wtorek, 6 grudnia 2016 r.

Magazyn

Tajemnicze Abudibi, abudabi

Dodano: 8 sierpnia 2002, 13:42

To ja założyłem pierwszą agencję towarzyską w PRL - mówi o sobie bohater filmu Andrzeja Titkowa "Żywota gorszyciela poczciwego”. Poczciwy dziadzio, spychany z rynku przez współczesną konkurencję, jest nadal czyny zawodowo

Obraz o prekursorze rosnących teraz jak grzyby po deszczu agencji będzie jedną z atrakcji dzisiejszego festiwalowego dnia. Do magicznego miasteczka nad Wisłą zjechały setki miłośników kina, którzy wzruszają się i bawią do samego rana.
Na otwierającym przed tygodniem Lato Filmów "Niebie” w reżyserii Toma Tykwera był nadkomplet. Tłumy widzów ściągnęło nazwisko Krzysztofa Kieślowskiego, współscenarzysty filmu.
Jednak pełną parą festiwal ruszył w sobotę. Na kipiący od masochistycznych praktyk seksualnych film "Pianistka” ściągnęła spragniona mocnych wrażeń młodzież. Klimatyzowany namiot, zdolny pomieścić tysiąc osób, falował od westchnień i gorących emocji.
W niedzielę widzowie oblegali "Szyfry wojny”, "Gliniarzy z Kalkuty”, "Rosyjski striptease”. Kto chciał wyciszyć emocje, mógł promem pojechać na zamek w Janowcu i posłuchać koncertu muzyki dawnej w wykonaniu zespołu "Anonymus”. Kto kocha śmiech "Fiolki” - wybrać się na zamek. Niedziela była zupełnie zwariowana. Nawet balon na gaz urwał się z uwięzi...

Dotknij słońca

W ten poniedziałek rano Kazimierz Dolny wydawał się senny. Pod farą na ławeczce przysiadło dwóch stróżów prawa.
- Jest spokojnie - przyznali.
- To przez to, że jest półprohibicja - dodał młodszy policjant.
- Jak to pół?
- Wolno pić w miejscach przeznaczonych do spożycia. Wolno kupić, ale pić byle gdzie nie.
Pod studnią na ryku grupa młodych kinomanów usiadła w magicznym kręgu. W jego centrum stała butelka białego wytrawnego wina. W podcieniach, przed malutkim sklepikiem spożywczym, kłębił się tłumek młodych wielbicieli filmu i Bachusa.
- Da pan pięć złotych na wino, to wypijemy zdrowie.
- A jak filmy? - spytałem.
- Nnie, nnnie wiem - zaciągnął Andrzej, który zjechał z Agnieszką aż z Rybnika. - W tamtym roku jeszcze oglądałem, w tym się bawię. To da pan piątaka?
Dałem. Za bluzkę Agnieszki. Na biuście falował napis: "Dotknij słońca”.

Janda pod fontanną

Jedną z najbardziej oczekiwanych gwiazd festiwalu były Krystyna Janda i jej córka Maria Seweryn. Na spotkanie w festiwalowym klubie, mieszczącym się w ogrodzie Michalaków, ściągnęły tłumy.
Kilka minut po siedemnastej przez publiczność przeszedł szmer. Janda w złocistych beżach z włoską opalenizną na twarzy. Seweryn w lekko wyciągniętym swetrze, niebieskich dżinsach i czerwonych bucikach. Przyjazd Jandy ważył się do ostatnich godzin.
- Wahałam się, ale Jurek Stuhr powiedział, że koniecznie muszę przyjechać na kazimierski festiwal, bo jest tu dużo wspaniałej młodzieży. Kiedy dziś rano pod fontanną zobaczyłam młodego człowieka, który bardzo dokładnie mył się pod pachami, poczułam tę młodość - powiedziała na początek.
A potem było o matce i córce, o Jandzie reżyserce i o jej internetowym dzienniku www.janda.com.pl, o karierze aktorskiej córki, o tym, że trzy razy do roku robi sobie sześciotygodniowe wakacje, o tym, że właśnie wróciła z włoskiej plaży. Opowiadaniom, zwierzeniom i pytaniom od młodych widzów nie było końca. Autorski wieczór trwał i trwał.

