poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.

Magazyn

Ulepiona z dobroci

  Edytuj ten wpis
Dodano: 9 marca 2006, 10:30

Na wigilię zrobiła jeszcze z Jaśkiem zupę grzybową. Noc była trudna, święta bolały. Potem było coraz gorzej. I bezsilność wspaniałych lekarzy... Adam Natanek pogodził się ze śmiercią żony. Tylko psy wciąż czekają na swoją panią.

„Kochanej mojej uczennicy z życzeniami osiągnięcia celu swoich marzeń. Ada Sari” – to jedna z dwóch dedykacji od legendarnej artystki. – Po skończeniu szkoły średniej we Lwowie żona rozpoczęła studia wokalne u Ady Sari. Ta, po przesłuchaniu stwierdziła, że Danusia ma niezwykły głos – wspomina dziś Adam Natanek, znakomity dyrygent i wieloletni dyrektor Filharmonii Lubelskiej.
Siedzimy w pokoju, dwa dni po śmierci Danusi. Do audycji Bogusława Kaczyńskiego została jeszcze godzina. Adam Natanek chce podać kawę, ale nie wie, gdzie są odpowiednie łyżeczki. – Danusia by mi powiedziała – mówi z lekkim uśmiechem. – A ciasto to ze sklepu będzie.

Pusty salon

Sekretarzyk ze Lwowa. Lustro, fortepian i ciągle goście. Kogo tu nie było? Wanda Wiłkomirska, Krzysztof Penderecki, Mikołaj Górecki, Kazimierz Kord, Bogusław Kaczyński...
Przychodzili dla Danusi. Dla jej ciepła i serdeczności. W salonie bywał też Józef Kański, krytyk muzyczny, uważany za wyrocznię. – Danusia była bardzo dobrą śpiewaczką. Świetnie wyszkolony głos. Piękny w barwie i krystalicznie czysta technika. Żal tej pustki – mówi cicho Kański.
1 marca 2006 zmarła Danuta Natanek. Jedna z najzdolniejszych uczennic Ady Sari. Gdy śpiewała w mediolańskiej operze, Włosi oszaleli. Tak już nikt nie śpiewał. Była dla nich ucieleśnieniem wspaniałej epoki belcanta.
Danuta Natanek, przez jednego z krytyków nazwana Pavarottim w spódnicy, przez rok pracowała w lubelskiej operetce. Tu poznała Adama Natanka.

Masz wiadomość

Cztery lata temu poczuła się źle. Ale jak tu wytwornej damie mówić o kobiecych sprawach. Nigdy się przecież nie skarżyła. Trzy lata temu lekarze zrobili badania. Rak nie wyrok – pomyślała.
Dwa lata temu powiedziała do męża: Wiesz, jęczeć jest tak nieelegancko.
Nie robiła z raka tragedii.
– Adam Natanek przeżył szok. Ale wziął się w garść. Ile on ciepła i dobroci dla niej miał – mówi Jolanta Polberg, przyjaciółka Danusi.
Operacje, naświetlenia, kobalt. Najpierw w Lublinie, potem w Warszawie.
– Ostatni raz widziałem się z Danusią po zakończeniu leczenia w Warszawie. Mimo że ciężko chora, uśmiechała się promiennie. Była ulepiona z dobroci. Miała serce jak Brama Floriańska w Krakowie – śmieje się Jerzy Korolus, przyjaciel Natanków.
Najgorsza była noc po wigilii. – Wtedy Natanek pokazał, co potrafi. Nie było zaraz, za chwilę. Nie było mowy o pielęgniarce. Nie dał nikomu dotknąć Danusi. A ona leżała. Zawsze w czyściutkiej koszulce. Jak zawsze elegancka. Pachnąca – mówi Jolanta Polberg.

A Natanek łagodniał

Jolanta Polberg przeprowadziła się bliżej mieszkania Natanków; żeby być bliżej Danusi. A Danusia miała zaprogramowany telefon. Wystarczyło raz nacisnąć, by zadzwonić do Joli.
W dzień lub w nocy.
– Widziałam, jak Natanek łagodniał w trakcie jej choroby – mówi Polberg. On? Nie znoszący sprzeciwu sceniczny dyktator? – Tak się dobrali. Umiała wszystko z nim załatwić. Miała swoje sposoby. Pan wie, że przez czterdzieści lat małżeństwa nigdy się nie pokłócili?
Wielbicielem Danusi jest również znany z telewizji Bogusław Kaczyński. Dla niego Pani Natanek to drugie wcielenie św. Franciszka. – W jej sercu było dużo miejsca. Po równo dla zwierząt i dla ludzi. Pamiętam taką scenę: Danusia spaceruje. Podchodzi pan w rozchełstanej koszuli. Marynarka w nieładzie. – Potrzebuje pan pieniędzy – pyta Danusia. – Nie, mam kłopot. Suka wpadła pod samochód. Co robi Natankowa? Wysyła Natanka pod wskazany adres. Wiezie psa do weterynarza. Płaci za operację.
Na trzy dni przed śmiercią w szpitalu wypytywała doktora jak urządzi swoje mieszkanie. Doradzała, co i gdzie ma postawić.
Nazajutrz straciła przytomność i już jej nie odzyskała. Wcześniej tylko zdążyła powiedzieć Joli, żeby zajęła się psami. – I spojrzyj przychylnym okiem na Natanka, czy mu czegoś nie trzeba.

Próba

– Ból nie był najgorszy. Robiłem zastrzyki. Pielęgnowałem... – wspomina teraz Natanek. Najgorsze, to patrzeć na bezsilność wspaniałych lekarzy. Wie pan, przyszedł taki moment, że po operacjach i bombach kobaltowych niewiele z niej zostało...
– W miłości najważniejsza jest pielęgnacja uczucia. W chorobie też. Choroba jest największą próbą miłości.
Adam Natanek wyszedł z tej próby zwycięsko. – I co z tego? – pyta smutno.
O 21.30 w I programie Polskiego Radia Bogusław Kaczyński zaczyna swoją stałą audycję. Adam Natanek włącza dwa radia i jeszcze dwa magnetofony. Na wszelki wypadek.
– Za chwilę usłyszycie pieśń na głos i fortepian Mieczysława Karłowicza „Zasmuconej” w wykonaniu wspaniałej śpiewaczki, Danuty Damięckiej-Natanek – słychać Kaczyńskiego.
Adam Natanek podkręca sprzęt. Po chwili z głośników płynie mocny, wyrazisty głos.
W radość przejdzie żal
Ze snu ziemia się ocuci
Ciepły spadnie deszcz
Wróci wiosna, kwiaty wrócą
Wróci chwila róż...

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!