wtorek, 6 grudnia 2016 r.

Magazyn

Szkolne zmory

Dodano: 6 września 2002, 10:52

W niektórych lubelskich szkołach, jak w tej na Felinie (nr 52)  widok ochroniarza nikogo już nie dzi
W niektórych lubelskich szkołach, jak w tej na Felinie (nr 52) widok ochroniarza nikogo już nie dzi

Poniedziałkowe rozpoczęcie roku szkolnego najłatwiej można było zauważyć w Lublinie tuż przy deptaku. Około południa fala młodzieży, która opuściła uroczystości, płynęła przez ulice doprowadzając do wściekłości kierowców. Rozgadani uczniowie nieświadomie blokowali przejścia dla pieszych, aby po pewnym czasie zająć miejsca pod piwnymi parasolkami

Ilu z nich nie ukończyło jeszcze osiemnastu lat? Na to pytanie nikt nie zna dokładnej odpowiedzi, nikt bowiem nie sprawdza dokumentów nastolatków okupujących kawiarniane ogródki, jak również bawiących się w dyskotekach. Wielokrotny wzrost spożycia piwa w Polsce wskazuje jednak na to, że sami dorośli nie poradziliby sobie z hektolitrami chmielowego wywaru.
Z badań wynika, że blisko jedna dziesiąta nastolatków w sytuacjach kryzysowych szuka pocieszenia w alkoholu, a drugie tyle uważa go za nieodłączny element zabawy. Jakie mamy na to rozwiązanie? Zaklejamy w piwnych ogródkach znaki browarów, a w szkołach wprowadzane są kolejne
programy profilaktyczne.
Nie tylko antyalkoholowe. Również antynikotynowe i antynarkotykowe. Programów i instytucji zajmujących się profilaktyką uzależnień jest mnóstwo. O wiele mniej jest dowodów ich skuteczności. A być może warto byłoby zbilansować koszty wydatków na nie przeznaczanych i skutków, jakie przynoszą. Może udałoby się wreszcie znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego młodzież, która coraz więcej wie o zgubnym wpływie używek, używa ich coraz więcej? Dlaczego usiłujemy pogodzić swoje niezadowolenie ze stosowania środków odurzających z faktem używania niesamowitych ilości środków psychotropowych bez medycznego uzasadnienia?
- Nie widzę powodu, dla którego miałabym odmówić sobie zapalenia trawy na imprezie - mówi miła, nie sprawiająca problemów wychowawczych licealistka. - Inni palą, rodzice pomagają sobie różnymi środkami w dużym wyborze: tabletki od bólu głowy, panadol na inne bóle, pastylki nasenne no i, oczywiście, wódeczka na chandrę. A poza tym, czy są jakieś inne ciekawe propozycje? Te, które są, to to samo, co narkotyki - telewizja, komputery, a nawet siłownia też uzależniają.
W ostatnich latach zmieniła się
narkotykowa "kultura” i marketing.
Liść marihuany stał się modnym elementem zdobniczym młodzieżowych strojów i nikt nie wprowadza zakazu tego rodzaju reklamy. Handlarze narkotyków promują swoją ofertę także innymi metodami współczesnego marketingu, z poglądowymi broszurkami włącznie.
Oczekujemy od naszych dzieci sukcesów, one również chcą osiągnąć jak najlepszą pozycję w życiu.
- Skoro mam się tyle nauczyć, to dlaczego mam, tak jak rodzice, zatruwać się kawą, skoro nie tak trudno znaleźć amfetaminę? - pyta licealistka. Sukces w życiu zależy nie tylko od intelektu, ale i od umiejętności kierowania emocjami. Tego szkoła nie uczy, dom też nie najlepiej potrafi to wykształcić.
Najłatwiej powiedzieć więc, że młodzież jest coraz gorsza. Tymczasem współczesne młode pokolenie wcale nie różni się od swoich poprzedników. Ono po prostu żyje w zupełnie innym świecie. Świecie, w którym dorośli nie wierzą w siebie. Jak może być zresztą inaczej przy bezrobociu sięgającym 20 proc. i powszechnej obawie o utratę pracy i środków do życia?
Tegoroczny pęd do ogólniaków, które wybrała ponad połowa absolwentów gimnazjów, również można tłumaczyć recesją. To jeden ze sposobów odwlekania decyzji o wyborze zawodu. Nikt bowiem nie jest w stanie określić, jaka profesja za kilka lat będzie przydatna na rynku pracy.
Niepewność przyszłości
rodzi najpierw złość, potem poczucie życiowej krzywdy, postawę roszczeniową wobec państwa, a w efekcie frustrację i agresję. Zwłaszcza że młodzi ludzie są doskonałymi obserwatorami i widzą przepaść między deklaracjami praworządnego życia a szarą strefą. Nie tylko w narodowej gospodarce, ale i w codziennym życiu.
Policja w akcji
- Kiedy nas widać, wszystko jest w porządku: kierowcy jadą z przepisową prędkością, przestrzegają znaków drogowych, przechodnie korzystają z przejść - mówi sierżant sztabowy Jerzy Poniewozik, który wraz z sierżantem Markiem Gawronem w poniedziałek patrolował ulice Lublina w ramach dwutygodniowej akcji policyjnej "Bezpieczna droga do szkoły”.
Policjanci będą się też spotykać z uczniami klas pierwszych szkół podstawowych, przypominać o zasadach korzystania z dróg. Przeprowadzą lustrację znaków drogowych. Ze szczególną starannością będą egzekwowane przepisy dotyczące przewozu dzieci, parkowania w rejonach szkół i przechodzenia przez jezdnię.
Policjanci przyznają jednak, że tylko widok mundurowych wymusza
przestrzeganie prawa.
Mundurowi na dobre zagościli już w szkołach Lublina. Poczciwe woźne zastąpili postawni ochroniarze.
- Szkoła Podstawowa nr 52 to kolejne "dziecko” naszej firmy - mówi Grzegorz Głębocki z Agencji Ochrony "Strażnik Serwis”. - Praca w szkole jest chyba bardziej wyczerpująca niż w innych obiektach. Już nawet nie chodzi o to, że trzeba dzieci chronić przed obcymi. Są jak żywioł, biegają, krzyczą - trzeba uważać, żeby same sobie nie zrobiły krzywdy.


