sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Wiem, jaka jest stawka

Dodano: 11 kwietnia 2008, 15:36

Rozmowa z Weroniką Pazurą, jurorką w programie "You Can Dance”

Weronika Pazura, była żona aktora Cezarego Pazury, z wykształcenia prawniczka, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i pracuje teraz wyłącznie na swoje konto jako jurorka w programie "You can dance” w TVN. Z jakim skutkiem?

•Jak się czułaś w Buenos Aires?

- Spodziewałam się czegoś więcej, ale moje pierwsze wrażenie wynikało prawdopodobnie z tego, że nie miałam zbyt wiele czasu na to, by poszwendać się po uliczkach i poczuć tę specyficzną atmosferę miasta. Mogę jednak powiedzieć, że jestem zachwycona klimatem Argentyny.

•A co w nim takiego niezwykłego?

- Nie wiem, kojarzy mi się z dzieciństwem: upał zmieszany z przyjemnym wiatrem. Nigdy w Polsce nie czułam czegoś takiego - z jednej strony temperatura jak na patelni, z drugiej: wiatr od rzeki, który chłodzi ciało.

•Argentyńczycy też cię urzekli?

- Tak, są uśmiechnięci, kontaktowi, otwarci. Mimo brudu i biedy mieszkańcy Buenos Aires wyróżniają się tym, że rozmawiają ze sobą; na ulicach nie słychać tylko hałasu samochodów, ale przede wszystkim gwar, i to nie ten, który pochodzi z rozmów przez telefony komórkowe. Nawet ta ich skromność czy niedbałość w wyglądzie jest na ludzie. Nikt nie zwraca uwagi na to, jakie masz sandały.

•Rozumiem, że w Polsce czujesz spojrzenie na swoje obuwie...

- Wydaje mi się, że my, Europejczycy, jesteśmy większymi snobami. Tu, gdy ładnie się ubierzesz, ludzie ci o tym powiedzą, gdy założysz na siebie coś okropnego, ale się uśmiechasz, też się do ciebie uśmiechają. I to jest fajne. Nie spotkałam tu żadnej osoby, która "obcięłaby” mnie wzrokiem od stóp do głów i skwitowała: "ale się wypindrzyła”.

•Za to zostałaś okradziona...

- Rzeczywiście, chwila nieuwagi i moja torebka - z dokumentami, pieniędzmi, kartami kredytowymi - się zdematerializowała. Ale mogło mnie to spotkać wszędzie. Najgorsze jest to, że teraz będę musiała się nachodzić, by wyrobić wszystko od nowa.

W Buenos Aires trwały warsztaty z uczestnikami drugiej edycji "You can
dance”. Trudno ci było łamać życie i rozwiewać złudzenia młodych tancerzy?


- Nie było łatwo. Jednak już w Buenos Aires zauważyłam, że kilka osób same się podkładały i podpadały nam, jurorom, na własne życzenie. Że sami sobie kopali grób. W grupie, którą raz oceniałam, były na przykład dwie osoby, które nieco odstawały. Co gorsza: miały tego świadomość i zamiast gonić resztę, wykazywały się skrajną abnegacją.

•W tej edycji rozdaliście tylko 36 biletów na warsztaty do Buenos Aires. Tymczasem w Paryżu było aż 50 uczestników. Odczułaś tę różnicę?

- Tak, mniejsza grupa oznacza lepsze poznanie jej.

•Masz już swoich faworytów?

- Zwróciłam szczególną uwagę na jednego chłopaka z grupy hip-hopu. Mogę śmiało powiedzieć, że reprezentował prawie taki sam poziom, jak jego instruktor Viet Dang. Dobra była także grupa salsy - choć daleko im jeszcze do osiągnięcia perfekcji, bardzo się starali. Było też kilku liderów u Piotra Jagielskiego na jazzie. W porównaniu z Paryżem myślę, że na szkoleniach w Argentynie tancerze znacznie szybciej chwytali techniki i z lekkością przychodziła im nauka.

•Nie masz poczucia, że uczestnicy drugiej edycji są nieco mnie spontaniczni niż ci z pierwszej? W końcu wiedzą już, jaka jest stawka.

- Trochę tak. Pierwsza edycja była absolutną świeżynką. Ani my, jurorzy, nie wiedzieliśmy, co to będzie, ani tancerze. Teraz wszyscy jesteśmy bogatsi o doświadczenia, lepiej przygotowani. Już na castingach zauważyłam, że ludzie są świetnie ubrani, bardziej otwarci i medialni.

•A spodziewałaś się takiego sukcesu "You can dance”?

- Tak. Powiem nieskromnie, bo sama jestem producentką, że od początku wiedziałam, że ten program będzie strzałem w dziesiątkę. Przy okazji spełniło się też moje wielkie marzenie: szansa, by zainteresować młodzież czymś twórczym, aktywnym spędzaniem czasu. Do tej pory nie było tego w Polsce. Kultura fizyczna jest u nas na bardzo niskim poziomie. A szkoda.
Pamiętam swoje dzieciństwo w Kijowie - miałam bodajże 5 lat, a już byłam po kilku przeglądach i przesłuchaniach. W przedszkolu zaczęłam trenować jazdę figurową na łyżwach, potem byłam w szkole muzycznej. Do dzisiaj na Ukrainie to nie rodzice wysyłają dzieci na jakieś zajęcia według własnego widzimisię, tylko specjaliści są od łowienia talentów.

•Program zmienił życie wielu osób. A twoje?

- Pojawił się w specyficznym momencie mojego życia, gdy wszystko to, w co wierzyłam, zawisło na włosku. Dlatego myślę, że bardzo na mnie wpłynął. Do tej pory, choć miałam swoje studia, pracę, zajęcia, rodzinę i przyjaciół, nigdy nie skupiałam się wyłącznie na sobie. Program upewnił mnie w tym, że muszę myśleć o sobie, że jeśli żyję w harmonii, mogę być źródłem szczęścia.

•Jakoś nie wydajesz się skoncentrowaną na sobie i nadąsaną gwiazdą…

- Zawsze byłam liderem, ale nigdy nie zadzierałam nosa. Tak mnie wychowano. Poza tym tkwi we mnie głębokie poczucie sprawiedliwości i poczucie, że najważniejszy jest człowiek. To, kim się stajemy, to tylko etykietki, które nigdy nie zdominują naszego człowieczeństwa.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!