czwartek, 17 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Sześć kroków w bok

Dodano: 8 listopada 2007, 15:30

Aresztowanie, godziny przesłuchań i wyrok. Potem czekanie na egzekucję.

To Polacy Polakom zgotowali ten los. W imię swojego prawa, prawdy i sprawiedliwości. W imię swojej racji.

Ten dzień pamięta, jakby to było wczoraj. 2 kwietnia ‘51. Fabryka kauczuku w Bydgoszczy. Nagle na rękach czuje zimne łańcuchy, jeden ubek chwyta go za ramiona, drugi celuje w niego pistolet.

- Tak kolejny raz zostałem aresztowany - opowiada Marian Pawełczak ps. "Morwa”, żołnierz Armii Krajowej. - I rozpocząłem poniewierkę od więzienia do więzienia. Bez cienia nadziei, że ten koszmar kiedyś się skończy.


W piwnicy z zakonnikiem

"Morwa” ma na koncie walkę w oddziałach leśnych AK, potem partyzancką działalność w organizacji "Wolność i Niezawisłość”. Po kilkakrotnych zatrzymaniach za działalność opozycyjną, ujawnia się w Lublinie w kwietniu ‘47. To ma go uchronić przed więzieniem. Chce zacząć normalne życie w Polsce, o której komuniści mówią, że została "wyzwolona”.

- Ale to moje ujawnienie na niewiele się zdało. Zostałem przewieziony do Lublina na Krótką, stamtąd do piwnicy na Chopina 18 - wspomina Pawełczak.
To tutaj ubecy trzymają "politycznych”. Bez światła, bez powietrza. Z kiblem pośrodku celi.

Tę celę Marian dzieli z ojcem Julianem, zakonnikiem z klasztoru w Radecznicy. - Rozmowy z nim podtrzymywały mnie na duchu; nie pozwoliły mi się załamać. Ale wkrótce nas rozdzielono.

29 maja ‘51 zostaje zastrzelony Ludwik Czugała, zastępca przewodniczącego Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie. Ginie pod Włodawą z rąk "Żelaznego”. To stawia na nogi cały lubelski aparat bezpieczeństwa. Komuniści są rozwścieczeni. "Morwa” zostaje przewieziony na Zamek w Lublinie. To największe i najcięższe więzienie na Lubelszczyźnie. Tu jest cela śmierci.

Tu codziennie wykonywane są egzekucje.

- Stąd się już nie wracało - mówi Pawełczak.


Śmierć co raz bliżej

Zamykają go w baszcie Zamku razem ze 120 innymi więźniami, głównie kryminalistami. Tak wspomina tamtą chwilę: - Trzasnęły za mną ciężkie metalowe drzwi, uderzył mnie zaduch niewietrzonego pomieszczenia, w którym oczywiście był otwarty kibel. Było tak duszno, że więźniowie mdleli po kolei. Rzucaliśmy się do jednego okienka, żeby zaczerpnąć choć odrobinę powietrza.
O 6 rano pobudka. Krzyk, bicie, straszenie. Zimna kawa, suchy chleb. Potem wiele godzin przesłuchań. Marian dostaje do podpisania akt oskarżenia. Prokurator zarzuca mu "nieszczere ujawnienie” oraz "ukrycie czynów” z podziemnej działalności.

I domaga się dla niego kary śmierci.

Mijają trzy miesiące. Po kwarantannie w baszcie "Morwa” trafia do celi nr 4 na I oddział. 15 mężczyzn zajmuje 16 metrowe pomieszczenie.

Tuż za ścianą jest cela śmierci.
- Nad ranem dochodziły stamtąd krzyki więźniów. Albo płacz... właściwie taki szloch. I odgłos szurania, jakby ktoś kogoś bezwładnie ciągnął. Potem cisza. I myśl: następnym razem to mogę być ja.

Szubienica

Rozpoczyna się rozprawa w sądzie. Wyprowadzają Pawełczaka z celi, wsadzają do samochodu. Ale zamiast do sądu wiozą na podwórko za Zamkiem. Prowadzą do komórki, gdzie wisi szubienica. Tu, albo w piwnicy pod Zamkiem, wykonywane są wyroki śmierci. - Wykończą mnie teraz, pomyślałem. I coś we mnie wstąpiło. Taka złość, sprzeciw. Nie zobaczycie mojego strachu. Nie upokorzycie mnie w tej ostatniej chwili.

To trwa kilka minut. Dla "Morwy” - całą wieczność. Po chwili każą mu z powrotem wsiąść do samochodu.
Zawożą do sądu.

Taką mieli grę

- Byłem pewien, że tym razem zrobili sobie ze mnie zabawę, ale że to jednocześnie początek mojego końca. Tak się zdarzało: wywoływali na egzekucję, człowiek żegnał się w myślach z życiem, a za chwilę mówili, że to pomyłka. I tak po kilka razy. Przeżywało się swoją śmierć raz za razem. A w końcu padał strzał. Albo sznur zaciskał się na szyi. Taka to była ich gra.

"Morwa” jest pewien, że zgodnie z żądaniem prokuratora został skazany na karę śmierci. Ale w sądzie nie usłyszał wyroku. Dowiedział się tylko, że czaka go teraz więzienie we Wronkach. Jedno z najcięższych w kraju.

Tam dowiedział się od oficera polityczno-wychowawczego, że "ma piętnachę”. - Ulga? Nie. Nikomu w nic już nie wierzyłem. Nie widziałem przed sobą żadnej przyszłości. Miałem ciężką gruźlicę, której się tam nabawiłem. Jakie życie mogło mnie jeszcze czekać?

