środa, 13 grudnia 2017 r.

Magazyn

Sen Henryka Schliemanna

  Edytuj ten wpis
Dodano: 5 marca 2010, 21:58

Jego ojciec był pastorem, który wyleciał z kościoła za romans ze służącą. Henryk nie był gorszy: załatwił sobie rozwód z żoną i w wieku 47 lat poślubił szesnastoletnią Greczynkę. Rok później zaczął szukać legendarnej Troi. To, co tam znalazł, można teraz obejrzeć w Hrubieszowie.

Do muzeum ks. Stanisława Staszica w Hrubieszowie przyjechało ponad 400 eksponatów, wykopanych przez Henryka Schliemanna na ruinach legendarnej Troi.

Wystawa miała być w Hrubieszowie do końca marca i wyjechać do Sztokholmu. Ale dr Alix Hänsel, kurator wystawy ze strony Muzeum Prahistorii i Archeologii w Berlinie podjęła inną decyzję: Troja zostanie w Hrubieszowie do końca wakacji. Największe muzea na świecie, które starają się o Troję, muszą poczekać.

Ach ten bimber

Nie byłoby Troi w Hrubieszowie, gdyby nie charyzmatyczny archeolog z Lublina, prof. Andrzej Kokowski. Ten sam, który w Masłomęczu "wykopał” Gotów.

– Opowieści o kawałkowanych pośmiertnie zwłokach kobiet zaczęły obiegać świat i przeprowadziły hrubieszowskie odkrycie przez wystawę "I Goti” w Mediolanie i "Skarby wschodnich Gotów” w Beveren – wspomina w katalogu do wystawy "Troja. Sen Henryka Schliemanna” Kokowski.

Nic dziwnego, że w Masłomęczu zaczęli bywać niemieccy archeolodzy: prof. Wilfried Menghin, dr Heino Neumayer i dr Manfred Navroth.

– Profesor Wilfried Menghin, dziś emerytowany dyrektor berlińskiego muzeum, który zachwycił się Hrubieszowem, mieszkał na kwaterze agroturystycznej, pił miejscowy bimber, powiedział mi, że trzeba pokazać muzeum hrubieszowskie Europie. Wtedy zażartowałem: No to pokażmy w Hrubieszowie skarby Troi – mówi prof. Andrzej Kokowski.

I stało się. Po kilku miesiącach przyszła zgoda z Berlina. Potem były negocjacje, czekanie na wolny termin, setki rozmów, telefonów.

– Kiedy powiedziałem Barbarze Wlizło, która kieruje muzeum w Hrubieszowie, że będziemy mieli Troję, zbladła jak papier. Potem były setki telefonów, e-maili, narady i konsultacje w Berlinie, Warszawie. Mamy Troję – mówi prof. Andrzej Kokowski.

Szczęśliwiec, który sprawił, że gigant muzealny z Berlina wybrał maleńki Hrubieszów na krańcach Unii Europejskiej i powierzył lokalnemu muzeum skarby Schliemanna.

Kim był Henryk Schliemann?

Urodził się w 1822 roku, wtedy, kiedy Adam Mickiewicz napisał "Ballady i romanse”, a w Lublinie Łukasz Rodakiewicz wybudował Stary Teatr. Wychował się na plebanii. Jego ojciec był pastorem (ale w 1838 roku został zwolniony ze służby kościelnej za romans ze służącą).

Henryk szybko doszedł do majątku. Kiedy zaczął skupować baryłki złota z Ameryki Północnej: podwoił swoją fortunę. Ale największą kasę zarobił na handlu bronią podczas wojny krymskiej. W 1852 roku poślubił córkę petersburskiego kupca. W 1858 podróżował po krajach Orientu, rok później udał się na wyprawę dookoła świata. W 1863 roku zamieszkał w Paryżu, w 1866 roku rozpoczął studia na Sorbonie.

W poszukiwaniu Troi

Schliemann marzył o Troi. – Wszyscy go wyśmiewali. A on wierzył, że Homer pisał prawdę. Zaryzykował całym swoim majątkiem, żeby odkopać Troję – mówi prof. Andrzej Kokowski.

Schliemann zaczął poszukiwania w Grecji, śladów Troi szukał w Azji Mniejszej. Kiedy w Konstantynopolu nie zdążył na parowiec, przez przypadek poznał Franka Calverta. Calvert powiedział mu, że Troja leży na terenie jego posiadłości.

Dokładnie na wzgórzu w pobliżu tureckiej wsi Hissarlik. Schliemann zorganizował siedem kampanii wykopaliskowych. W 1869 roku został doktorem filozofii na uniwersytecie w Rostocku. Wziął rozwód z żoną i ożenił się z szesnastoletnią Greczynką Zofią Engastromenos.

