poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Władza dla kobiet

Dodano: 19 lutego 2010, 14:28

Jeśli parlament i prezydent szybko uwiną się ze swoją pracą, to w tegorocznych wyborach na radnych województw, gmin i miast połowę kandydatów będą stanowiły kobiety.


Do tej pory o zwiększeniu szans wyborczych kobiet dyskutowano w telewizji i gazetach, teraz sprawa nabrała tempa. Wczoraj miał być po raz pierwszy czytany w sejmie projekt ustawy parytetowej.

O co w nim chodzi? Pomysł jest prosty: liczba kobiet na danej liście kandydatów nie będzie mogła być mniejsza niż liczba mężczyzn. Tak ma być w wyborach do Parlamentu Europejskiego, na radnych, posłów i senatorów.

Żeby tak się stało, parlament musi zgodzić się na zmianę ordynacji wyborczej. Projekt przygotował Komitet Obywatelski "Czas na kobiety”.

Koniec z obietnicami

Za zbieranie podpisów potrzebnych, żeby projekt znalazł się w sejmie, mocno zabrały się działaczki PO z Lublina: europosłanka Lena Kolarska-Bobińska, poseł Joanna Mucha i wicewojewoda Henryka Strojnowska.

– Obecny system jest niesprawiedliwy. Jeśli chcemy prawdziwej demokracji, to trzeba wprowadzić równość. Parytet jest narzędziem, żebyśmy doszli do prawdziwej demokracji. Mężczyźni mają niesłuszne przywileje dzięki płci i tradycji – tłumaczy Henryka Strojnowska i oblicza, że 80 proc. posłów to mężczyźni. – Coraz mniej jest osób, które uważają, że parytet w wyborach jest niesłuszny.

– Kobiety bardzo dobrze radzą sobie w biznesie, ale w polityce nie mogą się przebić. Przez ostatnie 20 lat edukacja i dyskusje nie pomogły. Teraz etap obietnic trzeba uznać za zakończony. Nie chodzi o obietnice liderów partii, trzeba wprowadzić reguły, które wymuszą umieszczenie kobiet na listach wyborczych – podkreśla Lena Kolarska-Bobińska.

Liczy się skuteczność

Jednak wbrew pozorom nie wszystkie kobiety są za wprowadzeniem parytetu. Burzę wywołało lipcowe oświadczenie grupy kobiet – przedsiębiorców, dziennikarzy, naukowców – opublikowane przez ogólnokrajowe media. Panie stwierdziły, że taki pomysł je obraża. – Nie chcemy, żeby ktokolwiek dawał nam gwarancje ze względu na płeć, świetnie radzimy sobie bez tego.

Mocno podzielona jest nawet rządząca Platforma. – Jestem przeciwna sztucznemu wprowadzaniu kobiet do życia publicznego. Nie jest ważnie, jakiej płci jest polityk. Chodzi o to, żeby był skuteczny. Wybieramy lekarza, nie patrząc na to, czy jest kobietą czy mężczyzną, ma po prostu dobrze leczyć. Wolę, żeby o mnie mówili, że jestem posłanką z Lublina, a nie z parytetu – tłumaczy poseł Magdalena Gąsior-Marek z PO.

– Oczywiście, trzeba zachęcać kobiety, żeby wchodziły do polityki. Kobiety wnoszą inny punkt widzenia, chętniej zajmują się np. zdrowiem, oświatą czy sprawami społecznymi. Należy pokazać, że ich wiedza bardzo się przyda w parlamencie.

Kobiety górą

Nie ma gwarancji, że dzięki parytetowi w sejmie i samorządzie przybędzie dobrze przygotowanych osób.

– Jeśli kobieta jest skuteczna, to przekona kolegów, żeby umieścili ją na liście wyborczej, a potem przekona wyborców żeby na nią zagłosowali – podkreśla Gąsior-Marek. Podaje tu swój przykład: długo wahała się, czy podjąć wyborcze wyzwanie, czy jest sens startować z ostatniego miejsca, czy nie jest to wyrzucenie pieniędzy w błoto. – Kobiet w życiu publicznym jest coraz więcej, ten proces już trwa. Nie można go sztucznie przyspieszyć.

Okazuje się, że projekt parytetowych zmian ordynacji wyborczej może prowadzić do nierównego traktowania mężczyzn. Jak? Wystarczy, że lista kandydatów w wyborach ma nieparzystą liczbę miejsc. W takim przypadku zawsze – zgodnie z projektem – kobiet musi być na liście więcej niż mężczyzn.

Autorzy projektu zauważyli: "Komitety wyborcze nie są jednak związane narzuconą im z góry koniecznością umieszczania na listach nieparzystej liczny kandydatów, mogą wiec zachować parytet 50/50”.

