sobota, 21 października 2017 r.

Magazyn

U nas już prawie jak w unii!

  Edytuj ten wpis
Dodano: 6 maja 2004, 11:12

Najstarszą wsią letniskową na Lubelszczyźnie, a może i w Polsce, jest Bukowina. Z leżącą u podnóża Tatr, poza nazwą, nie ma nic wspólnego. Ale nie do tamtej, lecz do „naszej”, na wywczasy przyjeżdżał król Batory. A potem profesorowie Akademii Zamojskiej.



d
Mieszkańcy Bukowiny wykazują czujność, jeśli zobaczą, że drzwi do ich ukochanego kościółka otwarte są o nietypowej porze. Od pani konserwator zabytków z Zamościa wiedzą, że takich obrazów jakie są tu, nie zobaczy się nigdzie. A dla złodzieja, odpukać, nie ma miejsca świętego. Proszą więc, żeby malowideł nie fotografować. Za to
opowiedzą niezwykłą historię tego miejsca.
Andrzej Fus, rolnik:
– Podanie głosi, że w tym miejscu rósł nieprzebyty las bukowy. Przed epidemią cholery skrył się w nim król Stefan Batory. Nakazał zbudować kapliczkę, przed którą modlił się o odwrócenie zarazy. Gdy mór minął, król wyjechał. Zostali niektórzy dworzanie. Byli pierwszymi mieszkańcami Bukowiny.
Anna Kita, nauczycielka:
– Przyjacielem króla Batorego był hetman Jan Zamoyski. Za zwycięstwo nad wojskami arcyksięcia austriackiego Maksymiliana pod Byczyną, król ofiarował mu tutejsze tereny, w tym Bukowinę. Gdy po latach założył Akademię Zamojską (trzecią na ziemiach polskich wyższą uczelnię, po Uniwersytecie Jagiellońskim i Uniwersytecie Wileńskim) profesorów osiedlił w pobliskim Zamchu. Przyjeżdżali modlić się do Bukowiny. W 1638 r. zbudowany został dla nich kościółek.
Józef Pisarczyk:
– Tu doświadczyłem nadzwyczajnej Bożej łaski. 1 lipca 1943 r. miała miejsce pacyfikacja Bukowiny. Z pięcioma sąsiadami schroniłem się na strychu kościółka. Żołnierze ukraińscy doszli i tutaj. Przez wybite okno sprawdzili, że nikogo nie ma w środku. Zaczęli wyważać drzwi. Nie puściły. Wtedy zaczęli strzelać po suficie. Kule cudem nie dosięgły nas.
Szczęśliwy dzwon
Aniołki i święci pańscy z sympatią spoglądają z ołtarza na swoich dobrodziejów. Zawdzięczają im dzisiejszą krasę. I nie przeciekający dach nad złotymi aureolkami, trwałe fundamenty oraz mocne ściany. Na czele społecznego komitetu odbudowy kościółka stanął operatywny Andrzej Fus. Zbiórką pieniędzy i gospodarką finansami zajęła się Anna Kita.
Gdy nad Bukowinę nadciąga burzowa chmura, odzywa się kościelny dzwon. U schyłku XIX w. za 300 rubli kupili go mieszkańcy wioski, jeżdżący do pracy w Warszawie. Dzwon, jak słyszę we wsi, jest niezwykły. Gdy zaczyna bić, największe chmury rozchodzą się na boki, dzięki czemu pola Bukowiny omijają gwałtowne deszcze i gradobicia.
Na cudowne właściwości dzwonu jest zresztą historyczny dowód. W 1954 roku mieszkańcy niedalekiego Luchowa Górnego prosili o interwencję organy ścigania „w sprawie chmur, które odpędzone dźwiękiem dzwonu z Bukowiny, trafiają do Luchowa”. By socjalistycznej sprawiedliwości stało się zadość, kolegium ds. wykroczeń w Biłgoraju... ukarało grzywną ówczesnego dzwonnika, Józefa Leśniaka.
Sztuka gospodarowania
Do 1935 r. zabudowa w Bukowinie była tak gęsta, że sąsiad sąsiadowi zaglądał w okno. Gospodarowano na długich i wąskich niczym wstążki polach, rozrzuconych w kilkunastu miejscach.
– Trzeba było robić węzełki, by spamiętać, które jeszcze nie obrobione – mówi Agnieszka Bartosiewicz, rocznik 1917.