Niebezpieczeństwa

w drodze do szkoły, znęcanie się nad pierwszakami, bójki, wyłudzanie pieniędzy, alkohol, narkotyki, sekty, grupy nieformalne i zbyt wczesna inicjacja seksualna - to wszystko, czego obawiamy się wysyłając dzieci do szkoły.
- Najgorsze wspomnienie ze szkoły, to jak biłem się z takim jednym chłopakiem - mówi uczeń jednej z lubelskich podstawówek. - Może w tym roku da mi już spokój i zacznie się wyżywać na kim innym.
Może. Chociaż to marna pociecha dla innych. Arsenał pomysłów szkolnej fali obficie czerpie z wzorów zamkniętych społeczności więziennych czy wojskowych. Nikt nie prowadzi statystyki "robienia kotom spłuczek”, czyli zanurzania głowy w sedesie i innych "psikusów”, którymi uczniowie starszych klas przystosowują pierwszoklasistów do szkolnego życia.
Niemniej z przemocą mamy do czynienia nie tylko wtedy, gdy silny uderzy słabego. Jej przejawów jest całe mnóstwo, ale zawsze ofiara jest wystawiona przez dłuższy czas na negatywne działanie agresora, którym może być także grupa. To może być dokuczanie, wyszydzanie, przezywanie, zabieranie pieniędzy i przedmiotów, niszczenie rzeczy. Istnieją również formy bardziej zakamuflowane: oszczerstwa, intrygi, wykluczanie z grupy, naznaczanie, izolowanie.
Konsekwencje zawsze są podobne: ofiary przeżywają głębokie uczucie poniżenia i upokorzenia, strachu, wstydu i dezorientacji. W przyszłości daje to obniżenie poczucia własnej wartości oraz samooceny, tendencje autodestrukcyjne i utrwalony syndrom ofiary. Czy można temu przeciwdziałać? Można, tylko trzeba chcieć. Do dyspozycji wychowawców są ankiety socjometryczne, służące jako narzędzie do badania struktury grupy społecznej. Klasy również.
Socjolodzy zalecają przeprowadzenie ankiet w drugim i ósmym miesiącu nauki. Ilu wychowawców ma na to czas? Ilu dyrektorów przygotuje im takie ankiety? Ilu rodziców na pierwszych zebraniach klasowych zadeklaruje swoją pomoc w rozwiązywaniu klasowych problemów? Z reguły trudno nawet znaleźć chętnych, którzy chcieliby zaangażować się w pracę "trójek klasowych” i rad rodziców.

