poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.

Magazyn

Zbyszek:  To był taki moment
na weselu, kiedy chciałem się rozwieść. Pierwszy taniec. My
na parkiecie i ze dwie setki gości, którzy się gapią. Koszmar. Nawet przygodę z druhną, która zwymiotowała mi na pożyczony garnitur, wspominam mile. Tańca nie zapomnę.
Trochę pomaga telewizja i popularność programu "Taniec z gwiazdami”. Trochę modę nakręcają sami zainteresowani, bo siostra brata poszła i przyjaciele też. Bez względu na przyczynę, socjologowie obserwują nowe społeczne zjawisko: kursy tańca dla narzeczonych.
Właściwie nie kursy, tylko indywidualne lekcje tańca, na których instruktor uczy tańczyć i przede wszystkim układa choreografię najważniejszego momentu na weselu, czyli pierwszego tańca pary młodej.

Weselny gotowiec
Niewielka sala do tańca przy Piłsudskiego 11. Ściana luster, parkiet. Na parkiecie Ola i Marcin. To ich pierwsza lekcja. - Ślub za dwa tygodnie - mówi Ola. Ćwiczą układ w rytmie bluesa. Promenada, obrót, obrót, dwa kroki do boku i przejście. Tańczą do fragmentu utworu, który ściągnęli ze strony internetowej orkiestry, która będzie grała na weselu.
- Zazwyczaj nowożeńcy wybierają zespół i ustalają z orkiestrą, co im zagra do pierwszego tańca. Oni mogli wybierać między tangiem, a tym bluesem. Zdecydowaliśmy się na bluesa, bo dwa tygodnie to nie jest zbyt wiele czasu na przygotowanie czegoś efektownego - wyjaśnia Jarosław Pleskot, który ze swoją partnerką Małgorzatą Łucką podejmuje się szkolenia przyszłych młodych par. - Świetnie im idzie, jak na pierwsze zajęcia - chwali Pleskot, który tańczy w różnych klubach i formacjach od czternastu lat i należy do prestiżowej grupy tanecznej Salsa Caliente Dance Team.

Żadnego bujanego
Pierwsi klienci weselni to byli ludzie, którzy chodzili na kurs tańca. - Prosili o pomoc w wyborze muzyki, sugestie, jak dostosować kroki i figury do zmiennego tempa utworu. Jak powinni wejść na parkiet - wspomina początki nauczyciel.
- Poznaliśmy się w sylwestra, przetańczyliśmy całą noc i to, że na swoim weselu chcemy zatańczyć jakoś fajnie, a nie zwykłego "bujnanego”, było oczywiste - uśmiecha się Monika, która z Piotrem 13 sierpnia będzie obchodziła pierwszą rocznicę ślubu. Wesele wspominają świetnie, a jeszcze cieplej mówią o swojej instruktorce tańca, do której chodzili przez dwa miesiące, by przygotować się do pierwszego tańca pary młodej i w ogóle wesela.
- Ciągle myślimy, żeby do niej wrócić na jakiś kurs, wysłaliśmy do niej dwie czy trzy znajome pary - dodaje Piotr. Na naukę trafili dopiero po kilku telefonach. Bo im zależało na indywidualnych lekcjach, a nie na kursie.
- Instruktorka przygotowała z nami 2 i pół minuty walca angielskiego. Dostaliśmy od niej CD z naszą muzyką. Rodzice wiedzieli, że chodzimy na tańce, ale po ich minach i twarzach gości widzieliśmy, że efekt zrobiliśmy piorunujący - cieszą się młodzi małżonkowie.

Mądrość nauczyciela
Instruktorzy prowadzący zajęcia z kandydatami na nowożeńców są zgodni: 99 procent par przychodzi, bo tego chcą dziewczyny. Dodają, że kobiety są aktywniejsze, bardziej zdecydowane i to one dyrygują.
A najlepsze są zajęcia w kilka par, bo... wymiana partnerek pomaga panom młodym.
- Tłumaczę moim uczniom: prawa, jakimi rządzi się ich związek, mają zostawiać w szatni. Tu rządzi mężczyzna. To on decyduje, co się dzieje na parkiecie i daje sygnał partnerce, jaką figurę będą robić - mówi Pleskot. - I co? No są zagubieni i zdziwieni. Bywa że z "cudzą kobietą” tańczy się im lepiej. Łapią zasady i potrafią dominować.
Dobrego instruktora poznaje się po tym, że nie mówi, ile lekcji będzie potrzebnych zanim nie zobaczy pary w tańcu. Ale dwa tygodnie to już usługa ekspresowa. Mądry nauczyciel poradzi branie lekcji w ślubnych butach. Jeszcze mądrzejszy zapyta o długość trenu.
- To był koszmar. Dogadaliśmy się, że nie mieszkamy u teściów tylko wynajmujemy mieszkanie. Ustąpiłem przy obrączkach: były zamawiane w Warszawie. Tańce przegapiłem, bo nie wiedziałem co się kryje pod hasłem "orkiestra” a nie "didżej”. To były zapasy, a nie taniec - Zbyszek Markowski przygodę sprzed kilku lat wspomina niechętnie. - Kto to wymyślił?! Jakieś pierwsze tańce, gorzko-gorzko, oczepiny... nigdy więcej! Moje następne żony będę wywoził na Karaiby, może drożej, ale spokojnie.

W ogóle nie tańczę
Joanna Bazyło, która była na weselu Markowskich jeszcze w średniej szkole, tańczyła taniec towarzyski. - Kiedy zobaczyłam jak Zbyszek z Basią się męczyli, przysięgłam sobie: albo wychodzę za faceta słyszącego muzykę, albo robimy malutkie wesele dla rodziny bez tańców rytualnych. No i jestem starą panną...
Promenada, obrót, obrót, dwa kroki do boku i przejście.
- Raz, dwa, raz, dwa. Mniejsze kroki. Marcin nie garb się. I jeszcze raz. Jutro przynieście cały utwór, to ułożymy dalsze kroki - dyryguje Pleskot. - Pamiętajcie, wesele za dwa tygodnie.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!