piątek, 15 grudnia 2017 r.

Magazyn

Święta w zgliszczach

  Edytuj ten wpis
Dodano: 23 grudnia 2008, 21:19

Większość z prawie trzystu dzieci z Gruzji, które na zaproszenie Kancelarii Prezydenta RP latem odpoczywały w Polsce, obecnie wraz z rodzinami przebywa w ośrodkach dla uchodźców w Gori i Tbilisi.

Mimo że działania wojenne na terenie tzw. strefy buforowej zakończyły się już dawno, nie mogą wrócić do swoich wiosek. Ich domy zostały zbombardowane przez lotnictwo rosyjskie albo podpalone przez Osetyńców.

W jeszcze gorszej sytuacji znajduje się około 12 tysięcy mieszkańców Tamaraszeni, Aczabeti i innych miejscowości leżących w tzw. strefie buforowej, którzy wciąż przebywają w ośrodkach.

- Ich domy zostały zrównane z ziemią i nie ma nawet śladu, po miejscach, w których kiedyś tętniło tam życie - mówi Iraki Kokaia z Ministerstwa Uchodźców w Tbilisi.

50 metrów

Czternastoletnia Nana Midodashvili, która z grupą 83 dzieci odpoczywała w Lublinie, pochodzi właśnie z takiej wioski. Teraz mieszka w jednym z ośrodków w Tbilisi.

Placówka znajdująca się w starym, dziewięciokondygnacyjnym, szpitalu wojskowym na przedmieściach Tbilisi. Mieszka tam około 900 osób. Na zestawionych ze sobą łóżkach w dawnych szpitalnych salach, na powierzchni około 50 mkw., śpią trzy, czasami cztery rodziny. Nie ma tam żadnych mebli czy nawet szafek na drobiazgi, które udało im się zabrać, kiedy uciekali z domów.

Na każdej kondygnacji budynku mieszkańcy mają do dyspozycji tylko trzy toalety i łazienki.

Jak zwierzęta

Gaiozi Midodashvili, ojciec Nany, mówi, że żyją jak zwierzęta. - Dobrze, że chociaż dzieci mogą chodzić do szkoły - pociesza się.

Gaiozi jest zrezygnowany i rozżalony. Co prawda, rząd wybudował dla uchodźców nowe osiedla, ale oni nie chcą przenieść się do tych domów.

- Jeśli się na to zgodzimy, już zawsze będziemy uchodźcami. Drugi raz w życiu muszę zaczynać wszystko od początku - mówi Gaiozi. - Po pierwszej wojnie osetyjskiej, tak jak teraz, wszystko straciłem i musieliśmy uciekać. Ale ile razy można zaczynać? - zastanawia się z wyrzutem mężczyzna.

Chcemy mówić po polsku

Kokaia z Ministerstwa Uchodźców w Tbilisi przyznaje, że ludzie ze zniszczonych miejscowości niezbyt chętnie przenoszą się do nowych osiedli. - To problem psychologiczny - twierdzi urzędnik. Jednak mimo wątpliwości uchodźcy powoli przełamują apatię. Już 11 tysięcy ludzi zasiedliło nowo wybudowane domy.

Tymczasem dla dzieci, które podczas letniego pobytu poznały Polskę, a obecnie przebywają jeszcze w placówkach dla uchodźców, Polska Szkoła im. św. Królowej Jadwigi w Tbilisi prowadzi raz w tygodniu lekcje języka polskiego.

Nurki Gabunia, dyrektor szkoły, była zaskoczona, gdy jesienią zgłosiło się do niej dwanaścioro dzieci gruzińskich chcących nauczyć się mówić po polsku. Okazało się, że jest to efekt zauroczenia naszym krajem podczas letniego pobytu.

- Spośród dzieciaków, które były w Polsce, więcej chciałoby chodzić na te lekcje, ale ich rodziców nie stać na przywożenie ich do szkoły - mówi dyrektorka. - Zwłaszcza gdy udało im się wyrwać w ośrodków dla uchodźców.

Tu jest bezpiecznie

We wrześniu do Polski przyjechało ponad 80 dzieci z Gruzji i spędziło u nas trzy tygodnie. Zwiedzili Lublin, Nałęczów, Puławy, Kazimierz Dolny. Jak nam potem opowiadali, plan zajęć był aż za bogaty. Organizatorzy musieli zrezygnować z kilku punktów, bo po prostu nie wystarczyło na nie czasu. - Pobyt w Polsce był dla nich niesamowitym przeżyciem - potwierdza Maksim Domukhovski, gruziński tłumacz mieszkający od kilkunastu lat w Polsce. - Jednak mimo pozytywnych wrażeń, wciąż mają w oczach krew bliskich i sąsiadów, słyszą huk bomb i walących się ścian.
Młodzi Gruzini do Polski dotarli w tym, w co byli ubrani. Nic ze sobą nie mieli. Kiedy przyjechali do Lublina, wysiadając z autokarów, z bagażnika wyciągnęli wypchane torby, pełne prezentów. - Właśnie dzięki temu, dzięki życzliwości ludzi czują się bezpiecznie - dodaje Maksim.

Uśmiech

Dzieci przyjechały głownie z terenów bezpośrednio dotkniętych wojną: Gori, Cchinwali i okolicznych wiosek. Część z nich potraciła bliskich, straciła domy, teraz z rodzinami mieszkają w tbiliskim ośrodku dla uchodźców. Wizyta w Polsce miała dla nich terapeutyczny charakter. - Dzieciom bardzo się podobały kolonie - mówi Nona Tsikhelashvili, psycholog, która opiekowała się dziećmi. - Ten pobyt coś w nich zmienił. Były spokojniejsze, a na ich twarzach pojawił się uśmiech.

Paczki na święta

Dla dzieci, które odwiedziły Polskę, Caritas Polska i Kancelaria Prezydenta RP przygotowują paczki świąteczne, które mają być zawiezione do Gruzji z kolejną partią pomocy humanitarnej.

Tiry z pomocą mają dotrzeć na miejsce 5 stycznie 2009 roku; w przeddzień gruzińskiej Wigilii.

Warszawski Caritas Polska wciąż prowadzi zbiórkę. Osoby i instytucje chcące wspomóc finansowo akcje, mogą kierować pomoc pod adresem:
CARITAS POLSKA, skwer Kard. Wyszyńskiego 9, 01-015 Warszawa.
Bank PKO BP S.A. 70 1020 1013 0000 0102 0002 6526, z dopiskiem: GRUZJA
(tom)
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!