sobota, 16 grudnia 2017 r.

Magazyn

UFO wciąż krąży nad Emilcinem

  Edytuj ten wpis
Dodano: 3 maja 2007, 16:48

29 lat temu, 10 maja Jan Wolski, mieszkaniec Emilcina jechał wozem konnym z sąsiedniego pegeeru. Nagle ujrzał dwóch małych ludzików w obcisłych, czarnych kombinezonach.

Potem, kilka na leśnej polanie Wolski zobaczył ich statek. Kosmiczny statek. Do dziś to najsłynniejsze w Polsce bliskie spotkania trzeciego stopnia. Do dziś ta sprawa żyje w pamięci mieszkańców Emilcina. Niektórzy nawet uważają, że Obcy tu wrócą.
Emilcin to mała wieś koło Opola Lubelskiego. Nie wyróżniałaby się niczym spośród innych wsi, gdyby nie wydarzenie sprzed lat. 10 maja około 5 nad ranem rolnik Jan Wolski spotkał na polanie kilka małych istot, które nazwał "potworakami”. Miały one na sobie ściśle przylegające do skóry czarne kombinezony i zielone twarze. Nad ziemią unosił się błyszczący pojazd o kształcie przypominającym autobus. Przybysze porozumiewali się między sobą piskliwym skrzekiem. Poddali rolnika bezbolesnym badaniom. Nagiego prześwietlali za pomocą dwóch talerzyków.
Potem pozwolili mu odejść.

Ocalić od zapomnienia

W Emilcinie lądowanie UFO to wciąż temat numer jeden. Nie ma osoby, która by o tym nie słyszała.
- Jestem tu jednym z najstarszych ludzi. Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj - mówi 73-letni Stanisław Bakalarz. - Wolski był moim sąsiadem. Nasze pola były obok siebie. Po tym, jak ufoludki go wypuściły, zawołał mnie, żeby pokazać mi ślady.
Bakalarz widział w lasku na trawie ślady małych stópek i rozlany smar. - Janek był bardzo wzburzony. Mówił, że ich maszyna nie wylądowała na ziemi, tylko wisiała w powietrzu. Mieli na głowie zielone maski, pewnie nie mogli bez nich oddychać. Kosmici kazali mu się rozebrać, badali go, ale najbardziej chichotali na widok jego paska - wspomina pan Stanisław.
Uwierzył Wolskiemu? - Od razu. To nie był jakiś pijak czy oszust. Był religijny, chodził do kościoła, nie zmyśliłby tego - Bakalarz nie ma wątpliwości. Potwierdzają to inni.

Diabelski kamień

Ślady kosmitów znajdowały się również na kamieniu, który leżał kilkadziesiąt metrów od miejsca lądowania. - To diabelski kamień, to on mógł naprowadzić UFO - uważa pan Tadeusz, który był wtedy kilkunastoletnim chłopakiem.
Wiele lat wcześniej ojciec Jana Wolskiego wziął kamień z łąki i podłożył pod stodołę jako fundament. Tak się kiedyś robiło.
- Podobno wtedy zaczęły się dziać różne dziwne rzeczy. Moja mama mówiła, że w całej wsi nie padał grad, tylko u nich. Zniszczyło im wtedy cały sad. Potem krowy im padały, stodoła się spaliła. Niczym się nie dało tego wytłumaczyć - wspomina pan Tadeusz.
- Po jakimś czasie ojcu Wolskiego przyśniło się, że ma zwrócić kamień skąd go wziął. Zrobił to i od tamtej pory miał spokój. Aż do lądowania UFO - dodaje Bakalarz.
Kamienia już nie ma w Emilcinie. Zaraz po lądowaniu kosmitów, ktoś zabrał go do Warszawy i ślad po nim zaginął. - Nie był duży, miał metr średnicy, a trzech ludzi trzy dni go stamtąd wyjmowało. Grube liny pękały - dodaje Tadeusz.

Spalone brzozy

Również obecny sołtys Emilcina dobrze pamięta ślady w lesie. - Pół godziny po lądowaniu kosmitów byłem na miejscu. Jechałem tego ranka z Opola, wysiadłem na przystanku i dowiedziałem się co się stało. Pobiegłem do lasku - opowiada Jan Cisłak. Miał wtedy 20 lat.
Zobaczył kilkanaście osób, które szukały śladów przybyszy. - Sami je zadeptaliśmy. Ale ponad wszelką wątpliwość coś tam musiało być. Widziałem spalone wierzchołki brzóz. Były całkiem uschnięte - twierdzi sołtys. Jego zdaniem, Wolski popełnił jeden błąd. - Nie zabrał tego sopla, który mu dawali do jedzenia. A to byłby dowód - mówi Cisłak. Wolskiemu uwierzył. - Przecież go przebadali, nawet na wykrywaczu kłamstw. Lekarze potwierdzili, że mówił prawdę.
- Wolski był za porządny, żeby kłamać. Niektórzy uważają, że on spotkał żołnierzy. Ale to nie mogło być wojsko, bo oni nie mówili w jakimś języku, ale popiskiwali. Ludzie mu wierzyli, nigdy się z niego nie śmiali - dodaje pani Alina.

Świadek nie chce mówić

Jan Wolski nie był jedynym świadkiem lądowania UFO w Emilcinie. Przelot dziwnego obiektu widział także 7-letni wtedy Adaś. Zauważył on obiekt podobny do autobusu przelatujący nad jego domem, tuż po tym, jak doszło do spotkania rolnika z "potworakami”.
- Nie chcę już nic mówić na ten temat. Za dużo zamieszania wokół tego było. Moja siostra była wtedy malutka i też niewiele pamięta. Dajcie nam już spokój - macha ręką pan Adam. Wszyscy we wsi wiedzą, że on i cała jego rodzina nie chce wracać to tamtych wydarzeń.
- I wcale się nie dziwię. Przez wiele lat różni ludzie ciągle ich o to męczyli - podkreśla pani Anna, nauczycielka z gimnazjum w Kluczkowicach. Sama 29 lat temu była u babci w Emilcinie i pamięta te dni. - Chodziłam z rodzicami w miejsce, gdzie UFO lądowało, bo to była wielka sensacja. Samochód za samochodem do wsi przyjeżdżał. Emilcin żył tylko tym. Były jakieś ślady na polanie, ale nie wiem co to było - mówi kobieta. Pamięta, że wtedy we wsi było pełno słodyczy. - Dziennikarze i naukowcy przywozili je dzieciom, które widziały statek, żeby coś powiedziały.

Jeszcze tu wrócą

W 2003 roku w Emilcinie stanął pomnik ufoludka. Postawiła go Fundacja NAUTILUS, żeby uratować to niezwykłe wydarzenie przed zapomnieniem.
Niektórzy jednak nie chcą o nim pamiętać. Potomkowie Jana Wolskiego nie przyjeżdżają zbyt często do wsi.
- Czterech jego synów zmarło. Zostały tylko wnuczki w Opolu Lubelskim. Nie przyjeżdżają tu, mimo że mają dom, pole. Może boją się jakiegoś fatum? - zastanawia się Bakalarz. - Emilcin był bowiem pechowy dla Wolskich. Jeden z jego synów został znaleziony martwy w miejscu lądowania UFO.
80-letni pan Mirosław sprawę stawia jasno: - Boją się, bo wiedzą, że kosmici tu wrócą niebawem. Oni tu cały czas krążą na Emilcinem.



  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Użytkownik niezarejestrowany
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (23 marca 2017 o 00:56) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
pamietam i wierze ze tak bylo
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!