarz Maciejewski”. Zapytam wprost: zarobił pan na tej książce?

- Nie żyjemy w czasach, gdy za wydaną książkę można by kupić dobry samochód. Ale nie mam też powodów do narzekań. Pod każdym względem opłaciło się wydać "Komisarza Maciejewskiego”. Nie mogę jednak zdradzić handlowych szczegółów.





• Poprzedni kryminał rozpoczyna krwawa scena: zwłoki naczelnego "Głosu Lubelskiego” odnajduje jego sąsiadka. Mężczyzna ma wyprute wnętrzności,
a w ustach tkwi jego przyrodzenie. W "Komisarzu Maciejewskim. Kino Venus”, który właśnie się ukazał, też rozpoczyna pan tak ostro?


- Zacznijmy od tego, że niepokorny komisarz Zyga Maciejewski zostaje przesunięty na szefa podrzędnego komisariatu. I robi wszystko, żeby wrócić na swoje poprzednie stanowisko. Tyle że łatwo nie ma. Oto na jego drodze pojawiają się kolejne, tajemnicze trupy. Dodajmy: kobiece trupy.

• Czyżby czytelnicy mieli słabość do kobiecych trupów?

- Trupy kobiet nie są złe, ale przecież mężczyzn też są w porządku... Przyznaję jednak: tym razem kobiety - w dodatku piękne kobiety - wiodą prym.

• Brzmi interesująco. Poproszę o szczegóły.

- Jeden trup - młodej zasztyletowanej dziewczyny - zostaje wyłowiony z Czechówki. Drugą kobietę wyrzucono z pociągu w okolicach naszego dworca. Wszystko dzieje więc w nieciekawych okolicach robotniczej dzielnicy Lublina.

• Kto za ty stoi, jeśli można wiedzieć?

- Wielki przemysł erotyczny. Tym razem wchodzimy w wyjątkowo mroczną strefę. Prostytucja i handel kobietami były wielką zmorą międzywojennej Polski. Naszą, lubelską, także. To u nas działały gangi handlujące żywym towarem, wysyłające dziewczyny np. do Ameryki Południowej. To właśnie im Zyga Maciejewski musi stawić czoło.

• Poznamy kulisy półświatka?

- Owszem, za sprawą 16-letniej Żydówki, Salki, która wchodzi w to bagno. Jej oczami możemy przyglądać się, w jaki sposób były werbowane, a następnie wykorzystywane dziewczyny w seksbiznesie.

• W poprzednim "Komisarzu Maciejewskim” z wielką precyzją zadbał pan o historyczną, dokumentalną wręcz, wierność postaci, miejsc, sytuacji. Co w tej książce będzie autentyczne?

- Choćby światowy kryzys, który odbił się także na Lublinie. W powieści czuć echa strajków, bezrobocia, wielkich bankructw. W powietrzu wisi upadek lubelskich zakładów Moritza. Żydowskie przedsiębiorstwa zwalniają ludzi - co ciekawsze, w pierwszej kolejności Żydów, a nie Polaków. Jedną z ofiar bezrobocia staje się ojciec Salki, który w poszukiwaniu pracy idzie na piechotę do Warszawy. Potem z tej Warszawy, wciąż bez pracy, na piechotę wraca. I załamany wiesza się w swoim domu. To autentyczne wydarzenie. Jedno z wielu podobnych.

• Kryzys to dziś bardzo interesujący temat. Jak jeszcze odbił się na Lublinie lat 30.?

- Nie szukając daleko: ogromnie wzrosła konkurencja na rynku pracy. Polskie prostytutki rywalizowały z "tymi Żydówkami”, które zaniżały im ceny. Na tym polu także dochodziło do ostrych potyczek.

• Ale międzywojenny Lublin to nie tylko prostytutki...

- Oczywiście! To miasto wielkich kontrastów. Można się tu było świetnie zabawić, wypić, ale też zaznać intelektualnej rozrywki. Jak choćby w słynnym kinie "Venus”, (późniejszym kinie "Robotnik” - red.), gdzie Józef Zakrzewski - powieściowy odpowiednik Józefa Łobodowskiego - zorganizował przegląd filmów awangardowych.

• "Kino Venus” to także podtytuł najnowszego "Komisarza Maciejewskiego”. Co jeszcze znajdziemy w tej książce z prawdziwego kina?

- Tytuły rozdziałów przypominają kadry z podpisami z niemego filmu, np.: "Gehenna tortur moralnych i fizycznych uwiedzionych dziewcząt” albo: "Raz, dwa, trzy, cztery, bezrobotnych od cholery”. Cała powieść jest zresztą bardzo filmowa - Zyga Maciejewski i jego kochanka urozmaicają swe życie erotyczne odgrywaniem scen z Marleną Dietrich albo Louise Brooks, tajniak Zielny próbuje zrozumieć "Psa andaluzyjskiego”, nieprzypadkowo też jedna z ważniejszych scen ma miejsce w lubelskim kinie. Jednak nie tylko film był dla mnie inspiracją. Znajdziemy tu całą masę cytatów z dawnych gazet. Czytelnik będzie miał więc prawo pomyśleć: To naprawdę się zdarzyło!

• Czy kryminał retro to tylko pretekst, żeby wrócić do niesamowitych klimatów międzywojennego Lublina?

- Przeczytałem kiedyś o sobie, że jestem autorem powieści historycznych. Dla mnie to wielki komplement. O dawnym Lublinie wiemy wciąż tak mało. Historycy, co prawda, napisali na ten temat wiele, ale nie wszyscy są w stanie przebrnąć przez ten styl i język. Ja pokazuję międzywojenny Lublin przez pryzmat kryminalnej opowieści, barwnych postaci, fantastycznych anegdot. Mój Lublin żyje, ba - tętni życiem! Jak w pięknych latach 30. Chcę, aby czytelnik to poczuł, usłyszał, zobaczył. Żeby się zachwycił i przestraszył. Jeśli tak będzie - Zyga Maciejewski jeszcze nieraz powróci w jakiejś tajemniczej, mrocznej historii, którą lublinianie będą straszyć swoje dzieci. Obiecuję.

Za pomoc w realizacji zdjęć dziękujemy restauracji "Więzienie” w Lublinie
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!