Jeśli sejm i senat szybko przegłosują zmiany w przepisach i nie będzie weta prezydenta, to połowa kandydatów na radnych w tegorocznych jesiennych wyborach samorządowych będzie kobietami.

Poparcie dla parytetu wyborczego

44 proc. badanych w styczniu przez CBOS stwierdziło, że kobiet w polityce powinno być więcej (35 proc., że liczba kobiet i mężczyzn jest w sam raz).

20 proc. jest zdecydowanie przekonanych, że zapewnienie kobietom określonego minimum miejsc na listach wyborczych zachęci je do startu w wyborach (46 proc. mówi "raczej tak”, 19 proc. "raczej nie”, 5 proc. "zdecydowanie nie”).

Wprowadzenie parytetu zdecydowanie poparło 23 proc. pytanych, "raczej tak” odparło 37 proc., "raczej przeciwnych” jest 20 proc., a zdecydowanie "nie” mówi 10 proc.
Od 1997 roku rośnie liczba osób, które są za takimi zmianami prawa i maleje grono ich przeciwników (teraz odpowiednio 47 proc. i 44 proc.).

Generalnie, pomysł, żeby prawo regulowało liczbę miejsc dla kobiet w parlamencie czy administracji, popiera więcej kobiet niż mężczyzn.

Najwięcej pytanych osób (42 proc.) jest przekonanych, że bez względu na liczbę kobiet państwowe instytucje będą działały tak samo.

Większość badanych (40 proc.) zagłosuje w wyborach na kobietę, jeśli do wyboru miałoby kandydatów z tej samej listy, w podobnym wieku, z podobnym wykształceniem i kompetencjami.

Styczniowe badanie wykonało CBOS dla Kongresu Kobiet
Czytaj więcej o:
Sieczkobrzęk
Mario
lol
(8) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Sieczkobrzęk
Sieczkobrzęk (21 lutego 2010 o 12:14) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Przecież w Polsze jest Partia Kobiet i startowała w wyborach. Dostała 0,24% poparcia. Jak nie można normalną drogą to trzeba lewarka w postaci parytetu. Najzabawniejsze jest to, że takie "nasi" dwie chłopskie dziołchy jak wojedoda i vicewojewoda rzundzą ( pobierają finans za nic bo pokazywanie się w mediach na pewnych uroczystościach przy suto zastawionych stołach tp praca czy wyżerka?) i narzekają na to złapały . Teraz jeszcze chcą poprawić swój los. Dla nas mają figę i przysłowie, że na los nie ma co liczyć tylko ponarzekać. Ale nie chcę być tym co u slonia wisi i kończę życząc darmozjadkom nie 50% ale 75% parytetu.
Rozwiń
Mario
Mario (21 lutego 2010 o 11:14) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Kolejny temat zastępczy, aby platforma o.ferzystów i zło... (+psl) mogła odwrócić uwagę od afer i problemów. Dalej wyprzedawajcie majątek Polski. Co do "p osłanek" (i posłów) z Lubelszczyzny, to ... oceńcie sami.
Rozwiń
lol
lol (21 lutego 2010 o 09:50) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Parytet jest narzędziem, żebyśmy doszli do prawdziwej demokracji. Mężczyźni mają niesłuszne przywileje dzięki płci i tradycji – tłumaczy Henryka Strojnowska - co za kretynizm... Ta pani chyba coś się pomyliło ... prawdziwa demokracja będzie wtedy kiedy wprowadzi się parytety??? to chyba nazywa się komunizm gdy władza decyduje kto ma być posłem.... wstyd jak drogie panie nie są zdolne do sprawowania władzy to nikt na siłę ich do tej władzy wpychać nie będzie...
uffff wystarczy poczytać wypowiedzi kobiet w tym artykule i już wiadomo dlaczego jest ich tak mało w polityce...
Rozwiń
Josef46
Josef46 (21 lutego 2010 o 08:56) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Podejrzewam ,że na liście do rady gminy w Jeziorzanach będzie brakowało pań i sądzę ,że wlaśnie te ze zdjęć prasowych w tym artykule by tam pasowały.Mając na uwadze ich dokonania mogą zacząć pracę od podstaw,bo wyżej to mam wątpliwości!
Rozwiń
KrzysztofJakubowski
KrzysztofJakubowski (20 lutego 2010 o 19:42) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Skoro dla kobiet, to może też parytet dla młodych ludzi? Są jeszcze bardziej dyskryminowani w polityce. [url="http://www.parytetdlamlodych.pl"]www.parytetdlamlodych.pl[/url]
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (8)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!