sobota, 16 grudnia 2017 r.

Magazyn

Wikingowie płyną Bugiem

  Edytuj ten wpis
Dodano: 3 lipca 2003, 15:53

W czwartek do jedynego dostępnego miejsca na Bugu we Włodawie dobiły dwie łodzie Wikingów. Mieszkańcom się upiekło, gdyż najeźdźcy chcieli tylko trochę wypocząć, zwiedzić miasto i odnowić zapasy.



d
Dwie drużyny Wikingów wyruszyły w kolejną wyprawę 1 lipca. Łodzie, „Świętosławę II” i znacznie mniejszą i lżejszą „Mirasławę” zwodowali w Świerżach k. Dorohuska. Bugiem, a następnie Wisłą chcą dotrzeć do Bydgoszczy i dalej Kanałem Bydgoskim, Notecią, Wartą, Odrą i Zalewem Szczecińskim na Wolin, gdzie w dniach 1– 3 sierpnia ma się odbyć IX Festiwal Wikingów.
– Jesteśmy najstarszą grupą w polskim ruchu Wikingów
– mówi Marek „Jarmeryk” Szabliński, niekwestionowany wódz wyprawy. – Wyróżniamy się też tym, że pływamy tradycyjnie, posługując się jedynie żaglem i wiosłami. O silnikach, sztormiakach czy kamizelkach ratunkowych nie ma mowy.
Pierwszą łódź nasi Wikingowie, w większości rodem z Morąga, skonstruowali jeszcze w 1966 roku nad jeziorem Narie. Do jej budowy użyli sitowia. Tamtejszą wysepkę nazwali Wyspą Duchów i przez lata była ona domem morąskich Wikingów. Później na łódź wikińską przerobili stary kuter rybacki. Wtedy sfilmowała ich nawet Polska Kronika Filmowa. W końcu zdecydowali się skopiować zachowaną X-wieczną łódź z Ossebergu w Norwegii. Nadali jej imię „Świętosława Dumna”, na cześć siostry Bolesława Chrobrego, która poślubiła norweskiego króla. Przewieźli ją koleją do Krakowa, skąd przez 20 dni, już wodą, wracali do Gdańska.
– 26 lat później powstała „Świętosława II”, którą popłynęliśmy śladem pierwszej wyprawy – mówi „Jarmeryk”. – Za sprawą powodzi i wartkiego nurtu tym razem w Gdańsku byliśmy po 10 dniach.
Od tamtej pory warmińsko-mazurscy Wikingowie pokonali już niemal wszystkie wodne szlaki komunikacyjne w Polsce. Pokonanie Bugu potraktowali niczym postawienie przysłowiowej kropki nad i. Szablewski powiedział wprost, że
zachciało się im poważnej przygody
i kolejnego sprawdzenia samych siebie. Nie zawiedli się, skoro miedzy Świerżami a Włodawą przyszło im przeciągać łodzie przez mielizny czy rąbać siekierami konary zagradzających drogę drzew.
Marek Szabliński pod Starymi Jabłonkami wybudował dwór wikiński, który wkrótce strawił pożar. Z pomoca przyjaciół odbudował go. Mają tam warsztat szkutniczy i kuźnię. Sami budują łodzie, sami szyją sobie tradycyjne ubrania i wykonują broń. Jedynie miecz wodza jest wykonany przez profesjonalistę. Podarowali mu go angielscy Wikingowie wraz ze srebrnym amuletem, „Mieczem Thora”, który ma chronić jego i drużynę na wodzie.
„Jarmeryk” podkreśla, że w rejsie po Bugu towarzyszy mu trzech pionierów ruchu wikińskiego w Polsce, którzy razem z nim budowali pierwszą łódź. Niektórzy z nich zabrali ze sobą synów bądź krewnych.
– My to kochamy – mówi wódz. – Ja sam
przyłapuję się na tym, że... myślę jak Wiking.
Ja się nim po prostu czuję. Zresztą nic w tym dziwnego, skoro moja prababka była Norweżką. Dlatego też dwóm moim synom dałem słowiańskie i skandynawskie imiona: Sambor Olaf i Ziemowit Ari.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!