W 1873 roku natrafił na kamienną skrzynię. I znalazł skarb, który nazwał "skarbem Priama”. W sumie Schliemann wydobył 8833 przedmioty. Skarb wzbudził sensację, a Schliemanna zaczęto wręcz podejrzewać o fałszerstwo. Ten potajemnie przetransportował skarb do Aten.

Skandal ze skarbem

Kiedy kamienna skrzynia ze skarbem opuściła Turcję, sensacyjną wiadomość o odkryciu Schliemanna ujawniła niemiecka prasa. Zareagował rząd turecki, który wystąpił o zwrot bezprawnie wykradzionego skarbu. Proces rozpoczął się 15 kwietnia 1875 roku w Atenach.

Schliemann miał jednak niezłe kontakty i udało mu się zawrzeć ugodę. Rząd turecki pozwolił odkrywcy zatrzymać skarb i zasądził 10 tysięcy franków odszkodowania. Schliemann, który nadal chciał prowadzić wykopaliska, zapłacił 30 tysięcy franków w złocie. Znaleziska przeszły na własność Schliemanna.

W 1881 roku czterdzieści skrzyń zawierających skarb Priama trafiło do Berlina. Na wszelki wypadek niemieccy jubilerzy wykonali kopię skarbu Priama. Henryk Schliemann w testamencie zapisał także swojej ojczyźnie zabytki trojańskie, zgromadzone w domu w Atenach.

W 1931 roku zbiory znalazły się w Państwowym Muzeum Prehistorii i Archeologii Wczesnohistorycznej. W 1939 roku skarby Troi schowano w bunkrach berlińskiego ogrodu zoologicznego.

Kradzież

W 1945 roku Armia Czerwona zarekwirowała zbiory Schliemanna. W tym skrzynie ze skarbem ukryte w bunkrach zoo. W 1958 roku Związek Radziecki zwrócił rządowi Niemieckiej Republiki Demokratycznej około 5000 zabytków z kolekcji Schliemanna. Ale skarbu Priama nie oddał.

Dopiero po upadku Związku Radzieckiego wyszło na jaw, że skrzynie ze złotem są ukryte w tajnym magazynie Państwowego Muzeum Sztuk Pięknych im. A. Puszkina w Moskwie. Czy kiedykolwiek wrócą do muzeum w Berlinie?

– W 1988 roku rosyjska Duma postanowiła, że sztuka zdobyczna zostaje uznana za własność państwa rosyjskiego – mówi prof. Adam Kokowski.

– Zdajemy sobie sprawę, że Rosjanie mają prawo traktować wywiezione zbiory jako rekompensatę za zniszczenia i cierpienia wyrządzone przez Niemców – powiedziała w Hrubieszowie dr Alix Hänsel z Muzeum Prahistorii i Archeologii w Berlinie.

Ale jest jeszcze Turcja. – Sprawa wywiezienia z Turcji "skarbu Priama” jest nadal żywa w świadomości tureckich archeologów. Według nich zabytki "skradzione” przez niemieckiego badacza 150 lat temu powinny wrócić na swoje prawowite miejsce – mówi Bartłomiej Bartecki z hrubieszowskiego muzeum.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
sprostowania
Miodek
kola
(4) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

sprostowania
sprostowania (7 marca 2010 o 19:30) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ciągle niestety powielany jest przez prasę ten sam błąd. Kopie to zaledwie niewielki odsetek kolekcji Schliemanna prezentowanej w Hrubieszowie. Na ponad 400 sztuk wspomnianych zabytków, około 380 sztuk to absolutne oryginały faktycznie pochodzące z epoki brązu, nawet z III tys. p.n.e. Jedynie "skarb Priama" jest kopią.
Rozwiń
Miodek
Miodek (7 marca 2010 o 15:11) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Hrubieszów przez samo H, na geografii też trzeba uważać.
Rozwiń
kola
kola (7 marca 2010 o 11:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
oj coś to tamto śmierdzi mi zawistnym jak zawsze smierdzacym zamościem , bo wszystko co znaczace ma być przynajmniej z zamojszczyzny , żal po utracaie wojewodztwa tyłek ściska
Rozwiń
to tamto
to tamto (7 marca 2010 o 10:58) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
To są tylko kopie. Czym tu się podniecać. Obiekty można obejrzeć w internecie, w albumie. Nie trzeba jechać do Chrubieszowa, żeby oglądać falsyfikaty. To jest tak, jakby, pacykarz skopiował dzieło Leo.da Vinci "Mona Lisa", i ludzie, zamiast do Paryża jeżdzili do Chrubieszowa, oglądać dzieło pacykarza.
Jaka RP, taki poziom wystaw. Kolejek nie będzie.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (4)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!