środa, 23 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Wakacje w klasztorze

Dodano: 27 lipca 2006, 17:13

Spartańska cela, metalowa miska na posiłek i miednica do mycia z zimną wodą. O laptopie, komórce czy telewizji nie ma mowy. Zero cywilizacji, zero kontaktu. Nie ma też basenu, sauny, ani klubu fitness. Ktoś by chciał mieć takie wakacje? I jeszcze za nie płacić

Odpowiedź jest krótka i zaskakująca: tak.
Ludzi, którzy chcą spędzić wakacje w klasztorze, jest coraz więcej. I coraz więcej polskich klasztorów otwiera swoje cele dla turystów spragnionych odosobnienia. Mało tego: na ten cel klasztory wykorzystują nawet unijne dotacje, jak np. pokamedulski klasztor w Rytwianach koło Staszowa w województwie świętokrzyskim, który jako jeden z pierwszych wpadł na pomysł, żeby leczyć pracoholików. Pomysł się spodobał i klasztor dostanie 3,5 mln zł.

Pustelnia
św. Benedykta
Najpierw trzeba krętą drogą przez las przejść 2 kilometry. Do wnętrza klasztoru prowadzą trzy bramy, symbolizujące trzy wtajemniczenia w życiu eremitów, czyli pustelników.
- Spragnionym spokoju oferujemy pobyt w Pustelni św. Benedykta. W niczym niezmąconej ciszy można zregenerować siły duchowe i fizyczne. Odpocząć od zgiełku cywilizacji i zapędzonego życia - mówi Barbara Wrzałek ze Stowarzyszenia Miłośników Pustelni Złotego Lasu w Rytwianach.
Choć doba w pustelni kosztuje 60 zł, a za posiłek trzeba zapłacić dodatkową kasę, to o miejsce bardzo trudno.
Coraz więcej firm kieruje tu zestresowanych menedżerów.

Monastyr św. Onufrego
Według legendy monastyr w Jabłecznej założono w miejscu, w którym zatrzymała się płynąca Bugiem ikona św. Onufrego.
Jak tam trafić?
Drogą z Radzynia Podlaskiego na Sławatycze. Cztery kilometry przed przejściem granicznym należy skręcić na północ i przejechać jeszcze cztery km szosą na Terespol.
Na spragnionych ciszy czekają cele położone nad celami mnichów. W każdej drewniane łóżko z cennikiem, krzesło, miska na wodę, krzyż na ścianie. I tyle.
- Wygód nie ma. Jedzenie bardzo proste. Jak trzeba, to tak jak my w metalowych miskach - mówi ojciec archimandryta Jerzy Pańkowski.
Do Jabłecznej można przyjechać na indywidualne rekolekcje.
- Robimy dokładny wywiad, kto czego oczekuje? Chętnych jest naprawdę dużo. Widocznie ludziom potrzeba takich wakacji - mówi z uśmiechem Pańkowski.

Tylko dla mężczyzn
O świcie modlitwa.
Potem, wspólnie z mnichami, śniadanie w refektarzu.
Po posiłku "czas wolny”, czyli właściwie albo spacer, albo indywidualne rekolekcje w celi.
Obiad.
Odpoczynek.
Nabożeństwo.
Kolacja.
Klasztor przyjmuje tylko mężczyzn. Telefon komórkowy i laptop trzeba zostawić za bramą.

W oblackim uroczysku
Turyści spragnieni najmocniejszych wrażeń mogą pojechać do Kodnia, gdzie znajduje się cudami słynący obraz Madonny.
Przywiózł go z Rzymu do Kodnia Mikołaj Sapieha, a ówczesnemu papieżowi Urbanowi VIII tak bardzo to się nie spodobało, że rzucił klątwę na Mikołaja. Kolejne wieki historii obrazu obfitowały w wydarzenia niewytłumaczalne, a przede wszystkim uzdrowienia. Kodeńska bazylika z cudownym obrazem otwarta jest na okrągło.
Nic dziwnego, że przy furcie domu pielgrzyma wciąż czeka kolejka. W sumie schronienie może znaleźć tu 110 osób.
Pokój jednosobowy kosztuje 25 zł, śniadanie 6, obiad 15, kolacja 7 zł.
W klasztorze Oblatów można zamówić sobie indywidualne rekolekcje.
W pobliżu sanktuarium znajduje się oblackie uroczysko. Cisza, bobrowe żeremia, potężne drzewa... tu najlepiej rozmawia się z Bogiem.
U św. Wojciecha
Nawet w mieście można znaleźć takie niezwykłe miejsca. Chociażby w klasztorze położonym przy kościele św. Wojciecha w Lublinie. Tuż pod Zamkiem.
Na co dzień mieści się tu dom rekolekcyjny, ale po wcześniejszej rezerwacji można wynająć sobie klasztorną celę na tydzień lub dwa. Miejsce upodobali sobie zwłaszcza artyści. Swoich gości lokuje tu Teatr NN. Mieszkał tu Tadeusz Mysłowski z Nowego Jorku, a ostatnio poetka, Julia Hartwig.
Doba kosztuje 25 złotych, śniadanie i kolacja 8, obiad 12 zł. Posiłki są skromne, ale syte i smaczne. Przygotowują je siostry zakonne.
- Tylko na mszę świętą trzeba pójść do któregoś z pobliskich kościołów - mówi jedna z sióstr przyjmujących gości.
A oni najchętniej wybierają Dominikanów, których rozsławił Józef Czechowicz.

Modna tradycja
Jeżeli komuś mało rygorystycznego porządku dnia, to zapraszamy do klasztoru Kamedułów na Bielanach.
Pobudka 3.45, śniadanie o 8, później ciężka praca w ogrodzie, kolacja o godzinie 17. Choć modlitwa nie jest obowiązkowa, to brakuje miejsc.
- Jak ktoś się uprze i przywiezie z sobą trumnę, wstawię mu do celi zamiast łóżka - żartuje ks. Wiesław Kowalewski, dyrektor Pustelni Złotego Lasu.
A na turystów spragnionych klasztornych wrażeń czekają cele klasztoru ojców Benedyktynów w Tyńcu pod Krakowem, Franciszkanów w Pińczowie, ojców Paulinów w Mochowie czy Kamedułek ze Złoczewa.
Przeor klasztoru w Tyńcu o. Bernard Sawiecki podkreśla, że tradycja przyjmowania wędrowców do klasztorów ma już kilkaset lat. - To nie jest nic nowego, od wielu wieków ludzie przychodzili do klasztorów, a każdy klasztor ma dom dla gości.
- Spędzenie urlopu w takim miejscu wymaga odwagi. Trzeba zmierzyć się z odcięciem od świata. Z monotonnym porządkiem dnia. Trzeba zmierzyć się z ciszą i ze swoimi myślami - mówi Jacek Szast, psychoterapeuta z Centrum Pomocy Psychologicznej i Psychoterapii w Lublinie.
Czy to moda?
- Raczej paląca potrzeba zagubionych ludzi, którzy w klasztorze chcą się pozbierać i odnaleźć.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!