piątek, 15 grudnia 2017 r.

Magazyn

Szeptuchy pomogą Ci zasnąć

  Edytuj ten wpis
Dodano: 13 marca 2008, 12:41

Jak będzie wyglądał mój pokój? Kto to jest ordynator? Kiedy wrócę do domu? Czy w szpitalu będę miał kolegów?

Dlaczego akurat ja jestem chory? Niektóre dzieci na oddziale nie mają włosów. Czy mnie też wypadną?

Poznajcie historię Heleny, dżdżownicy. Dżdżownica Helena była o połowę krótsza od innych dżdżownic, co miało związek z przykrym wydarzeniem z jej dzieciństwa. Inne - dłuższe - dżdżownice śmiały się z niej i dokuczały, a Helenie było przykro. Kiedy patrzyła w lustro, zupełnie się sobie nie podobała.

Chowała się głęboko pod ziemią, ryjąc tysiące korytarzy. Dzięki temu w miejscu, gdzie mieszkała Helena, wkrótce ziemia była tak pulchna, że wyrosły piękne rośliny. Wszyscy dookoła zaczęli podziwiać Helenę i odtąd miała ona wielu, wielu przyjaciół.

Bajka dobra na wszystko

To jedna, jakie można znaleźć na stronie www.narzeczdzieci.pl. Bajki, jak cała strona, są dość niezwykłe, bo mają pomóc dzieciom z chorobami nowotworowymi.

Historia o dżdżownicy pomoże dzieciom, które mają problem z zaakceptowaniem swojego wyglądu po amputacji. Jest też bajeczka o jeżu Kostku. Ta opowiada o chemioterapii.

Zdaniem Karoliny Reszki, autorki bajeczki, to alternatywna forma pomocy. - Są dość uniwersalne, adresowane do dzieci od 4 do 9 lat. Te historie pomagają im oswajać lęki i znaleźć odpowiedź chociażby na pytanie: Dlaczego tu jestem? - tłumaczy autorka. - Poprzez bajkę odpowiedź na takie pytanie jest łatwiejsza.
Każda bajka dotyka innego problemu: Dlaczego niektóre dzieci boją się spać w szpitalu? Inna jest adresowana do młodszego rodzeństwa chorych dzieci - tłumaczy Reszka.

Szeptuchy i Memraki

Maluchom, które boją się same spać w szpitalu pomoże opowieść o Tosi, która strasznie nie chciała spać w pokoju sama. Aż do czasu, kiedy poznała całą masę nocnych stworków i zaprzyjaźniła się z gnomami Szeptuchami, Memrakami, Kochlikami, Szmerakami, nocnymi elfami Drapakami i Światłoduszkami. Odtąd Tosia zawsze spała sama i nigdy nie zapalała światła, żeby nie wystraszyć swoich przyjaciół.

- Dzieci bardzo ładnie reagują na te historie. Zachęcamy je potem do robienia ilustracji do bajek, do przeniesienia na papier, tego co czują - dodaje Karolina Reszka.

Potem rysunki można także oglądać na stronie internetowej. Autorzy witryny planują także, aby bajki były dostępne także w wersji "do słuchania”, tak, aby mogły je poznać dzieci, które jeszcze nie potrafią czytać.

Pierwsza taka inicjatywa w kraju

Ale strona www.narzeczdzieci.pl to nie tylko bajki. Stowarzyszenie na rzecz Dzieci z Chorobami Krwi zbiera wszystkie problemy dręczące małych pacjentów Kliniki Hematologii i Onkologii Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie. Na wszystkie pytania chce odpowiedzieć i rozwiać wszystkie wątpliwości leczonych w klinice dzieci.

- Z reguły stowarzyszenia mają strony, które są wizytówką samych stowarzyszeń i poświęcone są ich historii oraz działalności - opowiada Marzena Samardakiewicz, psychoonkolog i wiceprezes lubelskiego Stowarzyszenia na rzecz Dzieci z Chorobami Krwi. - A brakuje stron, gdzie można uzyskać informacje o samej chorobie, gdzie można znaleźć odpowiedź na wszystkie pytania, które dręczą rodziców i dzieci. Najczęściej jest tak, że rodzic dowiaduje się o chorobie dziecka, wpisuje hasło w wyszukiwarkę i wyskakuje mnóstwo informacji, po przeczytaniu których wątpliwości jest jeszcze więcej.

