poniedziałek, 23 października 2017 r.

Magazyn

"Tymczasy” potrzebują domu

  Edytuj ten wpis
Dodano: 4 marca 2011, 13:09

 (www.psifotograf.com)
(www.psifotograf.com)

Nawet kilku tysięcy złotych i wielu godzin pracy potrzeba, by wyleczyć i przygotować do adopcji porzuconego, skrzywdzonego czworonoga. Dla trzech studentek z Lublina takie poświęcenie to jednak codzienność. I to dobrowolna.

Paulina Dudek, Ewelina Mazurek i Aleksandra Lipianin-Białogorzywy to trzy lublinianki, które prawie zawsze mają pod swoją opieką kilka psów. Niemal żaden z nich nie zostaje jednak u nich na długo. Zdecydowana większość to "tymczasy”: chore, zaniedbane, przestraszone czworonogi, które u swoich opiekunek mieszkają tylko chwilowo, do momentu znalezienia nowego domu.

10 dni

– Bardzo trudno jest się nam rozstawać z tymi psami, ale gdybyśmy zostawiały je w domu, to nie mogłybyśmy ratować następnych – mówi Ewelina. – U mnie szczeniak został najdłużej na 10 dni – potwierdza Paulina.

Wszystko zaczęło się rok temu. Paulina przygarnęła wtedy chorą bezdomną suczkę. W Internecie szukała dla niej dobrego weterynarza. Na jednym z forów sprawdzonego lekarza poleciła jej Ewelina. Dziewczyny nawiązały ze sobą kontakt i postanowiły razem zajmować się bezdomnymi czworonogami. Natomiast Ewelina od dawna znała już Aleksandrę, która pracuje obecnie w Lubelskiej Straży Ochrony Zwierząt.

Wyleczyć ze strachu

Często psiaki mają za sobą trudne przeżycia. Suczka Czekolada została porzucona tej zimy na mrozie. Inną podopieczną dziewczyn ktoś wyrzucił w Garbowie z samochodu, gdy miała zaledwie 12 miesięcy. Takim psom trzeba poświęcić szczególnie dużo uwagi. Tymczasowe opiekunki uczą je więc cierpliwie, że człowiekowi można jednak zaufać.

– Niektóre zwierzęta są skrzywdzone psychicznie – mówi Paulina. – Jedna suczka przez dwa tygodnie nie chciała chodzić, cały czas tylko leżała. Kiedy ktoś szedł w jej stronę, wciskała się ze strachu w ścianę. Prawdopodobnie ktoś ją bił, bo bała się także podniesionej ręki. Kiedy widziała taki gest, kładła uszy i chowała pod siebie ogon. Martwiłam się, że nie znajdę jej przez to domu. Ale codziennie siadałam na podłodze z jedzeniem dla niej i starałam się z nią pracować. Spędzałam w ten sposób po cztery godziny dziennie – wspomina.

Dziewczyny twierdzą, że dzięki takiej cierpliwości można wyprowadzić na prostą każdego psa, nawet najbardziej wystraszonego. – Im więcej złych przeżyć miał pies, tym łatwiej można zdobyć jego zaufanie przez zaspokajanie jego podstawowych potrzeb – uważa Ewelina.

Tylko w dobre ręce

Kiedy jednak uda się poprawić kondycję takiego psa, dziewczyny zaczynają jak najszybciej szukać dla niego nowych właścicieli. – Najpierw robimy każdemu psu zdjęcia, przygotowujemy papierowe ogłoszenia i zamieszczamy informacje w Internecie – opowiada Ewelina.

Jak twierdzą, nigdy nie wiadomo do końca, który pies ma szanse na szybką adopcję, a który będzie musiał na nią dłużej poczekać. Niektórzy ludzie szukają małych, łagodnych czworonogów, a inni dużych psów stróżujących. Zwierzaki nie trafiają jednak do pierwszej lepszej zainteresowanej osoby. Potencjalni właściciele wypełniają ankietę dotyczącą warunków, jakie mogą zapewnić czworonogowi. Potem dziewczyny składają im wizytę osobiście. Do adopcji nie zawsze dochodzi.

– Zdarzyło się kiedyś, że zadzwoniła do nas pani, która mówiła, że ma świetne warunki, dom z ogrodem i opiekuje się już jednym psem – wspomina Paulina. – Pojechałyśmy do niej o umówionej porze, ale jej nie zastałyśmy. Drzwi otworzył jej konkubent. Nie wiedział nic o żadnym nowym psie. Jeden rzeczywiście już był, ale mieszkał w ciasnym kojcu i spał w rozpadającej się budzie.

Sprawdzamy, co dalej

Dobre warunki to nie wszystko. Od nowych właścicieli dziewczyny wymagają konsekwentnie jeszcze jednego: sterylizacji czworonoga. Jak tłumaczą, zależy im na tym, żeby ograniczyć liczbę bezdomnych psów, a rozmnażanie czworonogów jest z tym sprzeczne. Nie wszyscy chcą się jednak na to zgodzić. – Kiedyś jeden pan powiedział, że same powinnyśmy się wysterylizować – mówi Paulina. – Nie chciałyśmy mu oddać psa, więc zaczął nam grozić, że nie mamy prawa tak postępować.

Jednak dziewczyny nie przestają się interesować swoimi "tymczasami”, nawet gdy już się uda znaleźć im nowy dom i odpowiedniego właściciela. – Nikt w schroniskach nie sprawdza po adopcji, w jakim stanie są zwierzęta – podkreśla Aleksandra. – A my jesteśmy w stałym kontakcie z ich nowymi właścicielami. Wysyłają mi zdjęcia, piszą e-maile, zapraszają na kawę.

Wyjątek od reguły

Chociaż zasadą jest, że psy są tylko pod tymczasową opieką dziewczyn, to jeden z nich został u Eweliny na stałe. To czarna kudłata suczka Zuzia ze schroniska w Nowodworze. – Jeździłyśmy tam regularnie, ale nie zauważyłyśmy jej przez wiele miesięcy. Była cały czas w budzie, bo inne silniejsze psy jej stamtąd nie wypuszczały – opowiada Ewelina.

– Planowałam, że będę miała własnego psa dopiero po studiach, a Zuzia miała jechać ze schroniska do hotelu dla zwierząt. Ale okazało się, że jest bardzo chora. Miała między innymi zapalenie spojówek i zakażenie pasożytami. Wielu ludzi chciało ją przygarnąć, bo jest ładna i milutka, ale ona musiała spędzić dwa tygodnie w klinice. Ciężko było rozwiązać tę sytuację, więc stwierdziłam, że zaryzykuję i sama zabiorę ją do domu...

Od tej pory Zuzia już tam została i bardzo się zmieniła. Nie jest już wystraszona i przybrała dwa kilogramy na wadze.

– Też chcę mieć kiedyś własnego psa – mówi Paulina. – Ale na razie doszłam do wniosku, że dopóki mogę pomagać "tymczasom”, to wolę to robić. Gdybym teraz miała swojego psa, to za każdym razem, jadąc do tych bezdomnych, myślałabym o tym, że on leży sobie w domu, podczas gdy te umierają w drgawkach, w strasznych warunkach.

Realne koszty, realne efekty

Opieka nad "tymczasami” wymaga jednak nie tylko chęci, ale i pieniędzy. – Płacimy z własnej kieszeni za ich leczenie, odrobaczanie, profilaktykę, sterylizację i kastrację – wylicza Paulina.

Dziewczyny twierdzą jednak, że pomaganie mają po prostu we krwi. Ale też przyznają, że nawet one nie mogą uratować każdego zwierzaka. – W pomaganiu są dwie szkoły – uważa Paulina.

– Pierwsza: że trzeba pomagać wszystkim, którzy tego potrzebują. Druga, której ja jestem sympatykiem, polega na tym, że ratuje się te psy, które mają najwięcej szans na nowe życie. Owszem, mogłybyśmy zajmować się najbardziej chorymi zwierzętami. Mogłybyśmy wydać na leczenie jednego takiego psa nawet tysiąc złotych, a potem i tak by umarł. Wolimy jednak zajmować się tymi, które mają realne szanse. W ten sposób możemy znaleźć dom dla większej liczby psów.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
LS
sP
sP
(12) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

LS
LS (7 marca 2011 o 10:03) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Psiara, nie jest to codzienność wszystkich psiarzy - niektórzy mają swojego psa i tyle. Niektórzy nie mają psów i pomagają w schronisku - to wynika z charakteru. Każdy pomaga takim psom, jakim chce - a nie takim, którzy inni wymagają, aby pomagać. Jeśli możesz pomóc bądź pomagasz psom o małych szansach adopcyjnych, starym, bardzo chorym - chwała Ci za to. Nie wszystkich na to stać.
Rozwiń
sP
sP (7 marca 2011 o 10:02) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ratuja te które mają najwieksze szanse... myśląc logicznie chcą pomoc dobrze jak najwiekszej liczbie psów. Psiaków potrzebujących pomocy jest tyle, że dla każdego starczy. Wypominanie komuś dlaczego ratuje rude a nie szare jest śmieszne. Każdy pies w schronisku potrzebuje pomocy, nowego domu - ale biorąc pod uwagę chocby wspomnianie kwestie finansowania tych działań chyba nie wyobrazacie sobie ze prywatna osoba, studiująca moze sobie pozwolic na wziecie pod opieke psa wymagajacego leczenia za kilka tysiecy zlotych? Co innego sfinansowac w gronie znajomych wyzywienie,odrobaczenie, szczepienia, sterylizacje a co innego kosztowną operacje na przyklad. Dziewczyny w tym samym czasie wolą pomóc trzem psom mającym większe szanse na adopcje niz jednemu- to jest ich wybór, dla każdego wystarczy psiaków - wiec zamiast pisać, że dt to nic nowego, że to działa juz od dluzszego czasu niech kazdy rozreklamuje tak ważną formę pomocy w swojej okolicy, niech namawia zanajomych do podjęcia takiej działalności i cieszy się, że ktoś postanowił o tym napisać, bo dzięki temu zwiększa się szansa na kolejne nowe domy tymczasowe.
Rozwiń
sP
sP (7 marca 2011 o 09:53) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
tak to codzienność większości psiarzy...ale artykuł nie jest skierowany tylko do psiarzy aktywnie działających w zakresie pomocy potrzebującym psom, ale przede wszystkim do ludzi nie mających z tym tematem wiele wspólnego...może akurat ktoś zobaczy ze cos takiego jest i wesprze takie działania. Każdy kto się tym zajmuje dobrze wie, że domów tymczasowych jest caly czas za mało i zwykle borykają się z problemamim finansowymi więc jesli po takim artykule przybędzie jednej nowej osoby zajmującej się taką pomocą to już dobrze.
Rozwiń
BOGDAN.SZACON7@GMAIL.COM
BOGDAN.SZACON7@GMAIL.COM (6 marca 2011 o 19:18) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Odpowiem na wpis gościa , Od roku piszę z Aten do Polaków ze chętnie zatrudnię dodatkowo , nawet jak pracują i tych co pracują i bezrobotnych , na zasadach drobnych udziałowców.
Jest to bardzo proste zatrudnienie , i można wiele dobrego robić takim programem , ale wielu ludzi nie rozumiem co do nich piszę.
Buduję wiele lat domy i wiem ze tylko budownictwem można pokonać problemy Polaków.
Napisałem wielki program dla Polskich rodzin i Młodych Polaków.
Mam wielki talent w tym temacie i większe doświadczenie od ludzi od których zależy wasza przyszłość.
Wprowadzam od wiosny w Lublinie budownictwo z możliwością udziałów od moich zysków , To to samo jak byście byli moimi wspólnikami.
Każda matka ,wychowująca dzieci może zostać moim udziałowcem, studenci ,żeby nie musieli pracować tylko się uczyć też mogą być naszymi udziałowcami.
Młodzi ludzie nie mający startu muszą mięć opiekę ludzi starszych i doświadczonych ale młodych duchem i kondycją po to żeby uczyć jak sobie radzić.
Proszę poznać mnie i mój program, Jestem z dzielnicy Ponikwoda ,os jedno rodzinnych domków.
Jestem szefem zespołów muzycznych także , to mi pozwalało na widoczność szerszych realiów jakie wprowadzono w Polsce ludzie którzy nie potrafią zajmować się po prostu naszymi problemami ani jak powinno być prowadzone nasze życie.

Gitarzysta 32 mój skype. gg 815 522 38, E-mail, bogdan.szacon7@gmail.com
Rozwiń
bogdan.szacon7@gmail.com
bogdan.szacon7@gmail.com (6 marca 2011 o 18:54) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Witam i pozdrawiam, muzyk z Aten,od tego roku zajmę się wszystkimi sprawami w Polsce a szczególnie w Lublinie bo to moje podwórko, Wracam do Polski i jako budujący domy wesprę wszystkie sprawy związane i z budownictwem dla Polskich rodzin i dzieci z domów dziecka i przy okazji porozmawiam ze studentami nad ich budownictwem oraz zajmiemy się tymi pieskami.
Ciekawy jestem dlaczego lekarze biorą pieniądze od studentów za takie zabiegi ,nie stać ich zrobić to charytatywnie, tyle postawiłem domów za grosze i żyję, nic mi się nie stało.
Ale teraz jedna z moich grup budowlanych będzie robiła domy dla bogatych i wyrównywała finanse u biednych.
podpisał, muzyk z Aten.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (12)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!