środa, 18 października 2017 r.

Magazyn

Szkoła trudnego przetrwania

  Edytuj ten wpis
Dodano: 20 września 2002, 13:11

Najbardziej powszechną metodą gnębienia "kotów” jest malowanie markerami. Ale są też
i inne, bardziej
wymyślne: "spłuka”, "kilimandżaro”, "idol”, "znaczenie bydła”, albo "wściekłe mole”. Tutaj nie ma sentymentów, zdarza się, że brat ściga własnego brata-pierwszaka. Jeśli nie chce tego robić sam, prosi o pomoc kolegów

Uczniowie z pierwszych klas niechętnie opowiadają o swoich przeżyciach. Jeżeli już ktoś się zdecyduje, woli nie ujawniać ani swojego imienia, ani nawet nazwy szkoły. Mówią, że się boją. Z tego samego powodu nie rozmawiają na ten temat z nauczycielami. Może dlatego w większości szkół dyrektorzy uważają, że problem w ogóle ich nie dotyczy.
Trzeba mierzyć

Trzeba mierzyć

- Oczywiście, że ścigają - mówi Kuba, tegoroczny pierwszoklasista jednej z chełmskich szkół średnich. - Teraz już się trochę uspokaja. Najgorsze były pierwsze dni. Ja zaczynałem od mierzenia zapałką obwodu płytki chodnikowej. To jest tak. Podchodzi koleś ze starszej klasy, pokazuje zapałkę i pyta "Mierzysz?”. Jeśli się odmówi, on przełamuje ją na pół i powtarza pytanie. Lepiej zgodzić się od razu, bo zapałka jest coraz krótsza, a mierzyć i tak w końcu trzeba.
Mierzą wszystko, ławki, schody, parapet okienny, nawet obrazy i tablice pamiątkowe na ścianach. - Jednemu chłopakowi kazali mierzyć obwód własnej głowy - przypomina sobie Paweł, kolega Kuby.

Ważne, żeby słuchać

Postępowanie zwykle jest podobne. Grupa wybiera sobie ofiarę. Otacza ją i "zaprasza na bocznicę”, tzn. odprowadza gdzieś na bok. Tylko od kaprysu oprawców zależy, jakiego rodzaju zadaniem ją obarczą. - Może być np. samochodzik - mówi Kuba. - Dają monetę pięciogroszową i zapałkę. Moneta to kierownica, zapałka dźwignia biegów. No i trzeba jechać, wydając do tego specjalne odgłosy.
Nie chodzi o to, żeby wykonać zadanie do końca. Ważne jest, że "kot” się złamał, słucha starszych i wykonuje ich polecenia.
- Jest też sposób na wściekłego mola - mówi Paweł. - Porusza się rękami udając ruch skrzydełek i gryzie firankę. Czasem wysyłają do sklepu po napój, drożdżówkę, ale też i papierosy. Oczywiście nie dają pieniędzy.

Pod okiem nauczycieli

Samochodzik czy zapałka, nie są może szczególnie uciążliwymi zadaniami, ale nie w tym rzecz. Wszystkie, bez względu na rodzaj, upokarzają. Są też bardziej drastyczne metody.
- Wkładają głowę pod umywalkę i robią tzw. kilimandżaro - opowiada Piotr, także pierwszoklasista. - Albo do klozetu. Przytrzymują i spuszczają wodę. Każdy mówi na to inaczej, ale najczęściej - spłuka.
Wszystko dzieje się praktycznie pod bokiem nauczycieli. Trudno uwierzyć, że nic nie widzą.
- Przeważnie siedzą na przerwie w pokoju nauczycielskim - mówi Kuba. - Są tacy, którzy nawet, jak coś widzą, to udają, że nic się nie dzieje. Ale niektórzy ostro reagują.
- Od nas ze szkoły podobno jeden chłopak wyleciał za ściganie - mówi Paweł. - Pchnął kogoś na ścianę i rozbił mu głowę. Na ogół jednak do bicia nie dochodzi. Najwyżej, jak nie chce się spełnić polecenia, to szturchną, albo popchną.

Stawiasz się to dostajesz

Większość incydentów ma miejsce na terenie szkoły. Zdarza się jednak, że "chrzczenie” przenosi się także poza nią. W biały dzień, na zatłoczonej ulicy pierwszak może zostać, w najlepszym przypadku, pomalowany. Nikt z przechodniów nie reaguje. Prześladowcy nie wybierają. Nieważne, czy jesteś wysoki czy niski, szczupły czy gruby, czy jesteś chłopakiem czy dziewczyną. Jesteś w pierwszej klasie, a więc jesteś kotem. Nie ma znaczenia także pokrewieństwo. Ci, którzy nie chcą gnębić swojego rodzeństwa, zlecają to kolegom. Zdarza się jednak, że robią to sami.
- Jeden z kolegów przyszedł na lekcję z domalowanymi markerem wąsami i okularami - mówi Piotr. - Nauczycielka spytała, kto mu to zrobił. Nie zareagowała, kiedy dowiedziała się, że to starszy brat.
Przez "chrzest” muszą przejść wszyscy. Chyba że tak jak Karol, mają znajomych w starszych klasach. - Oni mówią kolegom kogo nie ścigać - tłumaczy. - Dlatego ja mam od początku spokój. Ale słyszałem o różnych metodach. Kolega opowiadał w internacie, że zamknęli takiego jednego w szafie i kazali mu śpiewać. A przez dziurkę od klucza puszczali dym z papierosa. A w ogóle to najlepiej się nie stawiać, bo kto tak robi dostaje dwa razy więcej.

Zakazy i zarządzenia

Niepokoi fakt, że dzisiejsze "ofiary”, deklarują chęć podobnego postępowania za rok lub dwa, w stosunku do młodszych kolegów. Nieliczni, którzy twierdzą, że nie będą "ścigać”, motywują to jedynie obawą przed konsekwencjami, czekającymi ich ze strony szkoły. Nikt nie wspomina o szanowaniu drugiego człowieka, o jego godności.
Na pytanie o falę, dyrektorzy szkół zwykle reagują podobnie. Twierdzą, że problemu nie ma. Tylko nieliczni przyznają, że zjawisko rzeczywiście istnieje. - Trudno nazwać to falą, ale pojawiły się jakieś próby - mówi Marzena Prożogo, wicedyrektor Zespołu Szkół Zawodowych nr 5 w Chełmie. - Staramy się je likwidować u źródła. Wydaliśmy zarządzenie, w którym uczniowie zostali poinformowani o zakazie represjonowania młodszych kolegów. Za złamanie zakazu grożą im konsekwencje karne włącznie z wydaleniem ze szkoły. Wydaje mi się jednak, że ten problem w tym momencie dotyczy bardziej gimnazjów.
- Zjawisko fali jest w każdej szkole, także gimnazjalnej - mówi Mariola Szynal, dyrektor Gimnazjum nr 2 w Chełmie. - Tylko nie wszyscy o tym chcą mówić, albo mówią zbyt cicho. Problem pojawia się co roku i my go nie ukrywamy. Trzeba po prostu podjąć konsekwentne działania, aby go wyeliminować. W naszym gimnazjum prowadzimy zajęcia profilaktyczne i współpracujemy z policją. Chcemy zdyscyplinować młodzież i uświadomić jakie konsekwencje przynieść takie nieodpowiedzialne zachowanie. Co jeszcze? Trzeba wspierać uczniów, pilnować i zwyczajnie z nimi być. •
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!