Dlatego zrobiono komasację. Potem każdy z gospodarzy rozebrał swoją chałupę i stawiał na wielkiej „farmerskiej” działce, wzdłuż siedmiokilometrowej drogi, prowadzącej przez wieś. Dziś w Bukowinie doliczyć się można 280 domostw, w których żyje ponad 1600 osób.
Genowefa Tokarska, która od 14 lat jest wójtem tutejszej gminy Biszcza, dla mieszkańców Bukowiny ma najlepsze słowa:
– Gospodarują na ziemiach IV-III klasy i potrafią zrobić z niej użytek. Przez wieś biegnie 58-kilometrowy wodociąg, dłuższy niż w niejednej gminie. W 118 gospodarstwach są przydomowe oczyszczalnie. Słowem: u nas prawie jak w unii! A kościółek nie jest jedynym przykładem ich społecznej aktywności. Kończą – przy pomocy naszego urzędu – budowę domu ludowego, w którym oprócz strażnicy, będzie sala sportowa, biblioteka, kawiarenka internetowa...
Mariusz Koszel (32 lata, żonaty, dwoje malutkich dzieci) trzyma krowy na mleko. Zaczynał od 6 sztuk teraz ma 18, będzie 24. Tyle, ile jest stanowisk. Dlaczego krowy ?
– Bo – tłumaczy – mam tylko 20 hektarów pola oraz 10 w dzierżawie. To za mało na obsianie zbożem, a akurat tyle, żeby było pod pasze...
Z dziennego udoju ma około 250 litrów mleka. Jeszcze niedawno za litr dostawał 1 zł, teraz 80 gr, jeśli jest w klasie „ekstra”. I, w związku z wejściem do unii, jeszcze ma stanieć o 3 grosze.
– A przecież pasze, maszyny, nawozy drożeją, a nie tanieją! – denerwuje się gospodarz
Głos zza płotu:
– Najlepiej teraz takim, którzy trzymają w domu babkę i dziadka, co mają emeryturę. Jak dojdzie renta za wysiedlenie przez Niemców, o której mówią u nas „zamojszczyzna”, to potrafi być i 2 tysiące za jednego starego...
Gospodarz:
– Toteż Lecho zza góry mówi, że jakby tata z mamą pomarli, to jemu tylko położyć się między nich...
– Pisarczyk Józef, syn Józefa, tego samego, którego poznał pan w kościółku – przedstawia się sympatyczny brodacz.
Przy dziennym świetle ogląda wczoraj sprowadzone: kombajn do porzeczki, opryskiwacz i rozsiewacz nawozów. Zapisał się też na agregat uprawowy do ciągnika. Jednak fabryka w Grudziądzu, do której spłynęła długa lista podobnych zamówień w ramach „sapardowskich” kredytów, nie nadąża z produkcją. Będzie czekać.
Pisarczyk przez 26 lat był agronomem w Zakładach Tytoniowych. Gdy okoliczne plantacje, na skutek światowej konkurencji, likwidowano, musiał rozejrzeć się za inną robotą. Nie szukał daleko. Powiększył rodzinne gospodarstwo do blisko 50 ha i zaczął uprawę zbóż.
– Kiedyś – mówi przysłuchująca się rozmowie Anna Kita – koniczyna i gryka to był złoty interes. Mój ojciec w 1969 r. za jednoroczny zbiór koniczyny postawił dom. Dziś trudno byłoby kupić ciągnik. Dlatego trzeba ruszać głową. Na szczęście, tutejsi potrafią. Podobno zostało im to po dziadkach-przemytnikach. Zaraz za Bukowiną zaczynał się zabór austriacki, bogatszy od naszego, rosyjskiego. Toteż nasi przodkowie w obydwie strony szmuglowali wszystko, co się opłacało...
Zaproszenie
Z moimi gospodarzami żegnam się przy pięknie rysującym się już domu ludowym. Do zmierzchu można jeszcze popracować. Przyda się każda para rąk, bo trwa czasochłonna „wykończeniówka”. A termin otwarcia poszedł już w świat.
– 16 maja – przypominają – zapraszamy na otwarcie. Wszystkich, do których trafią te słowa.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!