Zamiast golonki chudy karczek z warzywami

Kazimierski festiwal z niszowej imprezy wyrósł na krajową klasykę i mekkę dobrego filmu. W tutejszych pensjonatach, niczym w Międzyzdrojach, zatrzymują się najprawdziwsze gwiazdy światowego i polskiego filmu.
Jak choćby ostatnio Bogayewicz, Bajor, Krauze czy Dancewicz. A nawet sam Bob Hoskins, o którym przypomniałem sobie, gdy w ogródku u Michalaków zobaczyłem znakomitego lubelskiego aktora Włodzimierza Wiszniewskiego, który - tak jak i ja - czekał na wieczorną projekcję głośnego filmu swojego syna Tomasza "Tam, gdzie żyją Eskimosi”. Bob zagrał w nim główną rolę.
Przysiadłem się do stołu. Pan Włodzimierz porządnie schudł, uśmiechał się promiennie i kończył jedzenie.
- Widzisz, jak się poświęcam. Tak chciało mi się golonki. Ale cały czas dbam o zdrowie i jem chudziutko. O, widzisz, warzywka i odrobinę karkówki. To co, idziemy na film Tomka?
- Idziemy.

Tam, gdzie żyją Eskimosi

Tomasz Wiszniewski (rocznik 58) jest scenarzystą i reżyserem filmowym. Na swoim koncie ma także znakomite spektakle Teatru Telewizji, jak choćby "Szalbierz” i "Blues”. W 1992 r. zrobił głośny film "Kanalia”, potem w 1999 r. "Pierwszy milion”.
Ale zupełną sensację wywołał zrobiony w ubiegłym roku z Bobem Hoskinsem film "Tam, gdzie żyją Eskimosi”. Na tegorocznym 19 Festiwalu Filmowym w Awinionie film Tomka dostał nagrodę dla najlepszego europejskiego filmu pełnometrażowego.
Namiot pękał w szwach. Widzowie z zapartym tchem i wzruszeniem wpatrywali się w historię Borsuka, który podróżuje po spustoszonych wojną Bałkanach, poszukując dzieci, którymi mógłby handlować i spotyka Vlado, bośniackiego dziesięciolatka. Ma go dostarczyć do Polski, by stał się dawcą organów...
Po filmie ludzie powoli i z zadumą wychodzili z namiotu. A było o czym myśleć i nad czym się zadumać.
- To nieważne, że to mój syn. Ważne, że to piękny film i że bez patosu da się jeszcze mówić o uczuciach - powiedział mi bardzo wzruszony ojciec reżysera.
- Jest cudnie, jest super i dla tego jednego filmu warto było z Gdańska do Kazimierza przyjechać - uśmiechnęła się do mnie Kasia.

Golasy

Dwudziestolatka Marta zaczynała pracę w biurze, jej szefową była pani Krysia, pełno było natrętnych petentów. Wszystko było jak w zwyczajnym biurze. Z tym jednym wyjątkiem, że wszyscy byli nago - tak w skrócie wygląda fabuła filmu Witolda Świętnickiego "Golasy”.
Leszek Możdżer, znakomity polski pianista, musiał pożyczać pieniądze, by wykonać muzykę dla polskiego teatru. Blokowali mu telefony, odcinali gaz z mieszkania za niepłacone rachunki - to z kolei w pokazanym wczoraj filmie "Pub 700”.
I tak jest codziennie. W sklepach idzie każdy alkohol, na rynku dudnią bębniarze, a kto ciekaw, gdzie w Kazimierzu mieszkał Bob Hoskins, idzie do pensjonatu "Wenus”, w którym znani i bardzo znani mogą bardziej kameralnie korzystać z restauracji i całodobowego baru.
"Jeden z naszych obecnych gości, którego nazwiska nie zdradzę, lubi skoro świt kąpać się nago w Wiśle. Można go czasem przyłapać na bulwarze w stroju Adama” - powiedziała redakcji "Bulwaru Nadwislańskiego” Joanna Olejnik, szefowa pensjonatu "Wenus”.

Abudibi, abudabi

Od początku festiwalu w najbardziej zaskakujących miejscach pojawiają się plakaty do filmu o tajemniczym tytule "Abudibi, abudabi”. Jego pomysłodawcą, reżyserem i producentem jest Cezary Garbowicz, na co dzień właściciel kazimierskiej galerii "Bohema”, malarz i aktor, który wystąpił w kilku polskich filmach.
- To film o innym Kazimierzu, o cieniach żyjących tu ludzi i cieniach ich losów. I o sytuacjach, które zdarzyć się mogą tylko w jednym miejscu na świecie, tu, w Kazimierzu - mówi Garbowicz.
Premiera "Abudibi, abudabi” w najbliższą niedzielę. Ale do tego czasu w Kazimierzu mogą zdarzyć się jeszcze inne całkiem niezwykłe rzeczy...
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO