czwartek, 24 sierpnia 2017 r.

Magazyn

To są prawdziwi kibice


W 59 r. n. e. podczas igrzysk gladiatorskich w Pompejach doszło do krwawych zajść pomiędzy kibicami Pompejów i Nucerii.

- Na arenie miejscowego amfiteatru zginęło wtedy wiele osób - opowiada dr Dariusz Słapek, historyk pracujący na UMCS. Dziś, niestety, bywa podobnie. Na szczęście, są też kibice, którzy nie demolują miasta
po każdym meczu.

Marcin Wójcik, członek kabaretu Ani Mru-Mru, to wielki fan żużla, który od 10 do 22 roku życia nie opuścił żadnego meczu w Lublinie. Krzysztof Kołtyś, chociaż jest burmistrzem Janowa Lubelskiego, zawsze znajduje czas, aby obejrzeć mecz swojej ukochanej Janowianki. Lucyna Wójcik, studentka administracji na UMCS, od czterech lat kibicuje ŁKS Łódź. Mimo że Lublin i Łódź dzieli spora odległość, zawsze znajduje czas, aby odwiedzić stadion swojej ulubionej drużyny.

Dr Dariusz Słapek, nauczyciel akademicki UMCS, poświęcił swoją karierę naukową badaniu dziejów sportu w starożytności. Wszystkich łączy jedno: szaleńcza miłość do sportu.

Mistrzostwo czegokolwiek

Mimo że w swoim życiu wiele osiągnęli, to nie boją się przyznać do swoich pierwszych kontaktów ze sportem.

- Trzepak i szmaciana piłka wystarczyła mi do szczęścia - opowiada dr Słapek. - Pod blokiem, między samochodami stojącymi na ostrowieckich placach, rozgrywaliśmy mecze o mistrzostwo ulicy, podwórka, placu czy czegokolwiek innego. Walka i zdarte kolana kształtowały nasz charakter i sprawiały, że z każdym dniem mocniej kochaliśmy sport.

- Jako dziecko grałem w Janowiance Janów Lubelski, która wtedy nazywała się Metalowiec Janów Lubelski. Od zawsze miałem ten klub w sercu - przyznaje Krzysztof Kołtyś.

Narzeczony mnie zabrał

Pierwsze mecze, pierwsze sukcesy, później pierwszy klub - tak wygląda droga przeciętnego kibica. Później, niestety, następuje również pierwszy zawód. - Trenowałem futbol w KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. Niestety, w pewnym momencie, pod naciskami swojego ojca, porzuciłem karierę zawodniczą dla naukowej - opowiada dr Słapek.

Trochę w inny sposób swoją przygodę z futbolem rozpoczęła Lucyna Wójcik. - O mojej miłości do ŁKS zadecydowała wizyta na stadionie przy al. Unii Lubelskiej w 2005 roku. Do tej pory pamiętam ten dzień. Narzeczony zabrał mnie na mecz z Jagiellonią. Zobaczyłam tych ludzi zapatrzonych w klubowe barwy i od razu wiedziałam, że to jest to, czego szukałam w życiu.

Złodziej czasu

Kibicowanie to ciężka sprawa, bo uzależnia. - ŁKS to 100 lat historii. To pokolenia trenerów, zawodników i ludzi związanych z tym klubem - recytuje jednym tchem Lucyna Wójcik.

- Kocham sport. Swoją karierę naukową skierowałem w stronę sportu. Napisałem wiele publikacji dotyczących jego historii. W grudniu wyjdzie moja najnowsza praca licząca ponad 1000 stron. "Sport i widowiska świata antycznego” - opowiada dr Słapek.

Fanem jest się w każdej chwili swojego życia. Nieważne czy jest to szkoła, uczelnia, praca czy czas wolny. - Z nostalgią wspominam moją wyprawę do Włoch, kiedy siedziałem na ławce w zapadłej italskiej wiosce i obserwowałem grę w kule. To było niesamowite przeżycie - kontynuuje dr Słapek.

- Mimo że funkcja jaką sprawuję, zabiera mi bardzo dużo czasu, to staram się nie opuszczać meczów Janowianki. - dodaje Kołtyś.

Słyszą mnie na 11 piętrze

Miłość do zespołu przynosi wiele niebezpiecznych sytuacji. - W 1996 byłem w Londynie na meczu Anglii z Polską i siedziałem wtedy w sektorze angielskich kibiców. Kiedy w szóstej minucie bramkę strzelił Marek Citko wyskoczyłem z okrzykiem radości do góry. Nie muszę dodawać, że byłem jedyny, który tak zareagował. Po chwili ocknąłem się i poczułem na sobie złowrogi wzrok angielskich kibiców - wspomina Marcin Wójcik.

Są różne style kibicowania. Jedni są spokojni, drudzy impulsywni. - Kiedy idę na mecz, to jestem spokojna. Lubię posłuchać przyśpiewek, czasami sama pośpiewać - mówi Lucyna.

Burmistrz na meczach jest stonowany i opanowany - Nie chodzę w szaliku. Miłość do Janowianki mam w sercu.

- Mieszkam na parterze. Kiedy Polska strzeli bramkę, to krzyczę tak głośno, że słyszą mnie na 11 piętrze - przyznaje Słapek.

20 ton

Nasi bohaterowie są fanami, ale nie fanatykami. Wielu z nich ściska kciuki również za inne dyscypliny lub kluby. - Serce jest duże i zmieści wiele. Ja mieszczę w nim Motor Lublin i KSZO Ostrowiec Świętokrzyski - stwierdza dr Słapek.

- ŁKS to część mojego życia. Lubię jednak jeszcze jazdę na koniach oraz koszykówkę. Nie jest tak, że całe moje życie to tylko jeden klub - opowiada Lucyna.
Niestety, słowo kibic ostatnio staje się synonimem słowa chuligan. - Co mnie martwi. W starożytności kibice byli spokojniejsi. Oczywiście, zdarzały się przypadki bójek, ale kibice na ogół się szanowali - podkreśla naukowiec. - Trzeba pamiętać, że sport to pieniądze. Wywołując burdy na stadionach, odstrasza się potencjalnych sponsorów, a więc podcina się gałąź, na której się siedzi. Tych, którzy awanturują się na arenach sportowych, wysłałbym na rampę kolejową; niech rozładują 20 ton węgla. Wtedy uspokoiliby się - stwierdza dr Słapek.

- Mecze ŁKS z Widzewem to prawdziwa wojna. A ja chciałabym kiedyś pójść na taki mecz bez obaw o swoje zdrowie - dodaje Lucyna Wójcik. - No i, oczywiście, żeby wtedy wygrał ŁKS.

Kamil Kozioł
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!