Od dechy do dechy

Strona www.narzeczdzieci.pl ruszyła na początku lutego, projekt jest realizowany dzięki wsparciu finansowym Ministerstwa Zdrowia. W zakładce dla rodziców są nie tylko informacje o pierwszych objawach choroby, o leczeniu, ale także np. forum internetowe. A tu: przede wszystkim odpowiedzi na pytania najczęściej zadawane przez rodziców. Odpowiadają na nie specjaliści pracujący w klinice. Niebawem zostanie uruchomiony także czat z psychologiem.
- To jedyna tego typu w kraju - dodaje Karolina Reszka, absolwentka psychologii UMCS, która współtworzy witrynę. - I mamy już sygnały od rodziców, którzy mówią, że czytają wszystko od dechy do dechy.

Czytasz, czytasz, czytasz...

Marta Starzyńska jest mamą 8,5-letniej Oli. Dziewczynka spędziła w klinice niemal rok. Jest po przeszczepie szpiku. Teraz przyjeżdża do kliniki tylko na badania kontrolne.

- Na początku, jak usłyszysz, że dziecko jest chore, to ogarnia cię totalna panika. Internet jest pierwszym źródłem informacji. Szukasz gdzie popadnie i czytasz, czytasz, czytasz... Dlatego ta strona jest tak ważna i potrzebna. Jest konkretna, masz pytanie możesz je zadać i dostaniesz odpowiedź.

Tymczasem Karolina Reszka ma już pomysł na nową bajkę. - O centralnym cewniku - mówi. - Jest on zakładany na klatce piersiowej i dzieci bardzo się go boją.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Gość
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (16 stycznia 2016 o 18:10) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
ZAPYTAJ KSIĘDZA O wiejskich szeptuchach i ludzkiej naiwności Szczęść Boże, bardzo bym prosiła o odpowiedź na pytanie, czy moc szeptuch pochodzi od szatana? Jest to dla mnie bardzo ważne, ponieważ wiele osób z mojej rodziny jeździło i jeździ do takiej „znachorki”. Wierzą w to, że jej „modlitwa” pomaga. Twierdzą, że dzięki niej odzyskali zdrowie, np. moja babcia miała zdiagnozowaną torbiel, a po wizycie u szeptuchy okazało się, że torbiel zniknęła. Lekarze byli bardzo zdziwieni. Babcia jest osobą wierzącą i żyje w przekonaniu o tym, że „znachorka” jej pomogła. Ja również kilkakrotnie byłam u tej kobiety. Jako dziecko wierzyłam w to, że ona się modli i że nie robi niczego złego - po prostu ma dobry kontakt z Panem Bogiem, a On wysłuchuje jej próśb. Ale teraz zaczęłam się zastanawiać, czy to aby na pewno jest dobre? Ta kobieta ma w domu wiele świętych obrazów. Zawsze modli się przed wizerunkiem Matki Boskiej, tylko że daje też np. zawiniętą w papierek gorczycę z poleceniem, by zakasłać i wyrzucić zawiniątko na skrzyżowaniu... A to chyba są już czary?! Jeszcze raz bardzo proszę o odpowiedź. Z Panem Bogiem! Monika Listów o podobnej treści otrzymałem w ostatnim czasie co najmniej kilka. Schemat zwykle jest bliźniaczo podobny: istnieje gdzieś jakaś szeptucha, która modli się nad chorymi, leczy, pomaga, odwołuje się do Pana Boga, ale...Zawsze jest to „ale”. Trzeba zrobić jeszcze coś „extra”. I tak np. każe o określonej godzinie wykonać magiczny gest, wypowiedzieć słowa, czy - jak pisze Monika - zawinąć w papierek gorczycę, zakasłać i wyrzucić na skrzyżowaniu. „Coś” w tym jest? Paradoksalne jest to, że wedle wszelkiej miary prawdopodobieństwa te i im podobne praktyki w pierwszej dekadzie jaśnie oświeconego XXI w. powinny być co najwyżej przedmiotem politowania bądź żartów. Okazuje się, że nie! Wręcz przeciwnie. Istnieje wcale niemała grupa ludzi, którzy święcie wierzą, że np. krew koguta zmieszana z popiołem żaby mogą decydować o czyimś zdrowiu lub szczęściu; że można przepowiedzieć przyszłość, patrząc na wewnętrzną stronę dłoni. Albo że układ gwiazd przy narodzeniu określa całe życie człowieka. Wahadełka, bioenergoterapia, leczenie kolorami, kursy reiki itd. - to tylko przykłady odmian współczesnego okultyzmu. Problem staje się jeszcze bardziej bolesny, gdy okaże się, że spora grupa chrześcijan nie widzi sprzeczności pomiędzy praktykowaniem wiary a regularnymi wizytami u wróżki, kartami tarota czy zasięganiem rady u szeptuchy. Mamy do czynienia z nawrotem pogaństwa, które w sytuacji, gdy chrześcijaństwo w wielu przypadkach jedynie siłą inercji wypełnia przestrzeń publiczną (mówił o tym Benedykt XVI podczas swojej ostatniej wizyty w Niemczech), coraz mocniej się rozzuchwala. Gdy rozmawiam o tym z ludźmi, zwykle tłumaczą się: „No wie ksiądz, ja nie wierzę w te gusła, ale (ALE!) coś w tym jest”. Co? - pytam. Nie potrafią odpowiedzieć... Mamy więc do czynienia z dziwaczną hybrydą, która nie wytrzymuje próby logicznego osądu. Ale logika, jak się okazuje, nie jest naszą mocną stroną. A szkoda. Uchroniłoby to nas od wielu tragedii, także duchowych. Tyle tytułem wstępu. Pogaństwo atakuje Sceptykom, kwalifikującym wyżej wymienione praktyki (o których m.in. pisze Monika) do zbioru żartów czy niewinnej zabawy, odpowiem, że gdyby ludzie nie byli przekonani, iż wróżka przepowie im przyszłość, pomoże wybrać męża czy trafi ć „6” w totolotka, a szeptucha uzdrowić, nie płaciliby grubych pieniędzy za wizytę czy poradę. Tym samym wpadają w sprytnie zastawioną pułapkę. Pozór dobra (zdrowie, pomyślność) działa jak lep albo wonna trutka, wabiąca ku sobie niepomne niebezpieczeństwa ofiary. Nie wiem, na ile osoby posługujące się różnymi „darami” są świadome ich pochodzenia. I na ile wiedzą, że jest to igranie z rzeczywistością, która choć nie dana poznawczo wprost, to jednak na kartach Biblii i w nauczaniu Kościoła jawi się jako siła wroga człowiekowi? Lech Dokowicz, który przez wiele lat był operatorem kamery obsługującym wielkie imprezy techno, opowiada o spotkaniu z ludźmi posiadającymi potężną władzę i nieograniczone środki, świadomie pozostającymi na usługach szatana (świadectwo jest dostępne w internecie w formacie mp3, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę nazwisko). Stwierdza wprost: człowiekiem, który otworzył Polskę na okultyzm, był Harris. Na początku lat 80 ubiegłego wieku zapraszano go nawet do kościołów, gdzie „uzdrawiał”. Skutki tego wielu ludzi ponosi do dziś...Niektórzy mówią: „To niesprawiedliwe. Ja przecież nie wiedziałem, nie byłem świadom!”. Błąd logiczny. Akurat złemu duchowi najmniej zależy na tym, czy coś jest sprawiedliwe, czy niesprawiedliwe. Jest ojcem kłamstwa i posługuje się nim ze szczególną perfidią. Jest cierpliwy, inteligentny i działa „długodystansowo”. Nie zawsze skutek „zakażenia” okultyzmem musi przyjść od razu. Może minąć wiele lat, otwarcie na zło przypomina małą kroplę, która cierpliwie pada na skałę, drążąc ją i - w konsekwencji - powodując całkowitą erozję. Nasza naiwność sprawia, że niepomni niebezpieczeństw pakujemy się w rzeczywistość, która nas wcześniej czy później zniszczy. Świadectwo Jako odpowiedź na dylemat Moniki pozwolę sobie przytoczyć świadectwo młodej kobiety. Końcówka tego wyznania szokuje. I jest przestrogą dla tych, którzy w wizytach u wróżek i szeptuch nie widzą niczego złego. Oddaję głos Annie. „Odkąd pamiętam moje życie było niekończącym się pasmem porażek. Nawet lata dzieciństwa naznaczone były wydarzeniami, o których dziś wolę nie myśleć. Szkoła, wejście w dorosłe życie, rodzice, którzy się rozstali, alkohol, eksperymenty z narkotykami i inne wydarzenia sprawiały, że jakaś bliżej nieokreślona ciemność wsysała mnie w siebie. Coś było nie tak - czułam to! Ale ponieważ zagubiłam po drodze Pana Boga, gardziłam Kościołem, księżmi, nie miałam siły, aby stawiać jakiekolwiek pytania. Tonęłam, choć wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam. Życie zamieniło się w pasmo cierpienia [...] Momentem przełomowym stało się poznanie najpierw na czacie internetowym, a potem w realu nowych ludzi. Okazało się, że namierzyli mnie sataniści. Prawdziwi, bardzo groźni i bezwzględni. Przez internet docierali do takich jak ja: zagubionych i wypranych z zasad. Kiedyś jeden z nich wypowiedział słowa, na które wtedy jeszcze nie zwróciłam uwagi: „Czekaliśmy na ciebie. Wiedzieliśmy, że przyjdziesz”. Na początku było super, zaczęłam brnąć w rzeczywistość, która wciągnęła mnie bez reszty [...]. To trwało kilka lat. Kiedy chciałam odejść, zaczęło się... Pojawiły się szantaże, straszenie, ale najgorsze było co innego: nocne dręczenia, spadające przedmioty w domu, przeraźliwy chłód i fetor jakby rozkładającego się mięsa, moje zachowanie (np. budziłam się rano na kuchennej posadzce, trzymając w ręku porwany różaniec), utraty świadomości itd. Gdy wzięłam do ręki Pismo Święte, na dłoniach pojawiały się bąble jak po oparzeniu. Nie mogłam wejść do kościoła. Co dziwne, moje sny zawsze działy się w kontekście konkretnego pomieszczenia - do tego stopnia, że, nie widząc go nigdy wcześniej, mogłabym opisać je ze szczegółami [...]. Znalazłam w sobie jeszcze na tyle odwagi, że gdy w naszej parafii i pojawił się ksiądz, którego znałam ze szkoły podstawowej, poprosiłam go o pomoc. Zgodził się. Kiedy próbowałam przygotować się do spowiedzi, opisane wyżej zjawiska nasiliły się. Było strasznie. Świadkiem tych wydarzeń był mój mąż, były dzieci. Agresywnie reagowałam na świętość. Ks. Piotr zaproponował, abym udała się do egzorcysty. Tak się stało. [...] Zły robił, co mógł, aby mi w tym przeszkodzić. Ale mu się nie udało. Dziś mija już trzeci rok od momentu, gdy zaczęła się moja droga powrotu do Pana Boga. Jestem szczęśliwą osobą, matką, żoną. Moja dusza jeszcze nie jest do końca uleczona, ale wiem, dokąd iść. Pojednałam się z ojcem, który w przeszłości nas opuścił. Pewnego dnia opowiedział mi historię, która mnie zmroziła. Otóż moja mama, zanim mnie urodziła, kilka razy poroniła. Ktoś poradził jej, aby udała się do wiejskiej szeptuchy. Po kilku wizytach (ojciec nie pamięta już dziś, co się podczas nich działo, ale były jakieś modlitwy, słowa, zaklęcia) mama zaszła w ciążę. Potem przyszłam na świat ja. Gdy się o tym dowiedziałam (w sierpniu tego roku), poprosiłam ojca, aby zawiózł mnie do tej kobiety. Pojechaliśmy. Dom, choć na pół zawalony, jeszcze stał. Kobieta, jak się okazało, dawno zmarła. Kiedy podeszliśmy do zabudowań i gdy spojrzałam do wnętrza przez wybite okna, nogi się pode mną ugięły... Było to pomieszczenie, które wielokrotnie widziałam w nocnych dręczeniach! Znałam każdy szczegół, choć nigdy wcześniej tam nie byłam! [...] Dziś, kiedy łączę fakty, analizuję swoje życie, jestem pewna, że wizyta mojej mamy u tej kobiety rzuciła mnie w ramiona ciemnych mocy. One ciągle były gdzieś blisko mnie. Przypomniałam sobie słowa, które swego czasu wypowiedział jeden ze wspomnianych wyżej ludzi: „Zostałaś przeznaczona mojemu panu. Należysz do niego”. Mówił o szatanie. Ja na początku się śmiałam, dopiero potem poznałam wagę tych słów [...]”. To fragment świadectwa Anny. Przytaczam je - za jej zgodą - jako przestrogę dla tych, którzy lekkomyślnie pakują się w sidła złego ducha. Szatan jest inteligentny. Być może wizyty u szeptuchy mogą mieć skutek w postaci uleczenia z choroby. Nie wykluczam tego. Ale za jaką cenę?... To nie są żarty. Tu chodzi nie tylko o teraźniejszość, ale też o wieczność. A może przede wszystkim o nią. KS. PAWEŁ SIEDLANOWSKI Echo Katolickie 43/2011
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!