poniedziałek, 25 września 2017 r.

Magazyn

Tosia i Ola

Dodano: 26 marca 2010, 15:28

Ola Popielarz i Tosia Cięszczyk są na pierwszym roku lotnictwa w Wyższej Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie. Założyły tam Szybowcowe Koło Naukowe. Latają od 16 roku życia. Ola na szybowcach i samolotach w Górskiej Szkole Szybowcowej "Żar” w Międzybrodziu Żywieckim, Tosia na razie tylko na szybowcach w radomskim aeroklubie.

– Już od dziecka byłam "wdrażana” w lotnictwo. Tata zawsze chciał, żebym latała, a pod choinkę dostawałam modele samolotów – opowiada Ola. – Ciekawość nie pozwoliła mi czekać i sklejałam je od razu. Szkoda, bo teraz zrobiłabym to dużo lepiej… Poza tym, mam w rodzinie pilotów. Już jako mała dziewczynka poznałam od podszewki kabinę pilota i lotnisko. Zawsze mnie to fascynowało, ale nie przypuszczałam, że kiedyś usiądę za sterami – dodaje z uśmiechem.

Lądowanie w burakach

U Tosi było inaczej. Zaczęło się na Air Show w Radomiu, kiedy po raz pierwszy zobaczyła szybowiec. Dwa lata później przyjechała do Radomia jako pilot. – Miałam wtedy 15 lat. Pomyślałam: też tak chcę. To były wakacje, na jesieni byłam już na kursie – opowiada młoda pilotka. Kiedy po raz pierwszy wzniosła się w powietrze, wiedziała że to jest to. Dziś wie, że nie chce robić w życiu nic innego. Tylko latać. Kiedy leci, zapomina o wszystkich problemach, bo zostawia je na ziemi.

– Szybownictwo uczy pokory. Zaczynasz mieć szacunek do sił przyrody, do maszyny. Wylatując nigdy nie wiesz, co cię czeka w powietrzu. Szybowiec nie ma silnika, więc masz małe pole manewru – podkreśla Tosia.

Ze względu na złe warunki atmosferyczne piloci szybowców często lądują "pośrodku niczego”. – Zdarzyło mi się już kilka razy. I w burakach, i w szczypiorku. Dlatego uczymy się niesamowitych rzeczy. Jeśli podczas lądowania w polu trafimy na przykład na stado baranów, wiemy, że zawsze będzie leciało do szybowca. Inaczej niż krowy, które od razu uciekną – śmieje się Tosia.

Podniebny korek

Szybowce bywają niebezpieczne. Pilot musi się liczyć z nagłymi zmianami pogody. Tak było na ubiegłorocznych Mistrzostwach Polski, w których brało udział 80 szybowców. – Kiedy wylatywaliśmy, warunki były idealne. Niestety, już wkrótce czekała na nas niespodzianka: ściana deszczu. Musieliśmy lądować. Nikt nie doleciał do lotniska i zrobił się okropny korek. Wyobraźmy sobie sytuację, w której 80 maszyn chce naraz lądować – opowiada Tosia.

Najpierw lot, później wspólne siedzenie na lotnisku, grill i tak do wieczora. Dziewczyny zgodnie przyznają, że to ich najlepsze wakacje. – Znajomi i rodzice nie mogą tego pojąć. Mówią: odpocznij trochę, wyjedź gdzieś, a ja odpoczywam w górze. Już kilka lat nigdzie nie wyjeżdżałyśmy – uśmiecha się Tosia.

Ola niedawno witała w chmurach Nowy Rok. – Jakiś czas temu zrobiłam uprawnienia do lotów w nocy. Dzięki temu mogłam wziąć udział w lotach sylwestrowych. Kiedy przelatywałam nad oświetloną Warszawą – czułam się niesamowicie. To był mój najlepszy sylwester!


Czekając na lot

– Szybowce zawsze będą na pierwszym miejscu. Samoloty też mogą wciągnąć, ale nie tak. Kiedy latasz samolotem, na dole nikt na ciebie nie czeka. Lądujesz i wracasz do domu. Z szybowcami jest zupełnie inaczej, chodzi o współpracę – wyjaśnia Ola. – Ktoś musi ci pomóc po wylądowaniu, w rozmontowaniu sprzętu i "zaciągnięciu” go do hangaru.

Nikt nie wraca do domu wcześniej. Jak mówią dziewczyny: to nie wypada. – Na lotnisku zawiązują się przyjaźnie, bez względu na wiek, doświadczenie, osiągnięcia. I to jest właśnie wspaniałe – opowiada Ola. Spotykają się nawet wtedy, kiedy jest dzień bez lotów. Zawsze jest coś do zrobienia przy maszynach.
Dziewczyny mają na koncie pierwsze sukcesy na zawodach i odznaki lotnicze. Ola ma srebrną, Tosia srebrną z jednym diamentem. – Żeby zdobyć srebro, trzeba wykonać lot powyżej 5 godzin, pokonać 50 km i tzw. przewyższenie 1000 m, czyli po wyciągnięciu na 600 m musimy się wzbić jeszcze na 1000 m – wyjaśnia Tosia. – Diament oznacza, że wykonałam przelot po trójkącie i pokonałam 300 km.

Latać i dziś i jutro

Młode pilotki doskonale wiedzą, co będą robić w przyszłości. Oczywiście latać. Tosia marzy o pracy w lotniczym pogotowiu ratunkowym, a Ola o licencji pilota liniowego.

– Ale to jeszcze przed nami. Na razie myślimy o kolejnych zawodach: Mistrzostwach Polski Juniorów oraz Międzynarodowych Mistrzostwach Szybowcowych Kobiet Czterech Narodów. Między innymi, dlatego założyłyśmy koło szybowcowe. Żeby łatwiej było wyłonić reprezentację na zawody – mówi Tosia. – Chciałybyśmy się też podszkolić w akrobacji. Teraz już zawsze latanie będzie najważniejsze.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!