17 grudnia ‘54 Sąd Najwyższy uchylił wyrok skazujący Mariana Pawełczaka na 15 lat więzienia.

"Morwa” wychodzi na wolność.

- Poszedłem na stację. Śnieg, powietrze, wokół zwykli ludzie, toczy się życie. A ja sześć kroków w jedną stronę, sześć kroków w drugą. Dokładnie tak, jak w więziennej celi.


IPN: śladem zbrodni

- Każda historia komunistycznej zbrodni jest inna, ale wszystkie w jakiś sposób są do siebie podobne - mówi Marcin Dąbrowski, historyk Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie. - Łączy je jedno: To Polacy Polakom ten los zgotowali. Dopóki żyją świadkowie, uczestnicy tamtych wydarzeń, musimy do nich dotrzeć. Żeby ta historia nie odeszła wraz z nimi.

IPN od kilki miesięcy prowadzi akcję "Śladami zbrodni”. Na Lubelszczyźnie historycy docierają do byłych aresztów i więzień ubeckich, odwiedzają piwnice i cele powiatowych urzędów bezpieczeństwa. Dziś te miejsca mają zupełnie inne przeznaczenie niż pół wieku temu.

Ale ślady zbrodni nie zniknęły.

Są na ścianach piwnic, drzwiach i podłogach. Kiedy z baraków w Kąkolewnicy - gdzie na oficerach AK wykonano egzekucje podobne do katyńskich - zabierano belki, były tak naszpikowane kulami, że psuły piły.

Pozostały też słowa, jak choćby te, wyryte przez więźniów w celi PUB w Radzyniu Podlaskim: "Cele więzienne to żywe groby”, "Jezu wybaw”, "Bóg z nami”. W innych są nazwiska, daty, cale modlitwy, kreski, którymi więźniowie odmierzali czas.

- Trudno powiedzieć, ile osób wyszło stamtąd żywych, a ile zostało zamordowanych. To wciąż pozostaje tajemnicą - mówi Dąbrowski. - Niektórzy tuż przed śmiercią chcieli zostawić po sobie jakiś ślad. To bezcenny materiał. Teraz musimy jeszcze dotrzeć do tych, którzy przeżyli. Niech o tym opowiedzą.

Dostałem karę śmierci

Jan Rylewicz opowiada spokojnym, rzeczowym głosem. W 1952 roku miał 29 lat, gdy został aresztowany i osadzony na Zamku. Za dywersję i działalność w WiN. Całe więzienie obszedł we wszystkie strony, znał każdy zakamarek tej krwawej twierdzy. Był kucharzem więziennym, więc roznosił więźniom jedzenie. A przy okazji grypsy.

W ‘53 roku został skazany na karę śmierci. Trzy miesiące czekał na jej wykonanie, zanim objęła go amnestia.

Pożegnał się w myślach z żoną Reginą. Ze wszystkimi bliskimi. Kładł się i budził z myślą, że to jego ostatni dzień. Pogodził się ze śmiercią, więc nie modlił się o życie. Modlił się o Polskę. Żeby była Polską, choćby jego już nie było.

Dopiero przy tych słowach głos Jana się łamie. - Gdy sędzia ogłaszał wyrok, moja siostra powiedziała: W Oświęcimiu hitlerowcy zamordowali mi brata. A teraz drugiego brata mordują mi Polacy.
Czytaj więcej o:
Gość
xxx
mak
(6) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (19 marca 2012 o 18:19) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='xxx' timestamp='1268421476' post='249200']
O Pana prawdziwym obliczu mogą wiele powiedzieć żyjący jeszcze świadkowie tamtych czasów, pochodzacy z takich miejscowości jak : Popkowice Skorczyce, Wilkołaz, Ostrów, Ewunin. Napewno historia opowiedziana przez nich będzie się mijała z Pana historią
[/quote]
Czy oby na pewno? Dobre sobie, spotkania z historią są bolesne. Skąd wiadomo że "świadkowie" nie zostali przestraszeni i nie współpracowali z nowymi okupantami spod znaku SIERPA I MŁOTA.
Rozwiń
xxx
xxx (12 marca 2010 o 20:17) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
O Pana prawdziwym obliczu mogą wiele powiedzieć żyjący jeszcze świadkowie tamtych czasów, pochodzacy z takich miejscowości jak : Popkowice Skorczyce, Wilkołaz, Ostrów, Ewunin. Napewno historia opowiedziana przez nich będzie się mijała z Pana historią
Rozwiń
mak
mak (9 listopada 2007 o 17:29) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
nie po linii mój komentarz, który wysłałem przed południem? dyskredytuje "bohatera"? znam wiecej faktów, moi rodzice pochodzą z Ostrowa i Popkowic, ale Panstwo straciliście własnie kilku /a może dużo więcej/ czytelników. pozdrawiam
Rozwiń
e
e (9 listopada 2007 o 14:16) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
moj dziadek jest rowniez oficerem AK i rowniez siedzial w wiezieniu na zamku z wrokiem smierci, jednak udalo mu sie uciec wczasie transportu.
Rozwiń
mak
mak (9 listopada 2007 o 08:44) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A ci jeńcy niemieccy rozstrzelani na pana rozkaz w Wilkołazie, po zakończeniu wojny /!!!/ to pewnie była prowokacja komunistyczna?
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (6)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!