Najwięcej zależy od rodziców

Tomasz Wach - doktor socjologii, dyrektor schroniska dla nieletnich w Dominowie
Młodociani bandyci, złodzieje stanowią ułamki procent z całej populacji dzieci i młodzieży. Ich jednak zauważa się bardziej niż pilnych, grzecznych uczniów. Ale ta większość jest narażona na wszystkie zagrożenia. Kto ma ich ustrzec? My wszyscy. Muszą być działania systemowe, w które angażować się będą różne instytucje,
a przede wszystkim sami rodzice. Ani szkoła, ani policja nie postawią tamy narastającej fali frustracji przeradzającej się w agresję i modzie na narkotyki, jeśli dzieci będą pozbawione rodzicielskiej kontroli. Kontroli w sensie pozytywnym, rodzice powinni wiedzieć, gdzie i w jakim towarzystwie ich dziecko spędza czas.


Grażyna Soszyńska - psycholog, dyrektor Zespołu Poradni nr 2
w Lublinie
Każdy początek roku szkolnego to dla dzieci czas nadziei, ale i niepokoju. Nadziei na nowe przyjaźnie i rozwiązanie problemów z minionego roku i niepokoju: o panią, z którą trudno było dojść do porozumienia, o przedmiot, który sprawiał kłopoty, o układy z kolegami. W najtrudniejszej sytuacji są uczniowie klas pierwszych - i to każdego typu szkół, dla których wszystko jest nowe i jakoś muszą się odnaleźć w nowej sytuacji. Zwłaszcza że boleśnie odczuwają też nawał obowiązków, którym muszą sprostać i niewiele im już zostaje czasu na to, co naprawdę lubią. Wsparcie rodziców jest im w tym momencie bardzo potrzebne.


Sławomir Grześ - podkomisarz, Wydział Ruchu Drogowego KW Policji w Lublinie
Policjanci wspomagają szkołę w uświadamianiu dzieciom zagrożeń związanych z poruszaniem się po drogach. Ale najlepiej przygotowane akcje i prelekcje prowadzone w szkołach nie przyniosą znaczących efektów, jeśli nie będą poparte przez rodziców. I to nie zakazami i nakazami, ale przykładem. Co z tego, że dziecko wyuczy się w szkole formułki o prawidłowym przechodzeniu po przejściu, jeśli zaraz później mama poprowadzi je za rękę przez ulicę między sznurem samochodów? Jeśli ojciec, odwożący je do szkoły, będzie łamał przepisy?


Artur Rudnik - podkomisarz, Wydział Prewencji KW Policji
w Lublinie
Prowadziliśmy badania dotyczące przemocy w rodzinie, z których wynikało, że tam, gdzie dorośli sami nie radzą sobie z własnymi problemami, dzieci również uciekają w używki. Pozostawione samym sobie, nie potrafiące rozwiązać dręczących je problemów - biorą narkotyki. Bywa też i tak, że rodzice sami nieświadomie stawiają im jako przykład kolegów, którzy już poddali się nałogowi. Bo rodzice wiedzą, że kolega dobrze się uczy, a nie wiedzą, że zatruwa się amfetaminą, a inny jest wesoły, ale po marihuanie.


Ofiary,

Ofiara
• nie jest odwiedzana przez kolegów i nie odwiedza innych
• boi się wychodzić do szkoły
• chodzi do szkoły dziwną trasą
• ma niespokojny sen i senne koszmary
• wygląda smutno
• dostaje gorsze stopnie
• domaga się dodatkowych pieniędzy
• jest mniej sprawna fizycznie
• jest niezdarna i irytująca w swoich zwyczajach
• może używać przemocy wobec słabszych

Agresor

Agresor
• jest silny i sprawny (chyba że jest wredną dziewczynką)
• ma silną potrzebą dominacji
• lubi przechwalać się swoją przewagą
• łatwo wpada w złość
• z trudem poddaje się obowiązującym normom
• jest buntowniczy
• nie potrafi wczuć się w cierpienie innych
• ma zwykle pozytywny obraz swojej osoby
• jest popularny (przynajmniej w małej grupie)
• w podstawówce mogą być całkiem dobrymi uczniami, później są zwykle poniżej średniej

Nauczyciel

zirytowany, bezsilny sfrustrowany - niezależnie od tego, skąd przyniósł te emocje, zwykle przekazuje je uczniom. Repertuar reakcji jest znany: krzyk, oskarżanie, grożenie, wyśmiewanie, szydzenie, sarkazm, wykazywanie niższości ucznia. Źle radzący sobie z własnymi napięciami wychowawca silnie wpływa na nastrój uczniów. Wywołuje stan zagrożenia, chronicznego lęku, zwłaszcza jeśli stale wybiera tych samych uczniów jako obiekty odreagowania. Bezsilność uczniów i niemożność likwidacji własnego strachu znajduje ujście w uczniowskich bójkach i kłótniach.

Bać się szkoły czy nie?

Bez obaw

Joanna Muniak - matka uczennicy II klasy SP 28 w Lublinie
Wysyłam córkę do szkoły bez obaw. Mam nadzieję,
że wszystko będzie w porządku. Z kilkulatkami nie ma wielkich problemów, zagrożenia mogą dotyczyć raczej starszych uczniów. Poza tym moje dziecko uczy się w małej szkole, gdzie wszyscy się znają. Maluchy są stale pod opieką nauczyciela, w drodze do szkoły i z powrotem towarzyszą im zawsze rodzice lub dziadkowie. •


Z dziewczynami są kłopoty
Agnieszka Placha - Gimnazjum 11 w Lublinie
W szkole różnie bywa, ale, podobnie jak moje koleżanki, nie obawiam się chłopaków, że mogą napaść. Raczej
z dziewczynami są kłopoty. Dziewczyny są chyba bardziej agresywne niż chłopcy, nie byłam nigdy świadkiem bójki, ale słyszałam jak straszą. Dlaczego? Z zazdrości. O ubrania, fryzury i... chłopaków. Jest dużo ofiar napastowanych przez koleżanki.


Z niepokojem myślimy o klasówkach
Monika Mazur - Gimnazjum nr 11 w Lublinie
Często się zdarza, że dziewczyny straszą koleżanki pobiciem. Mnie też to się zdarzyło, ale wszystko skończyło się tylko na straszeniu. Za co? Za warkoczyki. Miałam włosy zaplecione w drobne warkoczyki - i to się nie podobało. Przede wszystkim jednak z niepokojem myślimy
o klasówkach, o tym, jak się wypadnie na sprawdzianach.


Z nadzieją i szczyptą niepokoju
Monika Kowalik-Kloc - nauczycielka klasy I a w SP 52 w Lublinie
Mam miłe dzieciaki, więc nie widzę żadnych powodów do obaw. Z drugiej jednak strony cała ta sytuacja jest dla mnie nowa. Niedawno skończyłam studia, to moja pierwsza praca, w nowo otwartej szkole. Wszystko będzie po raz pierwszy: pierwsze lekcje, pierwsze spotkanie z kolegami z pracy, pierwsze spotkanie z rodzicami. Nowość zawsze wiąże się z wielkimi nadziejami, ale też i szczyptą niepokoju.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO